W pewnym momencie sezonu głośno było o decyzji Stefana Horngachera, który w czteroosobowym zespole na igrzyska olimpijskie w Pjongczang pominął nierównego Piotra Żyłę. Mówiono wówczas, że austriacki trener postawił na Macieja Kota i Stefana Hulę, którzy są bardziej regularni. Reprezentacja Polski z Korei Południowej przywiozła brązowy medal drużynowy.
 
To jednak według Macieja Kota jedyny jasny punkt zakończonego właśnie sezonu 2017/2018. Skoczek urodzony w Limanowej zakończył zimę na 21. miejscu jako piąty z Polaków, gromadząc 261 punktów w klasyfikacji generalnej. Wyżej sklasyfikowani byli Piotr Żyła (16. miejsce), Stefan Hula (13. miejsce), Dawid Kubacki (9. miejsce) i oczywiście triumfator Kamil Stoch.
 
Po pominięciu przez Horngachera na "drużynówkę" w kończącej sezon Planicy w rozmowie z Przeglądem Sportowym Kot przyznał, że ten sezon był dla niego wielką porażką:
 
"Ostatni konkurs był odzwierciedleniem całego sezonu w moim wykonaniu. Ten sezon jest dla mnie osobistą porażką. Nie ma co tego ukrywać. Osłodą jest dla mnie medal igrzysk olimpijskich. Zdecydowanie więcej było jednak w tym sezonie goryczy. To jest przykre. Wierzę jednak, że ciężka praca, jaką wykonałem nie pójdzie na marne, będzie procentowała w przyszłości."