To był prawdziwy blitzkrieg w wykonaniu podopiecznych niemieckiego trenera Jurgena Kloppa. Zanim piłkarze Manchesteru City zdążyli się zorientować, co się właściwie dzieje, przegrywali już 0:3.

Wydawało się, że ekipa Pepa Guardioli doskonale wie, że kluczem do zatrzymania Liverpoolu powinna być neutralizacja poczynań ofensywnego tercetu Salah - Mane - Firmino. Tymczasem The Citizens nie tylko nie zrobili nic, by zatrzymać napastników gospodarzy, ale jeszcze ułatwiali im życie. Celowali w tym zwłaszcza Kyle Walker i Vincent Kompany, którzy w pierwszych dwóch kwadransach mylili się ze zdumiewającą częstotliwością.

 

Efekt? Błyskawiczne i skuteczne akcje The Reds. Najpierw kolejny raz przekonaliśmy się, że w tym sezonie piłka zawsze znajdzie Mohameda Salaha w polu karnym. Przy golu numer trzy Egipcjanin udowodnił z kolei, że to on potrafi znajdować kolegów i precyzyjnie dośrodkował na głowę Sadio Mane. A między jedną a drugą akcją Salaha kibice mieli jeszcze okazję oklaskiwać kapitalne uderzenie sprzed pola karnego - bombę przy samym słupku posłał Alex Oxlade-Chamberlain.

 

To, co działo się w środowy wieczór na Anfield Road, jako żywo przypominało wydarzenia ze styczniowego meczu obu zespołów w lidze angielskiej. Wtedy w dziesięć minut Liverpool strzelił trzy gole i ostatecznie wygrał 4:3. Oba te spotkania różniło natomiast to, że tym razem City nie było w stanie odpowiedzieć. Ani przed przerwą, ani po niej, kiedy to gospodarze skupili się już przede wszystkim na utrzymaniu potężnej zaliczki przed rewanżem.

 

Chwile największej grozy kibice Liverpoolu przeżyli kilka minut po przerwie, ale bynajmniej nie za sprawą jakiegoś zrywu podopiecznych Guardioli. Fani wstrzymali oddech, gdy Mohamed Salah - wyraźnie utykając - opuścił boisko i udał się do szatni. Wszystko wskazuje jednak na to, że fenomenalnemu Egipcjaninowi nic poważnego się nie stało. Salah po kilku minutach pojawił się na ławce rezerwowych, a po meczu wspólnie z kolegami świętował na murawie efektowne zwycięstwo.

 

Teoretycznie Manchester City jest w tym sezonie zdolny do wszystkiego, ale odrobienie takiej straty w rewanżu nawet dla lidera Premier League może okazać się zadaniem niewykonalnym.

 

Liverpool - Manchester City 3:0 (3:0)

Bramki: Salah (12.), Oxlade-Chamberlain (21.), Mane (31.).

 

Liverpool: Karius - Alexander-Arnold, Lovren, Van Dijk, Robertson - Oxlade-Chamberlain (85. Moreno), Henderson, Milner - Salah (53. Wijnaldum), Firmino (71. Solanke), Mane.

Man City: Ederson - Walker, Otamendi, Kompany, Laporte - Fernandinho, Gundogan (57. Sterling), David Silva - De Bruyne, Jesus, Sane.


Sędzia: Felix Brych (Niemcy). Rewanż: 10 kwietnia w Manchesterze.