Wielu kibiców nie mogło zrozumieć przenosin Neymara z Barcelony do Paris Saint-Germain, choć powody wydawały się klarowne. Chciał zarabiać jeszcze więcej, chciał odgrywać jeszcze ważniejszą rolę, chciał po prostu wyjść z cienia Lionela Messiego. I oczywiście to, czego chciał, zostało spełnione, a jego statystyki mogą robić wrażenie. 29 goli i 19 asyst w 30-stu meczach to wynik znakomity, ale nabiera mniejszego znaczenia, kiedy zauważy się, że PSG odpadło już z Ligi Mistrzów.

 

A właśnie po to odszedł do Paryża. Miał błyszczeć w tych największych i najważniejszych meczach. W pierwszym starciu z Realem Madryt mógł nawet otrzymać czerwoną kartkę za symulowanie, a w rewanżu już nie zagrał na skutek kontuzji. Wielokrotnie mówiło się też, że Brazylijczyk nie czuje się najlepiej w klubie. Oliwy do ognia dolało także piątkowe wydanie "Mundo Deportivo".

 

Według doniesień, Neymar jeszcze przed tym, jak doznał kontuzji, miał komunikować się nie tylko z byłymi kolegami z drużyny, ale także z członkami zarządu Barcelony! Brazylijczyk miał przyznać, że popełnił błąd w ocenie Ligue 1, że nie rozwinie tam swoich umiejętności, a chętnie wróciłby do miejsca, w którym czuł się znakomicie. Na Camp Nou chciałby wrócić latem 2019 roku.

 

Co na to FC Barcelona? Katalończycy ciągle nie mogą zapomnieć o tym, że bez skrupułów wykorzystał możliwość odejścia, a dodatkowo żąda kolejnych pieniędzy z tytułu bonusu lojalnościowego.

 

Odważniejszą teorią, jaką stawia "Mundo Deportivo", jest to, że Neymar celowo mówi o Barcelonie, by otworzyć sobie drogę do... Realu Madryt. Będzie mógł wtedy wytłumaczyć taki ruch niechęcią katalońskiego klubu do jego osoby.