Gol w 41. sekundzie rozstrzygnął starcie Śląsk Wrocław - Sandecja Nowy Sącz

Piłka nożna
Gol w 41. sekundzie rozstrzygnął starcie Śląsk Wrocław - Sandecja Nowy Sącz
fot. PAP

W niedzielę we Wrocławiu zmierzyły się drużyny, które w tym roku jeszcze w lidze nie wygrały. Czarną serię przerwał Śląsk i oddalił się od strefy spadkowej. Sandecja jest natomiast coraz bliżej pierwszej ligi.

Spotkanie fantastycznie rozpoczęło się dla Śląska, który wyszedł na prowadzenie nim minęło 50 sekund. Prawą stroną przedarł się Jakub Kosecki, dograł w pole karne do Michała Chrabka, który nie trafił w piłkę, ale ta trafiła do nadbiegającego Mateusza Cholewiaka. Lewy obrońca gospodarzy huknął od razu z lewej nogi i Michał Gliwa był bez szans.

 

W tym momencie wszystkie założenia taktyczne Sandecji legły w gruzach, bo nie mając już nic do stracenia została zmuszona do ataku. Goście starali się przejąć inicjatywę i momentami im się to udawało, ale gra toczyła się głównie w środkowej strefie. Było dużo walki, zaangażowania, ale brakowało dokładności.

 

Mimo to, Sandecja mogła doprowadzić do remisu. Groźnie na bramkę Jakuba Słowika, który rozgrywał setny mecz w ekstraklasie, strzelał Pawlo Ksionz, ale najlepszą okazję miał Damir Sovsic. Po prostopadłym podaniu zawodnik gości znalazł się sam na sam z bramkarzem Śląska, lecz zamiast do siatki trafił w słupek.

 

Swoje okazje miał też Śląsk. Gliwę sprawdził m.in. Kamil Dankowskim mocnym uderzeniem zza pola karnego, a także Jakub Kosecki po rajdzie niemal przez całe boisko.

 

Druga połowa mogła się zacząć, jak cały mecz, od gola dla Śląska. Po mądrym zagraniu bardzo aktywnego w niedzielę Koseckiego w idealnej sytuacji znalazł się Robert Pich. Słowak miał dużo czasu i miejsca, aby przymierzyć dokładnie, ale zamiast tego zdecydował się na szybki strzał i fatalnie przestrzelił.

 

W przeciwieństwie do pierwszej połowy, to Śląsk po przerwie miał optyczną przewagę. Wrocławianie utrzymywali się przy piłce, atakowali i brakowało tylko skutecznego wykończenia. Goście w tym czasie nie tylko nie potrafili wypracować sobie sytuacji bramkowej, ale nawet przedostać się w pobliże pola karnego gospodarzy.

 

Emocje zaczęły rosnąć się w ostatnich 20 minutach. Najpierw w polu karnym gości padł Michał Chrapek, ale po wideoweryfikacji sędzia nie dopatrzył się żadnego przewinienie piłkarza rywali. Pomocnik Śląska musiał jednak zejść z boiska, bo uraz okazał się poważny.

 

Kilka chwil później wrocławianie grali w dziesiątkę. Sito Riera wślizgiem zaatakował jednego z piłkarzy gości, arbiter odgwizdał przewinienie i pokazał żółtą kartkę zawodnikowi gospodarzy. Ponieważ było to drugie upomnienie Hiszpana, musiał udać się do szatni.

 

Od tego momentu role na boisku się odwróciły – Sandecja atakowała, a Śląsk się bronił i kradł sekundy. Pomysłem gości na doprowadzenie do remisu było jednak jedynie wstrzeliwanie piłki w pole karne gospodarzy. Kilka razy się mocno w szesnastce zakotłowało, ale to było wszystko na co było stać przyjezdnych.

 

Śląsk Wrocław – Sandecja Nowy Sącz 1:0 (1:0)

Bramka: Cholewiak 1

 

Śląsk: Jakub Słowik - Kamil Dankowski, Piotr Celeban, Igors Tarasovs, Mateusz Cholewiak - Jakub Kosecki (91. Arkadiusz Piech), Augusto, Michał Chrapek (69. Kamil Vacek), Sito Riera, Robert Pich (88. Dragoljub Srnic) - Marcin Robak


Sandecja: Michał Gliwa - Aleksandru Benga, Dawid Szufryn, Płamen Kraczunow (75. Maciej Małkowski) - Jakub Bartosz, Damir Sovsic, Bartłomiej Kasprzak, Wojciech Trochim (67. Mateusz Cetnarski), Pawlo Ksionz, Patrik Mraz (46. Tomasz Brzyski) - Aleksandyr Kolew

 

Żółte kartki: Riera, Kosecki - Kraczunow, Małkowski, Bara

Czerwona kartka: Riera (72, za drugą żółtą)

 

Sędzia: Piotr Lasyk (Bytom). Widzów: 6 245.

RM, PAP

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze