Na szczycie zestawienia zmieni go Hiszpan Rafael Nadal. Oficjalnie potwierdzone zostanie to po zakończeniu zmagań w Miami, w notowaniu z 2 kwietnia.

"Po takim występie sobie na to zasłużyłem. Byłem po prostu za słaby" - powiedział Federer po porażce w sobotę z zajmującym 175. miejsce w rankingu ATP Australijczykiem Thanasim Kokkinakisem 6:3, 3:6, 6:7 (4-7).

"Czasem zdarzają się takie mecze. Niekiedy udaje się przebrnąć przez te kłopoty, ale dziś mi to nie wyszło" - przyznał na konferencji prasowej zwycięzca 97 turniejów ATP, w tym 20 wielkoszlemowych.

W 2017 roku Federer triumfował w Indian Wells i Miami, ale tym razem przegrał finał tego pierwszego turnieju z Argentyńczykiem Juanem Martinem del Potro, a na Florydzie zupełnie zawiódł. Na pytanie dziennikarza, czy teraz rozpoczną się rozmowy z teamem o występach na kortach ziemnych, Federer odparł: "Już je odbyliśmy. Postanowiłem nie grać".

Taki odpoczynek w ubiegłym roku bardzo przydał się 36-letniemu obecnie tenisiście. Podporządkował treningi występom na trawie i twardej nawierzchni, dzięki czemu po powrocie triumfował w łącznie czterech turniejach, w tym w wielkoszlemowym Wimbledonie.

Z niespełna 22-letnim Kokkinakisem spotkał się po raz pierwszy w karierze, ale wcześniej obaj zawodnicy wspólnie trenowali.

"Dobrze go znam. Jego gra zawsze mi się podobała. Rywalizacja w trzecim secie zawsze jest trudna i podchwytliwa. Brakowało mi wyczucia i odpowiedniego poruszania się po korcie. Niewykorzystane szanse się zemściły" - relacjonował doświadczony tenisista.

Powrót do zawodowej rywalizacji planuje na 11 czerwca, kiedy rozpocznie się impreza na trawiastej nawierzchni w Stuttgarcie. We French Open zabraknie go już trzeci raz z rzędu - przed dwoma laty z paryskiego turnieju wyeliminowała go kontuzja.