Małachowski: Teraz liczy się tylko złoto w Tokio

Inne

W piątek w Dausze za sprawą mityngu Diamentowej Ligi na dobre rusza sezon lekkoatletyczny na otwartym stadionie. W pierwszym z 14 mityngów biało-czerwone barwy reprezentował będzie jednak tylko w biegu na 800m Adam Kszczot. Zabraknie m.in. dyskoboli w tym czterokrotnego triumfatora cyklu – Piotra Małachowskiego, którzy sezon rozpoczną nieco później. – Teraz liczy się tylko złoto w Tokio – przyznał dwukrotny wicemistrz olimpijski w rozmowie w Polsacie Sport News.

Aleksandra Szutenberg: W piątek w Dausze startuje sezon Diamentowej Ligi, ale na razie bez dyskoboli. Kiedy startuje sezon Piotra Małachowskiego?

 

Piotr Małachowski: Mój sezon rozpoczyna się 26 maja w Radomiu. Będzie mistrz olimpijski – Gerd Kanter, wielu innych fajnych zawodników, jeszcze niepotwierdzonych, ale naprawdę zapowiadają się fajne zawody. To jeden z niewielu mityngów, gdzie my Polacy możemy się zaprezentować przed swoją publicznością.

 

Jak forma, jak zdrowie na starcie sezonu?

 

Miałem problemy, półtora miesiąca temu skręciłem kolano, ale już praktycznie wróciłem do zdrowia. Na ostatnim treningu już w miarę to wyglądało, gdzieś już zacząłem łapać technikę, czucie własnego ciała. Zdrowotnie wszystko już jest dobrze, więc zobaczymy jak to będzie po dwóch, trzech startach wyglądało, ale najważniejszą imprezą w tym sezonie są mistrzostwa Europy w Berlinie.

 

Jak wygląda ten sezon przygotowawczy? Teraz więcej czasu spędza Pan w Polsce, niż to miało miejsce przed laty…

 

Na pewno. Ten sezon potraktowałem trochę ulgowo, moim głównym celem są igrzyska olimpijskie w Tokio w 2020 roku. Byłem tam w ubiegłym roku na wakacjach i te przygotowania są już na bardzo zaawansowanym etapie: chodzi o metro, miasto, przygotowania ludzi, jak mają się zachowywać i tak dalej. Naprawdę coś niesamowitego. To będą jedne z najlepszych igrzysk. A ten sezon… Miałem dwa zgrupowania klimatyczne. Formę chcę zrobić tylko na mistrzostwa Europy. To jest dla mnie cel numer jeden. Co będzie z Diamentową Liga, z innymi startami, to wszystko okaże się po dwóch trzech startach.

 

Wydaje się, że ten ubiegły sezon też został przez Pana ulgowo potraktowany. Po raz pierwszy od lat nie wywalczył Pan medalu wielkiej imprezy. Czy to też był celowy zabieg w sezonie poolimpijskim, żeby jednak wszystkie siły rzucić na Tokio w 2020 roku?

 

Nie oszukujmy się. Wiadomo , że mistrzostwa Europy w Berlinie, mistrzostwa świata w Katarze, itd., to ważne imprezy, tylko że ja już mam kilka medali mistrzostw świata i Europy i moim celem i marzeniem jest wywalczyć złoty medal igrzysk olimpijskich w Tokio. Jeśli przez ten kolejny cykl trenowałbym cały czas na pełną parę i na wysokim poziomie, to jest bardzo wysokie prawdopodobieństwo, bo trenuję już 20 lat, że będę miał kontuzję. Rok przedolimpijski, to już naprawdę jest takie szlifowanie niuansów. Pojawiają się naprawdę duże prędkości, obciążenia i obstawiam, jak to zwykle w życiu bywa, że wtedy, jakbym trenował na tym poziomie suboptymalnym, to pojawi się kontuzja. Tak jak to miało miejsce przed igrzyskami olimpijskimi w Londynie, gdzie miesiąc przed już zaczynałem łapać formę i nagle zerwałem biceps. Nie chciałbym tego błędu popełnić. Te wszystkie imprezy po drodze: Berlin i Katar traktuje z lekkim przymrużeniem oka, choć chciałbym być w wąskim finale, czyli ósemka lub szóstka.

