37-letni Sedinowie w NHL grają od 2000 roku. Przez całą karierę bronią barw Canucks, a w swoich najlepszych latach stanowili jeden z najlepszych ofensywnych duetów w NHL. Henrik ma na koncie 1070 punktów za 240 goli i 830 asyst, a Daniel 1041 pkt (393+648).

 

Z nimi w składzie Canucks najbliżej zdobycia Pucharu Stanleya byli w 2011 roku, ale ostatecznie w finale ulegli Boston Bruins 3-4. Szwedzi mają za to na koncie olimpijskie złoto wywalczone w 2006 roku w Turynie.

 

W czwartek Daniel Sedin na listę strzelców wpisał się na początku drugiej tercji wyrównując stan rywalizacji na 1:1 oraz w trzeciej minucie dogrywki. Jak przy wielu wcześniejszych jego bramkach i tym razem przy obu asystował mu brat.

 

"Wiedzieliśmy, że w tym meczu emocje będą w nas kipiały, dlatego bardzo staraliśmy się zachować koncentrację. W dogrywce byliśmy już bardzo zmęczeni. Trener wziął przerwę na żądanie, by dać nam chwilę wytchnienia. Dodatkowe siły dawało nam też wsparcie publiczności, której udało nam się odwdzięczyć" - powiedział Henrik Sedin.

 

"Po prostu nie mogliśmy wymarzyć sobie lepszego pożegnania z tą halą" - dodał Daniel Sedin.

 

Ostatni mecz w NHL Sedinowie rozegrają w sobotę na wyjeździe z Edmonton Oilers.

 

Minionej nocy miano najlepszej drużyny sezonu zasadniczego 2017/18 zapewnili sobie hokeiści Nashville Predators, którzy pokonali na wyjeździe Washington Capitals 4:3.

 

"To bardzo cenne, bo na każdym etapie rywalizacji w play off będziemy mieli przewagę swojego lodowiska. Im więcej meczów grasz u siebie, tym większe masz szanse na sukces" - podkreślił trener ubiegłorocznych finalistów Peter Laviolette.

 

Po Puchar Stanleya najlepsze drużyny rozgrywek regularnych nie sięgają jednak zbyt często. Od 1990 roku udało się to tylko sześciu ekipom, jako ostatnim pięć lat temu Chicago Blackhawks.