Naja trzy miesiące temu została mamą. W grudniu ubiegłego roku urodziła syna Mieczysława, lecz urlop macierzyński trwał bardzo krótko. Już w lutym rozpoczęła pierwsze treningi.

 

"Będąc na początku ciąży żartowałam, że już w styczniu pojadę na obóz klubowy do Zakopanego. A tak poważnie, to po roku siedzenia w domu i takiego normalnego życia, pod koniec ciąży zastanawiałam się, co dalej. Z drugiej strony starałam się odganiać te myśli, gdyż przede mną były ważniejsze rzeczy jak poród i cały stres z tym związany" - powiedziała PAP utytułowana kajakarka.

 

Powrót do sportu nie nastąpił w styczniu, jak żartowała zawodniczka, ale tylko miesiąc później.

 

"Na początek to był lekki, trzykilometrowy trucht. Jak zobaczyłam, że wszystko jest ok, to zaczęłam ruszać się na siłowni, biegać coraz więcej. Póki jezioro nie było zamarznięte, to zdążyłam przepłynąć pierwsze kilometry. Jak przyszły mrozy, to trenowałam na ergometrze" - wyjaśniła dwukrotna brązowa medalistka olimpijska z Londynu i Rio de Janeiro.

 

28-letnia kajakarka otrzymała duże wsparcie zarówno ze strony rodziny, jak i trenerów. Do powrotu do sportu zachęcał partner zawodniczki, były znakomity przed laty kanadyjkarz Łukasz Woszczyński, a także obecny selekcjoner żeńskiej kadry Tomasz Kryk.

 

"Ja od początku ją wspierałem, ale broń boże, nie naciskałem. Gdy załatwiła sobie wszystkie sprawy związane z uzyskaniem zdolności lekarskiej, poinformowaliśmy związek o jej powrocie, ja złożyłem program treningowy. Widzę, że Karolina jest zdeterminowana, wszystko podporządkowała temu, by jeszcze w tym sezonie wystąpić na mistrzostwach świata. Była z nami na kilku treningach na wodzie i bez kłopotów +utrzymała+ się w grupie" - opowiadał Kryk.

 

Naja na początku marca spakowała rodzinę i poleciała do Włoch, gdzie na zgrupowaniu przebywała już kadra. Sama przyznała, że jeszcze jakiś czas temu wydawało jej się, że jest to nierealne. Póki co, w Sabaudii przebywa na własny koszt, bowiem ze względu na pewne procedury, nie została jeszcze oficjalnie powołana do kadry.

 

"Czekam na zatwierdzenie takiego indywidualnego toku przygotowań. Trochę to się przeciągało, a ja chcąc jeszcze wystartować w tym roku, to nie mogłam dłużej czekać. Musiałam zacząć nabijać te kilometry na wodzie. Dlatego póki co, na tym zgrupowaniu jestem tak trochę prywatnie, za własne pieniądze" - wyjaśniła.

 

Pogodzenie treningów z opieką nad trzymiesięcznym synkiem nie jest dla niej problemem, ale też dużą pomocą służy mama zawodniczki.

 

"Czasami jest to trochę skomplikowane, ale nie nazywałabym tego problemem. W dzisiejszych czasach mamy laktatory, można odciągać mleko. Poza tym Miecia jak się wsadzi do wózka, to potrafi przespać cały mój trening" - wyjaśniła.

 

W Sabaudii trenować będzie razem z kadrą do 24 kwietnia. Nie wraca do domu na święta wielkanocne; spędzi je we Włoszech.

 

"Dziewczyny mogą wrócić na kilka dni do domów i znów przylecieć do Włoch. Dla mnie, z małym dzieckiem, takie podróże są dość uciążliwe. Dlatego zostaję do końca zgrupowania. A Wielkanoc na obozie to dla mnie nic nowego. Gdy byłam jeszcze poza kadrą olimpijską, też święta spędzaliśmy na zgrupowaniach" - zaznaczyła.

 

Kajakarka nie stawia sobie konkretnych celów przed zbliżającym się sezonem.

 

"To jest dla mnie nowa sytuacja, sama nie wiem, jak mój organizm się do tego zaadoptuje. To trochę też wyzwanie dla mnie. Nie zakładam sobie jakichś celów, nie wywieram na siebie jakieś szczególnej presji, nie mogę też niczego obiecywać. Chcę się znów ścigać na wysokim poziomie" - podsumowała Naja.