Artur Łukaszewski: Wielki jest ten Abell. Potężny kawał chłopa.

Tomasz Adamek: No kawał chłopa, ale jaki by nie był trzeba wejść do ringu, walczyć i wygrać. Trzeba go oszukać, bo ma czym uderzyć. Miał osiem tygodni na przygotowanie, więc na pewno będzie w świetnej formie. Ja mam swoje atuty. Bazuję na szybkości. Jeżeli wniosę do ringu to, co przepracowałem to będzie dobrze.

Abell mówi, że ma siłę, ale mówi też, że wie dokładnie, że będziesz zadawał dużo ciosów. Będziesz unikał spięć, bo jest niebezpieczny w półdystansie. Mówi, że ty go nie trafisz, ale on trafi ciebie, upoluje cię w ferworze ataku i dużej liczby ciosów.

No to będzie bitka i to poważna. Ja się nie boję wyzwań, więc jest walka. Wszystko zweryfikuje dzień. Jest dobrze, bo obóz był świetny, jestem zdrowy. Oby tylko w sobotę obudzić się rano, sprawdzić czy jest speed i powiedzieć - Boże dziękuję ci. To są moje atuty, każdy wie, że bazuję na szybkości. Nie mogę stanąć twarzą w twarz i bić się jak na ulicy, bo wtedy można polec. Trzeba być mądrym. Jak to mówił świętej pamięci Jerzy Kulej "zadać, a nie przyjąć" - to największa sztuka w boksie. To kocham. Jak dostaję cios to jestem bardzo zły sam na siebie.

Patrzyliście sobie w oczy. Zobaczyłeś coś? To ma dla ciebie znaczenie, czy jest tylko pod media, a ciebie nie interesuje?

Nie, nie można tego odbierać. Są tacy, którzy się stykają jak koguty, a w ringu nic nie pokazują. Ja zawsze spokojnie podchodzę do tego. Krzyczenie, wywalanie stołów to oznaka słabości, show dla mediów i kibiców. Swoje trzeba zrobić w ringu. Na to kibice kupują pay per view, na to przychodzą do Areny, bo będzie full. Chcą zobaczyć gladiatorów, Adamka szybkiego i zwycięskiego.

Cała rozmowa z Tomaszem Adamkiem w załączonym materiale wideo.