Trener Tomasz Krzeszewski zdecydował się na młody skład. Powołania na szwedzki turniej otrzymali Jakub Dyjas (rocznik 1995), Patryk Zatówka i Marek Badowski (obaj 1997), Kotowski (1998) i Paweł Fertikowski (1990). Zabrakło m.in. Daniela Góraka i Wanga Zeng Yi (obaj 1983), którzy przez wiele sezonów stanowili trzon ekipy narodowej. Wcześniej byli też m.in. Bartosz Such (1983) czy Jakub Kosowski (1982).

- Zobaczymy, jak poradzimy sobie bez starszych kolegów. Na pewno dla nas zawody rangi mistrzostw świata w młodym składzie są wielkim wyzwaniem. Liderem reprezentacji jest Kuba Dyjas, a kto jeszcze będzie grał, to już zależy od trenera. Myślę, że pozostali zawodnicy są na zbliżonym poziomie. Wierzę, że dostanę szansę występu, a wówczas na pewno ją wykorzystam - stwierdził Kotowski.

W rundzie grupowej Polacy spotkają się z Koreą Południową, Francją, Chorwacją, Indiami i Austrią.

- Nie trafiliśmy na Chiny czy Japonie, ale to i tak jedna z silniejszych grup w turnieju. Mam nadzieję, że w dalszej fazie zagramy z Japonią, która w składzie uważanego za wielki talent 14-letniego Tomokazu Harimoto. Był już w ćwierćfinale mistrzostw świata w singlu, dochodzi do finałów World Touru. Do tej pory dwukrotnie z nim rywalizowałem i raz wygrałem, a miało to miejsce podczas zawodów w czeskim Hodoninie. Skład jako drużyna mamy młody i może jeszcze niedoświadczony, ale stać nas na niespodzianki. Niedawno Kuba pokonał w Niemczech byłego wicemistrza świata Chińczyka Fang Bo 4:0, a Marek zwyciężył w młodzieżowym ITTF Challenge w Spale - dodał.

Kotowski jest najmłodszy w kadrze, ale też jako jedyny gra na co dzień na drugim poziomie ligowym. Występuje w zespole Energa KTS Toruń, który walczy o powrót do superligi.

- Na dwie kolejki przed zakończeniem sezonu zasadniczego mamy zapewniony pierwsze miejsce w grupie północnej i czekamy na rywala w barażach. Grupa południowa jest słabsza, dlatego mam nadzieję, że oprócz nas awansuje ktoś jeszcze z północy, tzn. Olimpia-Unia Grudziądz lub Poltarex Pogoń Lębork. Indywidualnie miałem plan, że nie dam się nikomu pokonać w pierwszej lidze, lecz ciężko utrzymać wysoką formę w każdym meczu. Mam bilans 24-6, więc nie jest źle. I jeśli wrócimy do superligi, to zostanę w Toruniu - stwierdził.