Losy awansu do najlepszej ósemki rozstrzygnęły się już w pierwszym pojedynku. VIVE we własnej hali rozbiło rezerwy mistrza Niemiec 41:27. Kielczanie chcieli jednak w Mannheim pokazać, że są w stanie wygrać także z pierwszym składem popularnych „Lwów”.

- Przyjechaliśmy do Mannheim z jednym celem - wygrać mecz. Walczyliśmy i pokazaliśmy, że możemy pokonać także ich pierwszy zespół. Gratulacje dla całej drużyny, tak musimy grać w kolejnych spotkaniach – komplementował grę kieleckiego zespołu prawoskrzydłowy Janc, cytowany na oficjalnej stronie internetowej 14-krotnych mistrzów Polski.

Polska drużyna pokonała dwukrotnego mistrza Bundesligi 36:30, mimo że po 22 minutach przegrywała siedmioma bramkami – 9:16.

- Było wiele różnych czynników, które spowodowały, że początek spotkania ułożył się tak, a nie inaczej. Po pierwsze nie byliśmy do końca skoncentrowani, po drugie bardzo dobrze grał Andreas Palicka, a po trzecie nastawienie Lwów, które stały pod ścianą, mając do odrobienia tyle bramek. To specyficzna sprawa, motywacja przewyższająca sto procent, dlatego im wychodziło wszystko, a nam niekoniecznie – analizował początek niedzielnego starcia trener VIVE Tałant Dujszebajew.

Kolejne 38 minut toczyło się już jednak pod dyktando kielczan, którzy ten okres gry wygrali 27:13.

- Jak zwykle jednak mecz trwa sześćdziesiąt minut i najważniejszy jest końcowy rezultat. Gdy odzyskaliśmy koncentrację, udało nam się powrócić do gry, zadziałała też dobra dyspozycja chłopaków, wielkie gratulacje dla nich, że wytrzymali to wszystko – dodał szkoleniowiec, który zwrócił też uwagę na niezbyt miłe przyjęcie polskiej ekipy przez miejscowych fanów.

- Kibice głośno gwizdali podczas hymnu Ligi Mistrzów, słuchali go odwróceni plecami do boiska, ale gdy my wybiegaliśmy na parkiet, również nas wygwizdali. Co my mamy do tego, że w pierwszym spotkaniu Lwy wystawiły drugi zespół? To nie jest nasza wina. To mnie boli, takich rzeczy nie rozumiem, ale z drugiej strony myślę, że te gwizdy tylko mocniej nas zmotywowały – przyznał trener mistrzów Polski.

W ćwierćfinale Ligi Mistrzów na drużynę ze stolicy regionu świętokrzyskiego czeka już francuski Paris Saint-Germain, uznawany za głównego faworyta tej edycji rozgrywek.

- To jeden z najlepszych zespołów świata, rewanż będą mieli u siebie, ale wszystko może się zdarzyć, szczególnie z pomocą naszych kibiców. Jesteśmy drużyną, która może wygrać z każdym. Jesteśmy w dobrej formie, mamy swoje cele i będziemy walczyć do końca – zapewnił Janc.

Pierwszy mecz ćwierćfinałowy rozegrany zostanie w Kielcach w terminie od 18 do 22 kwietnia. Rewanż tydzień później w Paryżu.