– W sumie jestem zadowolony. Trochę sprzęt mnie zawiódł – tłumaczył Rosiek. – Warunki zmieniły się na sam start. Nie było tak jak powinno być.  Ciężki bieg, kosztował mnie dużo siły. Czułem, że mi narty zwalniają, nie nabierają prędkości.  To spowodowało, że zmęczenie coraz bardziej się nakładało.

 

Przygotowanie nart to 50% sukcesu – co do tego nikt nie ma wątpliwości. Daniel Iwanowski, serwismen narciarzy biegowych wyjaśnia, że z doborem nart przy tak zmiennych warunkach pogodowych nie jest łatwo.

 

 – Do dzisiejszych nart Kamila czekaliśmy do ostatniej chwili z tym, żeby wybrać jak najlepszą opcję, żeby te narty jak najszybciej jechały. Podobnie z doborem struktur, by jak najlepiej odprowadzały wodę.  Im zawodnik jest bliżej mety, im ma mniej sił, tym ciężej mu  się biegnie. Jest słońce, śnieg zmienia się z minuty na minutę i te trasy zaczynają płynąć. Im większa woda, tym bardziej te narty zasysa  i one coraz wolniej jadą.

 

Chorąży naszej reprezentacji ma jeszcze przed sobą starty w 5 konkurencjach, jednak największe nadzieję wiąże z biegiem sztafetowym i to właśnie tam upatruje największych szans na dobre miejsce.

 

Na podium w biegu na 15 km stanął Maksym Yarovy z Ukrainy, drugi był Amerykanin Daniel Cnossen, a brąz trafił do Koreańczyka Eui Hyun Sin. Niewątpliwie ogromną zasługę  mieli w tym brązie  gospodarze, którzy ze wszystkich sił dopingowali swojego reprezentanta.  Podobnie zresztą jak koreańskie media.

 

Bieg na 15 km – mężczyźni siedzący:
1. Maksym Jarowy, Ukraina 41:37.0
2.  Daniel Cnossen, USA +43.7
3. Eui Hyun Sin, Korea Południowa +51.9

21. Kamil Rosiek +6:58.5