"Myślę, że dla nas było to spotkanie za 100 punktów, bo po nieudanym meczu z Jastrzębiem trochę chyba wkradło się niepokoju w nasze szeregi. Tym zwycięstwem wykopaliśmy go" - podkreślił Włodarczyk, który został wybrany MVP rozegranego w niedzielny wieczór na Torwarze pojedynku z Resovią.

 

Na pytanie o kluczowy element, który pozwolił jego zespołowi wygrać z rzeszowianami bez straty seta wskazał skuteczność systemu blok-obrona.

 

"W większości meczów do tej pory prezentujemy świetną grę pod tym względem i myślę, że to nie przypadek, że w tak istotnym momencie spotkania (mowa o końcówce trzeciego seta, w której dwukrotnie zatrzymał Jakuba Jarosza - PAP) to zadziałało. Jak na własną salę, to chyba mało asów +nastrzelaliśmy+, ale utrudnialiśmy rywalom grę, graliśmy twardo i mimo że parę punktów nam uciekło, to byliśmy jednak w stanie wrócić. Właśnie taką agresją, twardym męskim bojem, energią i tkwiącym w nas testosteronem przechyliliśmy szalę zwycięstwa na naszą stronę" - podsumował z uśmiechem przyjmujący stołecznego klubu.

 

Resovia w pierwszej partii przy stanie 12:20 zanotowała serię sześciu punktów z rzędu, ale strat całkiem odrobić nie zdołała. W drugiej przegrywała 20:23 i tym razem doprowadziła do remisu 24:24, ale w końcówce nie sprostała technicznym zagrywkom Andrzeja Wrony. W trzeciej odsłonie to ona dla odmiany wygrywała 20:17, ale przewagi nie udało jej się utrzymać.

 

"Popełniliśmy bardzo dużo błędów, zwłaszcza na zagrywce. Próbowaliśmy ryzykować w tym elemencie, często to ryzyko nam się w ogóle nie opłaciło, bo chłopaki z ONICO w jednym ustawieniu zdobywali kilka punktów. Wydawało się, że w trzecim secie nastąpi przełom, ale w końcówce nie skończyliśmy kilku ataków. Jesteśmy trochę rozbici tym wynikiem" - przyznał w rozmowie z PAP środkowy rzeszowian Łukasz Perłowski.

 

To właśnie wśród blokujących ekipy z Podkarpacia ostatnie miesiące zebrały duże żniwo. Problemy zdrowotne mają bowiem Bartłomiej Lemański i Marcin Możdżonek. Resovia w ramach transferu medycznego pozyskała na początku marca występującego na tej pozycji 20-letniego Francuza Barthelemy'ego Chinenyeze'a.

 

"W tym składzie, w którym jesteśmy obecnie, gramy do końca sezonu. Mamy 14 zawodników, którzy dają z siebie wszystko na treningu, na boisku, nie ma co rozpamiętywać strat związanych z kontuzjami Marcina i Bartka. Musimy sobie radzić z takim składem, jaki mamy" - zaznaczył Perłowski.

 

Jeszcze nie tak dawno spore braki kadrowe miała też warszawska drużyna. Do gry wrócili już jednak przymujący Bartosz Kwolek, środkowy Jan Nowakowski, a w niedzielę zaprezentował się też Damian Wojtaszek. Tego ostatniego - jak powiedział PAP trener Stephane Antiga - w poniedziałek czekają badania, na podstawie których sztab szkoleniowy ONICO oceni, jak wygląda sytuacja z kolanem libero. Ze składu na dłużej wypadł atakujący Sharone Vernon-Evans, który w ubiegłym tygodniu przeszedł operację i wrócić do gry ma za cztery do sześciu miesięcy.

 

"Czasem sobie żartujemy, że lepiej iż ta sprawa mojego wyrostka robaczkowego przydarzyła się trzy tygodnie temu, niż jakby miała się przytrafić teraz, bo tak naprawdę wówczas byłby to dla mnie koniec sezonu. Największym minusem jest to, że ciężko mi się teraz pozbierać kondycyjnie, po dwóch setach brakuje mi już siły. Potrzeba mi przede wszystkim treningu. Plusem tej sytuacji jest fakt, że jednak też trochę odpocząłem" - podsumował Kwolek.

 

Mimo wracających stopniowo do gry siatkarzy stołeczny zespół musiał jeszcze ostatnio podczas treningów korzystać z pomocy "wypożyczonych" z niższej klasy rozgrywkowej młodych graczy.

 

"Kontuzje na pewno nam nie pomagają. Pomagają nam za to dwaj młodzieńcy Mikołaj i Mateusz z pierwszej ligi, którzy ostatnio dołączyli do nas na treningu, więc gramy już nawet sześciu na sześciu" - zaznaczył Włodarczyk.

 

ONICO zajmuje obecnie czwarte miejsce w tabeli i ma do końca fazy zasadniczej do rozegrania cztery mecze. W środę podejmie w ramach zaległego spotkania PGE Skrę Bełchatów. Dwa dni później zawodników warszawskiego klubu czeka wyjazdowe spotkanie z Indykpolem AZS Olsztyn.

 

"Takie życie sportowca, czasem się gra co dwa, trzy dni. My nie występowaliśmy w Lidze Mistrzów, a ZAKSA w niej startowała i występowała z taką częstotliwością przez prawie trzy miesiące. Oni nie narzekali, więc my też jeśli zagramy dwa mecze w trzy dni, to na pewno nic nam się nie stanie. Tym bardziej, że mamy potem święta i czas na jakąś tam regenerację" - podsumował Kwolek.

 

Włodarczyk ma za sobą zarówno występy w Skrze, jak i w zespole z Olsztyna.

 

"Czy w środę będzie twarda i męska walka oraz będzie buchał - jak w niedzielę - testosteron? Nie ma innej opcji... chyba że chłopaki z Bełchatowa mają z tym problem. U nas będzie go pod dostatkiem. Jak pojadę do Olsztyna, to pewnie serduszko mi mocniej zabije, bo nie ukrywam, że spędziłem tam fajny rok. Jeśli chodzi o Bełchatów, to było to dawno temu i nieprawda. Tamten Wojtek był za młody" - ocenił przymujący.

 

Resovia po niedzielnej porażce spadła na siódme miejsce w tabeli, a zakończenia fazy zasadniczej ma jeszcze trzy mecze. Do play off i walki o strefę medalową awansuje sześć czołowych ekip.