Abell bije jak młotem, a Tomek nie zawsze jest uważny w obronie, co bardzo skutecznie wykorzystał Eric Molina, dwa lata temu w Krakowie. Pamiętam też ile nerwów straciliśmy z Przemkiem Garczarczykiem komentując pojedynek „Górala” z Travisem Walkerem w Newark. Niewiele brakowało, by Adamek przegrał wtedy przez nokaut, ale w dobrym stylu wyszedł z opresji, i sam posłał świetnie przygotowanego rywala na deski, by ostatecznie wygrać przed czasem.

 

Z Abellem też będą nerwy, ale wierzy, że decydujące będą umiejętności Adamka i jego chłodna głowa. Nie wykluczam, że były mistrz świata dwóch kategorii wagowych wygra ten pojedynek przez techniczny nokaut w końcowych rundach. Adamek jest spokojny, nie dopuszcza myśli, że może przegrać, ale mówi też o pokorze, że nie można być zbyt pewnym siebie. Joey Abell pytany przez Mateusza Borka, organizatora PBN i prowadzącego ceremonie ważenia, pytany o typ na ten pojedynek też stawia na siebie.


- Nokaut czy punkty – naciska Borek. – Nie ma znaczenia. Liczy się zwycięstwo – odpowiada spokojnie Amerykanin.


Stawiam też na wygraną Mateusza Masternaka, choć nie przyjdzie mu ona łatwo. „Master” tak jak Adamek nie lubi mańkutów, tak on nie przepada za takimi, którzy od pierwszego gongu szukają w ringu wojny. A taki jest Kalenga.


Ale Polak ma argumenty, by walkę rozegrać na swoich warunkach. Jest dobrze wyszkolony, silny, potrafi się bronić i atakować. Jeśli nie zostawi zbyt dużo miejsca Kalendze, to będzie dobrze. Ale werdykt może być „ciasny” i musi być jednogłośny.


Trudne zadanie czeka też Adama Balskiego. Rosjanin Denis Graczow, to twardziel i wojownik jakich mało. Ma swoje wady, ale kilku naprawdę znanych pięściarzy pokonał (Ismaił Siłłach, Zsolt Erdei chociażby) i nie wykluczam, że Balski też może z nim przegrać. Ale jeśli Polak chce w przyszłości odnosić sukcesy, to musi sobie z Graczowem poradzić. Jest wyższy, szybszy, ma więcej talentu i zdecydowanie mniej doświadczenia. Czy to wystarczy do zwycięstwa ? Mam nadzieję, że tak, ale nie zdziwię się, gdy górą będzie Graczow. – To będzie dla mnie łatwa walka – mówi pewny siebie Rosjanin. I wcale nie żartuje.


Kiedy kilka dni temu rozmawiałem z Damianem Jonakiem o gali w Częstochowie mówił o tym jak bardzo się cieszy, że wraca na ring po trzyletniej przerwie. Ważył już 95 kg, zbijał ponad dwadzieścia. A kiedy zapytałem, czy nie sądzi, że Lukas Ndafoluma będzie dla niego zbyt wymagającym rywalem odpowiedział, że lubi atakować wyższych od siebie. Dziś już wiemy, że pięściarz z Namibii nie dostał wizy i zastąpi go Argentyńczyk Marcos Jesus Cornejo. On też jest wyższy od Jonaka, ale boksersko chyba słabszy. Myślę, że to dobra wiadomość dla niepokonanego Jonaka, który jest w stanie znokautować Cornejo.


Tak samo jak Robert Parzęczewski Kanadyjczyka Tima Cronina. Pięściarz z Częstochowy jest na fali, swoje walki kończy szybko i stawiam, że Cronina również tak potraktuje. Choć Kanadyjczyk nie jest „kelnerem”. Ma dobry lewy prosty, potrafi wykorzystać swoje warunki fizyczne, dobrze się porusza. Ale gubi się przy dużej presji i zdecydowanym ataku. A to są atuty Parzęczewskiego.


Ewa Brodnicka będzie bronić pasa WBO w wadze superpiórkowej i myślę, że zrobi to w dobrym stylu. Jest naprawdę w gazie, potwierdzają to wszyscy, którzy ją widzieli na sparingach w Szklarskiej Porębie. A jej rywalka, Sarah Puczek z Kanady, to wielka niewiadoma. Od Brodnickiej dostała zieloną roślinkę, prezent z podtekstem. Wiemy, że rośliny to hobby Kanadyjki.


Galę zaczną Michał Chudecki i Damian Wrzesiński, dobrzy znajomi z amatorskich ringów. Iskrzy między nimi mocno, widać to było gołym okiem, gdy prężyli mięśnie już po ważeniu, i spojrzeli sobie głęboko w oczy.

 

Bardziej niż między Łukaszem Wierzbickim i Michałem Żeromińskim, którzy stoczą tu walkę rewanżową zaraz po nich. W obu przypadkach stawką będą tytuły mistrza Polski.


I jeszcze jedno, Mateusz Borek poinformował, że bilety zostały sprzedane, mieszcząca ponad 7 tysięcy widzów Arena Częstochowa będzie pełna. Pierwszy sukces został więc odtrąbiony.