 

Pan ma 35 lat. Ci, którzy w zeszłym roku przodowali na listach światowych, to są roczniki 92’, 93’, a celem wszystkich jest oczywiście to wspomniane olimpijskie złoto. Czy myśli Pan, że za te dwa lata będzie mógł z tą „młodzieżą” rywalizować o mistrzostwo olimpijskie?

 

Oczywiście. To jest sport, to są wielkie niewiadome. To, że dzisiaj patrząc na listy światowe, 10. wynik wynosi 66 metrów, to nic nie znaczy. To na głównej imprezie trzeba rzucić bardzo, bardzo daleko. W ubiegłym roku Daniel Stahl i Andrius Gudzius dorzucali do 68 metrów, wiec jest to bardzo daleko, ale zobaczymy na igrzyskach. Już widziałem ich powiedzmy przed Rio, rzucali po 68, 69 metrów, a na igrzyskach tego nie pokazali. Więc te wyniki trzeba traktować z dużym przymrużeniem oka. Znam wielu zawodników, którzy na mistrzostwach świata i Europy osiągali świetne wyniki i zdobywali medale. Przychodzą igrzyska i to jest dla sportowca coś niesamowitego, olbrzymi stres, jedna impreza na cztery lata i różnie może być.

 

Zmieniając temat, jaka dyscyplina poza lekkoatletyką jest Pana ulubioną w tym momencie?

 

W tym momencie i zawsze ulubiona jest – piłka ręczna. Mam nadzieję, że i Vive i Wisła Płock powrócą na najwyższy poziom, no i trzymam mocno kciuki za naszą reprezentację – młodą, która ma realne szanse, żeby pojechać i powalczyć na dużych imprezach. Są młodzi i rozwojowi.

 

Szczerze mówiąc myślałam, że odpowiedź będzie inna, bo ostatnio dość często pojawia się Pan na galach sportów walki – różnych organizacji. To jak to z tymi sportami walki w Pana przypadku jest?

 

Oczywiście pojawiają się rozmowy, jeżeli chodzi o moje uczestnictwo, ale zobaczymy, jak to wszystko się potoczy. Na razie mam swój cel. Teraz liczy się tylko złoto w Tokio i do 2020 roku nie ma możliwości, żebym w jakikolwiek sposób myślał o zmianie dyscypliny. Z resztą ja nie wiem, czy się do tego nadaję, 135 kilogramów, trzeba schudnąć…

 

Tam są tacy…

 

Oczywiście, ale trzeba sprawdzić, czy ja się do tego nadaję, czy będę mieć z tego frajdę, czy zdrowie wytrzyma. Jeśli tak, to może spróbuję i się pobawię. Jeżeli nie, to po prostu nie będzie wypadało mi wyjść i pozostawić po walce niesmak.

 

Ale taki freak fight z Pawłem Fajdkiem na przykład? Podobne parametry, pokrewne dyscypliny…

 

No dobrze (śmiech), pozostawię to bez komentarza…

 

W takim razie ostatnie pytanie. Jakby po wywalczeniu, mam nadzieję, złotego medalu igrzysk olimpijskich w Tokio, dostał Pan intratne propozycje – takie same, np. 500 tysięcy złotych – albo za walkę w MMA, albo za udział w Tańcu z Gwiazdami. Co by Pan wybrał?

 

Wybieram czas wolny z moją rodziną – na pewno kilka lat po zakończeniu kariery. To jest to. Mam małego syna Henia, Kasię - chciałbym z nimi poprzebywać. A jak będą takie propozycje, to je rozważę, ale dla mnie najważniejsze będzie, żeby wychować mojego syna, zadbać o lepsze kontakty rodzinne. Teraz jestem gościem w domu, często wyjeżdżam. A jak będzie później, zobaczymy..

 

To są krótkie kontrakty, więc pytam już tak zupełnie hipotetycznie - walka w MMA czy Taniec z Gwiazdami?

 

Szczerze mówiąc wolałbym wybrać walkę, bo nie widzę siebie w tańcu. Nie wiem, czy w MMA, ale na pewno w jakichś sportach walki…

Aleksandra Szutenberg, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze