Janusz upodobał sobie szczecińską Netto Arenę. W poprzednim sezonie także zdobył statuetkę dla najlepszego zawodnika spotkania, ale potem okazało się, że jego zespół przegrał walkowerem z powodu nadmiaru obcokrajowców na boisku.

"To moja pierwsza nagroda MVP w tym sezonie, a druga wraz z meczem Pucharu Polski. Lubię grać w szczecińskiej hali, ale statuetka nie miała znaczenia. Ważne, że zdobyliśmy komplet punktów i jesteśmy bliscy drugiej pozycji na koniec rundy zasadniczej, czyli miejsca w półfinale rozgrywek" – powiedział Janusz po zakończeniu spotkania.

 

Trener PGE Skry Roberto Piazza w Szczecinie wystawił eksperymentalną szóstkę z trójką przyjmujących i bez nominalnego atakującego. W kwadracie dla rezerwowych pozostali Grzegorz Łomacz, Mariusz Wlazły i Karol Kłos. Mimo tego jego ekipa nie straciła ani seta, choć w trzeciej partii musiała bronić piłki setowej.


"Na treningach ćwiczymy różne rozwiązania, by później odnaleźć się w każdej sytuacji i wyjść z nich obronną ręką. Po wygraniu dwóch setów i prowadzeniu w trzecim 6:1 poczuliśmy się zbyt pewnie. Straciliśmy na moment koncentrację, za to Espadon wzniósł się na wyżyny swoich możliwości. Dogonił nas, a nawet objął prowadzenie. Na szczęście po raz kolejny w tym sezonie końcówka należała do nas" - skomentował Janusz.

By zapewnić sobie drugie miejsce w sezonie zasadniczym Skra musi zdobyć jeszcze tylko trzy punkty. Dlatego też trener Piazza może sobie już pozwolić na oszczędzanie liderów.

"Ostatnio dużo graliśmy. Jeśli zapewnimy sobie drugie miejsce i bezpośredni awans do półfinałów, to zapewne trener będzie więcej rotował składem i niektórzy będą mogli odpocząć" – podsumował 24-letni rozgrywający Skry.