Huzarski, który w 2016 roku zakończył starty na szosie w zawodowym peletonie, podkreśla, że polscy kolarze wywalczyli sobie w nim ostatnio mocną pozycję.

 

- Zeszły rok skończył się świetnie. Tomek Marczyński wygrał dwa etapy Vuelta a Espana, Michał Kwiatkowski triumfował m.in. w Mediolan-San Remo, a już w tym sezonie w Tirreno-Adriatico. Chciałbym oczywiście, żeby polskich zawodowców było jak najwięcej. Na razie jednak nikogo nie przybywa w drużynach z najwyższej półki i nie widzimy też zawodników, którzy mogliby się "dopchać" do czołówki. Mamy jednak bardzo mocne zaplecze "orlikowskie", z którego - mam nadzieję - niedługo przybędzie nam kilku nowych zawodników. Ważne, że Polacy od kilku lat mają tę samą, bardzo mocną pozycję w zawodowym peletonie. Są w nim szanowani, pełnią role liderów swoich drużyn, co jeszcze do niedawna było nie do pomyślenia - ocenił.

 

Siedmiokrotny uczestnik wielkich wyścigów etapowych - Tour de France (trzy starty), Giro d'Italia i Vuelta a Espana (po dwa) - i zwycięzca klasyfikacji górskiej i najaktywniejszych w Tour de Pologne tak zupełnie nie "zszedł" jeszcze z roweru i wciąż jest aktywny sportowo.

 

- Na pewno nie tak bardzo jak kiedyś, ale staram się w miarę możliwości regularnie ruszać. Prowadzę akademię kolarską dla dorosłych Huzar Bike Academy, współpracuję z klubem KS Deichmann Abus Mat Sobótka przy szkoleniu dzieci i młodzieży. Jestem niejako ambasadorem projektu, który ma zachęcać dzieci, pokazywać im, że można do czegoś dojść będąc kolarzem. Sam startuję na rowerze górskim. Złapałem bakcyla, a ekipa Kross próbuje zrobić ze mnie zawodnika MTB. Wszystko bardziej dla zabawy, nie ryzykuję zbyt mocno na zjazdach. Mogę jednak powiedzieć, że taki typ rywalizacji jest bardzo wciągający. W zeszłym roku debiutowałem w wyścigach MTB dla amatorów. W obecnym planuję startować na szczeblu krajowym i być klasyfikowanym razem z elitą. Stwierdziłem, że trzeba sobie podnieść poprzeczkę - przyznał.

 

Ciekawym doświadczeniem dla 37-letniego dziś Huzarskiego był ubiegłoroczny rowerowy górski challenge w indyjskim regionie Dżammu i Kaszmiru.

 

- Zorganizowała go Skoda. Cztery wybrane osoby z całej Europy - dziewczyna ze Szwecji, Hiszpan, Włoch i ja - próbowaliśmy wjechać jak najszybciej na jedną z najwyższych przełęczy na świecie - Khardung La, na wysokość 5359 m n.p.m. Była to typowa jazda indywidualna na czas pod górę na rowerach MTB. Głównie po asfalcie, ale najcięższe ostatnie siedem kilometrów - po szutrach, bruku i drogach w budowie. Ja wjechałem najszybciej. Dwa tygodnie, jakie spędziliśmy w Himalajach, były dla mnie bardzo fajną przygodą - wspominał.

 

Święta Wielkanocne to okres, w którym mieszkający na stałe w Sobótce Huzarski nadrabia zaległości.

 

- Ten czas spędzam z rodziną. Wielkanoc to były jedne z tych świąt, które w trakcie szosowej kariery zawsze spędzałem poza domem, bo zwykle startowaliśmy w wyścigach. Teraz zasiądę do stołu z trójką moich dzieci: córką Mają (3 lata) i synami Błażejem (9 lat) i najmłodszym Wiktorem (2 lata). Potrawy? Tradycyjnie świąteczne, czyli jajka, biała kiełbasa, chrzan. To będzie spotkanie w szerszym gronie. Mam dużą rodzinę i spotykamy się wszyscy razem. Zawsze jest bardzo wesoło. Gdy się ścigałem, brakowało mi tego klimatu świąt wielkanocnych. Teraz chcę to nadrobić - podsumował były kolarz ekip Mroza, Intel-Action czy niemieckiej NetApp.