Kibice zgromadzeni w Air Canada Centre obejrzeli niezwykle emocjonujące widowisko. Wszystko zaczęło się po ich myśli, bo od dwóch goli Maple Leafs. Na listę strzelców w piątej minucie, w odstępie 25 sekund, wpisali się Nazem Kadri i James van Riemsdyk. Później jednak cztery gole zdobyli Stars i trzecia tercja rozpoczęła się przy ich prowadzeniu 4:2.

 

W niej gospodarze robili wszystko, aby przedłużyć zwycięską serię. Kompletnie zdominowali rywali pozwalając im oddać zaledwie trzy strzały, a sami w kierunku Kariego Lehtonena krążek posłali piętnastokrotnie.

 

Najpierw hat-tricka skompletował van Riemsdyk, ale Teksańczycy ponownie objęli prowadzenie po golu Bretta Ritchiego. Maple Leafs do dogrywki doprowadzili za sprawą Patricka Marleau, gdy do końca pozostawało 16 sekund.

 

Dogrywka nie przyniosła rozstrzygnięcia, a w karnych nie dał się pokonać bramkarz gospodarzy Curtis McElhinney, który na lodowisku pojawił się dopiero w połowie meczu, zastępując kontuzjowanego Frederika Andersena.

 

"Kiedy dowiedziałem się, że wchodzę do gry, moje tętno gwałtownie podskoczyło. Organizm zalała adrenalina. Po pierwszej interwencji jednak się uspokoiłem i złapałem właściwy rytm" - powiedział McElhinney.

 

W historii NHL najwięcej zwycięstw z rzędu we własnej hali odniosła ekipa Detroit Red Wings, która w sezonie 2011/12 była niepokonana u siebie w 23 kolejnych meczach.