Pindera: Kto dogoni Chiny?

Inne
Pindera: Kto dogoni Chiny?
fot. PAP/EPA

Kolejne mistrzostwa świata padły łupem Chinek i Chińczyków. Tym razem drużynowe, rozgrywane w Halmstad. Ale chińskie pingpongistki czują już na plecach oddech rywalek.

MA Long, FAN Zhendong i XU Xin na razie mogą spać spokojnie. Nie dość, że wygrali wszystkie mecze podczas tych mistrzostw, to nie przegrali nawet jednej gry. Każde spotkanie wygrywali 3:0. W finale cień szansy na zwycięstwo w spotkaniu z XU Xinem miał Patrick Franziska, ale na szansach się skończyło. Wygrał wprawdzie pierwszego seta, w drugim prowadził 8:4 i przestraszył się, że może sprawić sensację. Słynny Timo Boll nie miał nic do powiedzenia w pojedynku z najlepszym na świecie MA Longiem, a defensor Ruwen Filus z młodą gwiazdą, 21 letnim FAN Zhendongiem.

 

Na igrzyskach w Tokio za dwa lata będzie podobnie. Chińczycy w męskim tenisie stołowym wezmą pełną pulę. Nikt im nie zagrozi. Jeszcze kilka lat temu wydawało się, że mocną drużynę będą mieć Japończycy, ale w Halmstad zabrakło ich w strefie medalowej. Być może to tylko chwilowy kryzys, i w Tokio znów zameldują się na podium, ale miejsca Chińczyków nie zajmą. Tym bardziej, że za plecami tej trójki, która wgrywała mecz za meczem w Halmstad jest grupa młodych, zdolnych wilków, którzy tylko czekają na chwile, gdy zbliżający się do trzydziestki MA Long i XU Xin przejdą na sportową emeryturę.

 

Nieco inna jest sytuacja w rywalizacji pań. Owszem, Chinki wciąż wygrywają, w Halmstad pokonały w finale Japonki, ale nie było to tak łatwe zwycięstwo jak ich kolegów z Niemcami. W pierwszym finałowym pojedynku  17 letnia Japonka Mima Ito wygrała bowiem z faworyzowaną  LIU Shiwen w pięciu setach, w kolejnym, mistrzyni olimpijska i wielokrotna mistrzyni świata, DING Ning miała problemy z o rok starszą od Ito, Miu Hirano. Chinka drugiego i trzeciego seta wygrała na przewagi. Najpewniej zwyciężyła ZHU Yuling, ale Kasumi Ishikawa to bardzo dobra i doświadczona pingpongistka i wciąż stać ją na wiele.

 

Dlaczego o tym piszę i przypominam przegrany 1:3 finałowy mecz Japonek z Chinkami ? Ano dlatego, by pokazać, że na igrzyskach w Tokio LIU Shiwen i DING Ning będą mieć po 29 lat, a Mima Ito i Miu Hirano odpowiednio 19 i 20. I jeśli będą robić postępy, to mogą Chinki dogonić. Owszem, w Kraju Środka talentów nie brakuje. W Halmstad były przecież 19 letnia WANG Manyu i 24 letnia CHEN Meng, ale na dziś trener stawia na te starsze i bardziej utytułowane. Chyba, że zmieni zdanie i zrezygnuje z LIU Shiwen, czego nie można wykluczyć.

 

Problem w tym, że nie tylko Japonki gonią Chinki. Są jeszcze Chinki z Hongkongu, młode, zdolne dziewczyny, które w półfinale zalazły faworytkom mocno za skórę. Mistrzynie wygrały wprawdzie 3:1, ale najadły się sporo strachu. Zaczęło się bowiem od sensacji, 20 letnia, mało znana SOO Wai Yam Minnie wygrała 3:0 (do 6, 7 i 6) z najlepszą na świecie DING Ning. Niewiele brakowało, by rok starsza DOO Hoi Kem to samo zrobiła z ZHU Yuling. Po czterech setach było przecież 2:2. W piątej partii 23 letnia ZHU wzięła się do roboty i wygrała pewnie. Ale co by się działo, gdyby po dwóch pojedynkach Hongkong prowadził 2:0?

 

Mistrzynie świata straciły w tym meczu siedem setów, przegrywając jedną grę zdecydowanie, czy to nie jest sygnał alarmowy ? Myślę, że tak i dlatego o tym piszę, choć nie jest to nasz problem. Polski ping -pong ma swoje kłopoty. W Halmstad lanie dostały i nasze Panie i Panowie, takie są fakty. Z taką grą w Tokio nie mamy czego szukać, jeśli nawet ktoś tam się znajdzie. Poziom trzyma tylko Chinka z polskim paszportem, Li Qian, przed laty mistrzyni świata juniorek w barwach Chin, a znacznie lepiej, co wiemy, jest w stanie grać brązowy medalista mistrzostw Europy Jakub Dyjas, który ma już na swoim koncie wygraną z chińskim mistrzem świata Fanem BO.

 

I jeszcze jedno, jeśli chodzi o drużynowe mistrzostwa świata w Halmstad. Miało tam miejsce ciekawe wydarzenie z pogranicza wielkiej polityki i sportu. W turnieju pań w ćwierćfinale „wpadły” na siebie obie Korea Południowa i Północna. Meczu nie rozegrano, za zgodą ITTF (Światowej Federacji Tenisa Stołowego) oba państwa w tym momencie się połączyły i już jako jedna Korea zagrały w półfinale z Japonią. Mecz przegrały 0:3, ale mówił o nim cały świat.      

Janusz Pindera, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze