Po pierwszej bramce dla gości, zdobytej w 66. minucie przez Ashleya Barnesa, grupa kibiców West Ham wbiegła na boisko. Wypychali ich z murawy... zawodnicy West Ham. Jeden z fanów został nawet rzucony na ziemię przez ogarniętego furią kapitana "Młotów" Marka Noble'a.

 

Drugi gol dla Burnley, strzelony cztery minuty później przez Chrisa Wooda, wywołał chaos na trybunach. Setki kibiców skierowało się w stronę loży zajmowanej przez właścicieli klubu, zarzucając im niszczenie West Ham.

 

Współwłaściciele David Gold i David Sullivan, których decyzja o przeniesieniu klubu ze stadionu Upton Park na Olimpijski była początkiem konfliktu z kibicami, opuścili London Stadium w otoczeniu ochrony. Siły porządkowe następnie oddzieliły fanów od ławki rezerwowych West Ham.

 

Wynik spotkania ustalił w 81. minucie Wood.

 

"Czegoś takiego jeszcze nie widziałem w futbolu" - powiedział stacji Sky Sports trener West Ham David Moyes. "Proszę tylko o to, żeby wszyscy się zjednoczyli, a my spróbujemy utrzymać się w Premier League" - dodał.

 

West Ham zajmuje obecnie 16. miejsce w tabeli i ma tylko trzy punkty przewagi nad strefą spadkową.

 

Sobotnie incydenty zakończyły burzliwy dla klubu tydzień, w którym miały się odbyć dwie manifestacje kibiców, ostatecznie obie odwołane, a druga z powodu starć wewnętrznych między sympatykami "Młotów".