Pindera o rywalu Fonfary: Dobry czy ryzykowny wybór?

Sporty walki

16 czerwca Andrzej Fonfara zmierzy się na warszawskim Torwarze z Ismaiłem Siłłachem. Może mieć ciężką przeprawę.

Fonfara właśnie zmienił kategorię, przeszedł do junior ciężkiej. Siłłach taką decyzję podjął kilka lat temu. Obaj są wysocy (189 i 191 cm) i zaczynali w niższych wagach. Polak od superpółśredniej, Siłłach najlepsze wyniki w czasach amatorskich miał w średniej (był wicemistrzem świata), ale zawodowe boksowanie od półciężkiej.

Obaj walczyli o mistrzowskie pasy. Fonfara dwukrotnie z Adonisem Stevensonem, a Ukrainiec z Siergiejem Kowaliowem w 2013 roku, każdy z tych pojedynków w limicie wagi półciężkiej.

Fonfara pierwszą walkę ze Stevensonem przegrał na punkty, miał mistrza na deskach, sam wcześniej leżał dwa razy, i zrobiło się o nim głośno. O Siłłachu głośno było wcześniej, szybko wspinał się po szczeblach zawodowej kariery, ale potknął się na Denisie Graczowie, który w kwietniu 2012 roku zatrzymał go w ósmej rundzie. 19 miesięcy później w walce o pas WBO znokautował go Kowaliow,  i przestano mówić o Siłłachu, że będzie mistrzem świata.

Ale to wciąż dobry pięściarz, który wiele potrafi. Nie można go lekceważyć, choć z ostatnich pięciu pojedynków trzy zakończyły się jego porażkami, dwukrotnie bardzo bolesnymi. Przed czasem, w trzecim starciu pokonał go Maksym Własow, a w listopadzie ubiegłego roku znokautował już w pierwszej rundzie kolejny Rosjanin, Aleksiej Papin, były kickbokser.

Siłłach nie miał szczęścia do rosyjskich bokserów, przegrał z nimi cztery walki (Graczow, Kowaliow, Własow, Papin), wszystkie przed czasem.

Z Mateuszem Masternakiem, piątym, który go pokonał, podczas ubiegłorocznej Polsat Boxing Night w gdańskiej Ergo Arenie, pokazał się z dobrej strony. Miał go na deskach, sam też leżał, ale bił się dzielnie do końca i końcowy werdykt nie był wcale tak oczywisty. A „Master” to naprawdę solidny cruiser, co udowadniał już wielokrotnie, chociażby w walkach z Tonym Bellew, czy Yourim Kalengą, w minioną sobotę w Częstochowie ( na kolejnej PBN organizowanej przez Mateusza Borka). Z Anglikiem przegrał dwa lata temu minimalnie, a urodzonego w Kinszasie obywatela Francji zmusił do poddania po szóstej rundzie, skutecznie rewanżując się za porażkę w Monte Carlo, w 2014 roku.

 

Przypominam Masternaka w kontekście Siłłacha, który zmierzy się z Fonfarą 16 czerwca. Mam wątpliwości, czy to jest dobry wybór. Moim zdaniem ryzykowny, choć  rozumiem ten wybór.

33-letni Ismaił Siłłach (25-5, 19 KO) jest znanym pięściarzem. Ma bogatą historię, pokazał się na Polsat Boxing Night z dobrej strony, wiemy co potrafi. Ale wiemy też, że przegrał ostatnio kilka walk i  jest już rozbity, a jego odporność na ciosy mocno wątpliwa.

30-letni Fonfara (29-5, 17 KO) też jest facetem po przejściach. Nie sięgając zbyt daleko wystarczy przypomnieć przegrane z Joe Smithem Jr i rewanż ze Stevensonem. Teraz przyjdzie mu w debiucie spróbować swych w kategorii z limitem 90,7 kg (do tej pory walczył w półciężkiej – 79,4 kg). Z drugiej jednak strony nie będzie osłabiony zbijaniem wagi, co od dawna było jego poważnym problemem.

Tomasz Adamek twierdzi, że porażka z Chadem Dawsonem w 2007 roku, gdy stracił pas WBC w wadze półciężkiej, uratowała mu życie. Zbijanie wagi prawie go wtedy zabiło. Przeszedł do wyższej kategorii, zdobył kolejny tytuł i był lepszy niż w półciężkiej.

Kto wie, może tak będzie z Fonfarą. Jest jednak drobna różnica, to jego kolejna zmiana kategorii. Nie wiemy, czy nie wyczerpał już limitu.

Tym bardziej więc wybór Ismaiła Siłłacha, w moim odczuciu, jest ryzykowny. Ale być może się mylę. Odpowiedź poznamy 16 czerwca.

Janusz Pindera, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze