W poniedziałek, w sieci pojawiły się fotografie, na których Vilim Posinković i Bojan Marković bawią się w najlepsze po porażce z GKS Tychy. Impreza była na tyle udana, że na zdjęciach widać, że jeden z piłkarzy tańczy bez koszulki, w jednej ręce trzymając papierosa, a w drugiej... zdjętego z nogi buta! Sytuacja bardzo zelektryzowała dziennikarzy oraz kibiców, a Grzegorz Joszko, autor książki "Niebieskie majstry", napisał wprost, że Posinkovicia należy "wywalić na zbity pysk".

 


Juan Ramon Rocha: Jestem przekonany, że nasza drużyna utrzyma się w lidze. Zasługuje na to z wielu powodów, takich jak dynamika gry, zaangażowanie władz czy wielki wysiłek wszystkich osób pracujących w klubie. Mam nadzieję, że w przyszłym meczu pokażemy siłę i rozpoczniemy nasz marsz w górę tabeli. Po przegranej z GKS Tychy (0:2) rozmawiałem z zawodnikami. Dostali dzień wolny i jutro dokładnie omówimy to spotkanie jeszcze raz, choć z pewnością każdy z nich wie na jakim poziomie zagrał. Potrzebna jest autokrytyka z naszej strony, by szło nam lepiej.

Marcin Feddek: Mam w takim razie dla Pana złą informację, ponieważ w trakcie naszego progamu, w mediach społecznościowych znalazły się zdjęcia, na których widać, że niektórzy z pańskich piłkarzy zamiast przygotowywać się do kolejnego meczu, zwyczajnie w świecie imprezowali. Osobiście bardzo panu kibicuję, ponieważ imponuje mi, że ktoś, kto był w półfinale Ligi Mistrzów i osiągał w Grecji znaczne sukcesy przyjechał do nas pracować i zaraża wszystkich optymizmem. Myślę, że będzie pan musiał jednak porozmawiać ze swoimi piłkarzami, bo nie mogą chyba prezentować takiego podejścia w trakcie walki o utrzymanie.

Wiedziałem o tej sytuacji przed programem i rozmawiałem z tym zawodnikiem trzykrotnie (na zdjęciach znaleźli się  Vilim Posinković i Bojan Marković - przyp. red.). Były to bardzo poważne rozmowy. Uważam, że dobrym ludziom trzeba dawać kolejne szanse, ale niewyobrażalne jest, by po przegranym meczu zachowywać się w taki sposób... Sytuacja ta zostanie rozwiązana bardzo stanowczo, bo nie może być tak, że jeden czy dwóch graczy marnotrawi wysiłek całej reszty. Mamy też swoje problemy finansowe i są osoby, które stają na głowie, żeby je przezwyciężyć, a ja nie mogę tych osób zawieść. Muszę powiedzieć, że jest mi bardzo przykro. Osobiście nie zachowywałem się w ten sposób, gdy sam byłem jeszcze piłkarzem. Po przegranym meczu wstyd mi było iść nawet do sklepu czy powiedzieć sąsiadowi "dzień dobry", a co dopiero imprezować. Na pewno będziemy tutaj bardzo stanowczy.


Andrzej Iwan: Wiemy, że nie znalazł się pan w Chorzowie ze powodów finansowych, tylko m.in. ze względu na dobre kontakty z Krzysztofem Warzychą. Wiemy, że oddaje pan w tym momencie Ruchowi serce, ale nie jest też tajemnicą, że większość piłkarzy z zagranicy przejeżdża do Polski, by odcinać kupony.

Z drugiej strony muszę zaznaczyć, że są w Ruchu obcokrajowcy, grający na 200%. Przykładem może być Santiago Villafane, który jest wzorem profesjonalizmu. Niestety w ostatnim czasie zmarło mu małe dziecko i nic dziwnego, że bardzo to przeżywa. Zgadzam się jednak z panami, że przyjeżdżający do Polski obcokrajowiec musi wykazać zaangażowanie i mam nadzieję, że będę kiedyś rozpatrywany w kontekście osoby, która chciała zrobić w waszym kraju coś dobrego.

Cała rozmowa z Juanem Ramonem Rochą w załączonym materiale wideo.