Mecz w Poznaniu rozpoczął się z kilkunastominutowym poślizgiem, bowiem kibice kilkakrotnie rzucili setki serpentyn na murawę. Z opóźnienia mogli być zadowoleni ci kibice, którzy utknęli w ogromnych korkach przed stadionem. Pojedynek w stolicy Wielkopolski wywołał bowiem spore zainteresowanie i choć trybuny nie wypełniły się do ostatniego miejsca, to blisko 37-tysięczna widownia jest jedną z najlepszych frekwencji w tym sezonie.

 

Liczna publiczność mogła czuć się jednak rozczarowana pierwszą połową. Być może ten zakłócony początek spotkania sprawił, że piłkarze obu drużyn wyglądali na nieco wybitych z rytmu. Brakowało ciekawych akcji, strzałów na bramkę, próby ataków zwykle rozbijały się o solidną obronę.

 

Po raz pierwszy kibice ożywili się w 39. minucie, kiedy to zamykający akcję pomocnik „Kolejorza” Tymoteusz Klupś trafił w słupek, piłka toczyła się wzdłuż linii bramkowej, ale zdążył ją wybić jeden z piłkarzy gości.

 

Już po upływie regulaminowego czasu gry pierwszej części mający lekką przewagę lechici przeprowadzili składną akcję. Maciej Gajos podał do Kamila Jóźwiaka, a ten w sytuacji sam na sam pokonał Tomasza Loskę.

 

Arbiter do pierwszej części spotkania doliczył… 16 minut i ten okres był zdecydowanie najciekawszy. Gospodarze uskrzydleni prowadzeniem zaczęli grać z rozmachem, a defensywa zabrzan nie stanowiła już takiego monolitu. Dobre okazje mieli Radosław Majewski i Wołodymyr Kostewycz, ale zakończyły się one tylko wywalczeniem rzutów rożnych.

 

Górnicy przed przerwą mocno rozczarowali. Bramkarz Matus Putnocky przez godzinę nie zanotował żadnej interwencji, ale w ostatnich sekundach uratował swoją drużynę od utraty gola, broniąc z bliska strzał Damiana Kądziora.

 

Druga odsłona mogła już zadowolić kibiców. Podopieczni Marcina Brosza wreszcie więcej jakości pokazali w ofensywie, ale poznaniacy nie pozostawali dłużni. Znów Kądzior był bliski wyrównania, ale Emir Dilaver w ostatniej chwili zablokował uderzenie.

 

Wynik mógł podwyższyć Maciej Gajos. Loska wypiąstkował piłkę przed siebie, ale kapitan Lecha nie wykorzystał tego, że bramkarz rywali nie zdążył się podnieść z murawy i z 16 metrów uderzył wysoko ponad bramką.

 

Zabrzanie wyrównali w trochę przypadkowych okolicznościach. O ogromnym pechu może mówić Szwed Niclas s Barkroth, który zaledwie minutę wcześniej pojawił się na boisku i w niegroźnej sytuacji zagrał ręką w polu karnym. Kądzior z 11 metrów pewnie pokonał Putnocky’ego.

 

Gospodarze, którzy w tym momencie spadli z pierwszego na trzecie miejsce w ligowej tabeli, nie załamali się. Sześć minut później Łukasz Trałka wyprowadził swój zespół na prowadzenie. Nie najlepiej zachował się Loska, który nie poradził sobie z kozłującą piłką. Kropkę nad "i" postawił Majewski, który blisko osiem miesięcy czekał na gola.

 

Lech Poznań - Górnik Zabrze 3:1 (1:0)

Bramki: Jóźwiak 45+1, Trałka 81, Majewski 90+4 - Kądzior 75 (k)

 

Lech Poznań: Matus Putnocky - Robert Gumny, Nikola Vujadinovic, Emir Dilaver, Wołodymyr Kostewycz - Tymoteusz Klupś (73. Nicklas Barkroth), Kamil Jóźwiak (78. Ołeksij Chobłenko), Łukasz Trałka, Radosław Majewski, Maciej Gajos - Christian Gytkjaer (87. Piotr Tomasik)

 

Górnik Zabrze: Tomasz Loska - Mateusz Wieteska, Dani Suarez, Paweł Bochniewicz, Adrian Gryszkiewicz - Damian Kądzior, Szymon Matuszek (89. Dariusz Pawłowski), Wojciech Hajda (67. Maciej Ambrosiewicz), Rafał Kurzawa - Szymon Żurkowski, Marcin Urynowicz (89. Bartłomiej Olszewski)

 

Żółte kartki: Gajos - Urynowicz.

Sędzia: Bartosz Frankowski (Toruń). Widzów: 36 941.