Lisek szykuje formę w Formii i własny mityng w Dusznikach

Inne
Lisek szykuje formę w Formii i własny mityng w Dusznikach
fot. PAP

To, w jaki sposób zrobić dobrą formę sportową Piotr Lisek wie i udowodnił to w ostatnich lekkoatletycznych sezonach. Tym razem podjął się też nowego wyzwania i został organizatorem mityngu w podpoznańskich Dusznikach. 18 maja chce zrobić tyczkarskie show.

„Nie zdawałem sobie sprawy z tego, ile jest przy tym spraw do załatwienia, telefonów do wykonania, przypilnowania i zorganizowania. Chcę, by wszystko było na najwyższym poziomie, zawodnicy nie mieli na co narzekać, a kibice świetnie się bawili. To wcale nie jest łatwe” – powiedział PAP wicemistrz świata.

 

Do wsi Duszniki pod Poznaniem zjedzie cała polska czołówka oraz pięciu zagranicznych zawodników.

 

„Nie chcę, by tych osób było zbyt dużo, bo wtedy będziemy sztucznie przedłużać. Zawsze chciałem zrobić swój mityng, wydawało mi się to fajne, a poza tym to ukłon w stronę mojej miejscowości, w której spotykałem się od początku z dużą życzliwością. Zresztą gmina Duszniki i Bank Spółdzielczy mają też swój duży wkład w to wydarzenie” – powiedział Lisek.

 

Czwarty zawodnik ostatnich igrzysk w Rio de Janeiro zaprosił także tyczkarzy będących już na emeryturze. To kolejna atrakcja dla kibiców, którzy będą mogli z nimi porozmawiać, zebrać autografy.

 

Mityng ma odbyć się na stadionie żużlowym. „A to oznacza, że wszystko musimy przywieźć - od rozbiegu po nagłośnienie. Ale jestem zdania, że z lekkoatletyką trzeba wychodzić do ludzi i jestem zwolennikiem takich zawodów. W ten sposób pokazujemy kibicom, ile można czerpać radości i jak się bawić na takich imprezach. Wielu znajomych, których po raz pierwszy zabrałem na takie wydarzenie, chcieli więcej i więcej” – przyznał dwukrotny brązowy medalista HMŚ.

 

Sezon Lisek rozpocznie 12 maja od Diamentowej Ligi w Szanghaju. Do Chin poleci 10 maja prosto ze zgrupowania w Formii. Wcześniej o przyjście formy walczył w RPA. Między obozami miał zaledwie pięć dni przerwy. Jak wyjawił – na załatwienie prywatnych spraw.

 

„Pierwsze starty są zawsze trudne, bo początek sezonu i trzeba się na nowo wdrożyć. Najważniejsze jest, by utrzymywać się w światowej czołówce. By wszyscy wiedzieli, że na Liska też trzeba patrzeć i o nim pamiętać. A ile będę skakać? Zobaczymy, teraz to wróżenie z fusów. Oczywiście chciałbym powiedzieć, że jestem ustabilizowany na 5,90, ale to muszę pokazać na zawodach” – zaznaczył.

 

Trenujący z niewiele od niego starszym Marcinem Szczepańskim zawodnik OSOT-u Szczecin może być jednak optymistą, bo trening udało się zrealizować w stu procentach. W planach ma - jak zwykle – sporo mityngów.

 

„Nie zwalniam tempa, choć po ostatnim sezonie, gdy byłem bardzo zmęczony, to obiecałem sobie, że będę mniej startować, ale to jest bardzo trudne. Chyba nie potrafię tego wcielić w życie. Za bardzo to lubię. Uwielbiam rywalizację, adrenalinę, skakać o tyczce. I ostatecznie wyszło tak, że będę startować tyle, ile zwykle. Tak naprawdę, to w tym najtrudniejsze są podróże. Gdyby to można było w jakiś sposób wyeliminować, to byłoby cudownie” - ocenił.

 

Najważniejszą imprezą będą sierpniowe mistrzostwa Europy w Berlinie.

 

„W skoku o tyczce to prawie jak mistrzostwa świata. Brakuje może dwóch, trzech zawodników. Poziom będzie na pewno bardzo wysoki. Chciałbym powalczyć o medal, bo Berlin jest blisko Szczecina i mam nadzieję, że wielu znajomych, rodzina i kibiców się wybiorą” – powiedział.

 

Lisek Stadion Olimpijski w stolicy Niemiec doskonale zna z mityngów ISTAF.

 

„Niestety, dla nas tyczkarzy warunki tam nie są najlepsze, bo zawsze mocno wieje. Zobaczymy jak to rozwiążą. Z wiatrem to zawsze jest walka psychologiczna i trochę loteria” – przyznał.

MC, PAP

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze