Trener Rakowa Częstochowa: Jestem dumny z tych chłopaków

Piłka nożna

W zaległym meczu 20. kolejki Nice 1 Ligi pomiędzy Chojniczanką Chojnice i Rakowem Częstochowa lepsi okazali się przyjezdni, którzy wygrali 1:0. Beniaminek zaplecza Lotto Ekstraklasy tym samym przełamał złą passę trzech porażek z rzędu. Z kolei gospodarze znowu zaprezentowali niemoc przed własną publicznością i skomplikowali swoją drogę do awansu.

W pierwotnym terminie spotkanie Chojniczanki z Rakowem miało odbyć się 2 marca. To miało być szlagierowe starcie u progu rundy wiosennej dwóch czołowych ekip w tabeli. Z powodu złego stanu boiska mecz nie doszedł do skutku. Niespełna dwa miesiące później udało się odrobić zaległości, ale tym razem faworytem byli gospodarze, którzy w przeciwieństwie do częstochowian utrzymali się w ligowym czubie.

 

Podopieczni Marka Papszuna nie imponowali formą w ostatnich meczach, toteż niespodziewany triumf po bramce Jose Embalo może cieszyć podwójnie. - Cieszę się oczywiście z tego zwycięstwa, bo te trzy punkty bardzo zbliżyły nas do celu, który został postawiony przed zespołem przed sezonem, czyli utrzymanie. Mamy jeszcze sporo kolejek, ale wydaje się, że około czterdziestu punktów wystarczy. Co do postawy z Chojniczanką to mogę być dumny z tych chłopaków, ponieważ biorąc pod uwagę trzy ostatnie porażki i przyjazd do bardzo wymagającego rywala, co by się nie robiło, to tej pewności nie ma. To nastawienie, determinacja, zaangażowanie, pasja i przede wszystkim granie w piłkę było widoczne, bo w pierwszej połowie stworzyliśmy sobie wiele szans na to, żeby zdobyć bramkę. Problemem była skuteczność, natomiast nie ma co się dziwić, wracając do tej sytuacji o której już mówiłem. Tym większy szacunek, że ten mecz potrafiliśmy wygrać i z tego się bardzo cieszymy – powiedział szkoleniowiec RKS-u.

 

Nie takiego spotkania wyobrażali sobie kibice z Chojnic. To już trzecie starcie z rzędu, w którym miejscowi nie potrafili zdobyć bramki przed własną publicznością. Gospodarze momentami razili brakiem skuteczności. - My również mieliśmy swoje sytuacje w tym spotkaniu. Plan, który mieliśmy był realizowany, ale w piłce liczy się skuteczność, a ona zawiodła. Kapitalna okazja Tomka Boczka, następnie mija kilkadziesiąt sekund i tracimy bramkę w bardzo prosty sposób, ponieważ wiedzieliśmy, że zespół z Rakowa wprowadza piłkę z autu długim podaniem, następnie futbolówka robi kozioł i zdecydowanie napastnika powoduje, że zespół przeciwny zdobywa bramkę. My, mimo dogodniejszej sytuacji, nie potrafiliśmy tego uczynić, dlatego przegrywamy mecz. Z pewnością dla kibica to spotkanie było bardzo szybkie, dynamiczne, w dużej jakości jeśli chodzi o realizację założeń taktycznych ze strony obu drużyn. Tym bardziej szkoda, że nie odnieśliśmy zwycięstwa przed własnymi kibicami, u siebie. Wiadomo, że wygrywamy na wyjazdach, a u siebie przegrywamy. To jest smutne i przykre, ale trzeba dalej grać, pracować, żeby to wszystko odwrócić. Na pewno nikt się nie poddaje i nie spuszcza głowy. Wiemy, że zespoły podchodzą do nas z dużym szacunkiem, ale to nie wystarczy, żeby wygrać mecz. Ciężka praca przed nami – rzekł trener Chojniczanki, Krzysztof Brede.

Krystian Natoński, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze