W całej Polsce trwają matury. Zbiegiem okoliczności w częstochowskim liceum im. Cypriana Kamila Norwida doszło do meczu towarzyskiego pomiędzy pierwszoligowym Exact Systems Norwid i Talentami Norwida, a więc zespołem złożonym z absolwentów tej szkoły. Na parkiecie nie brakowało siatkarskich emocji, ale także dużo dobrej zabawy.

 

Klub Exact Systems Norwid Częstochowa działający przy szkolnym liceum w całej siatkarskiej Polsce słynie ze znakomitej pracy z młodzieżą, rok rocznie zdobywając medale mistrzostw kraju w różnych kategoriach wiekowych. Ekipa seniorów od dwóch lat występuje na zapleczu PlusLigi. Z tej okazji postanowiono na koniec sezonu zorganizować mecz towarzyski z udziałem pierwszej drużyny oraz absolwentów szkoły Norwida. Na parkiecie zaprezentowali się m.in. Bartosz Janeczek, Grzegorz Pająk, Marcin Kryś, Michał Żuk, Piotr Gruszka oraz... Stanisław Gościniak.

 

Kibice zgromadzeni w hali mogli zatem zobaczyć w akcji mistrza świata z 1974 roku oraz jednego z najlepszych rozgrywających w historii tej dyscypliny. Mimo upływu lat popularny "Stanley", który przez dziesięciolecia był związany z AZS-em Częstochowa i stworzył jego potęgę, a od wielu lat pracuje w Norwidzie, nie zapomniał swojego kunsztu.  Spotkanie rozgrywane do czterech setów zakończyło się sprawiedliwym wynikiem 2:2.

 

Krystian Natoński: Czy pamięta pan swoją siatkarską oraz szkolną maturę?

 

Piotr Gruszka: Siatkarską to nie, ale na pewno pamiętam szkolną, ponieważ to było zaraz po kwalifikacjach olimpijskich. Przyleciałem do Polski chyba o piątej rano, a potem dotarłem do Częstochowy. Wiem, że udzielałem jakiegoś wywiadu, ponieważ to było tuż po kwalifikacjach, więc oczywiście kamery nas szukały. Na pytanie „Co pan teraz zrobi po egzaminie pisemnym?” odpowiedziałem, że teraz to się muszę wyspać. Pamiętam zdziwienie pana operatora, bo teraz powinienem uczyć się matematyki. Pamiętam jak zdawałem polski, rosyjski, matematykę. Udało mi się zdać, co było dla mnie najważniejsze. Stres jednak był bardzo duży i cieszę się, że zdałem maturę właśnie w Norwidzie i że jestem jego absolwentem i mogę brać udział w takich meczach.

 

Co było większym stresem? Szkolna matura czy granie w pierwszej reprezentacji o wysokie cele?

 

Z pewnością matura jest wyjątkowym stresem, bo każdy ją teoretycznie musi i powinien zdać. Sam nie wiem co było bardziej stresujące. Jak byłem już starszym zawodnikiem to doświadczenie brało już górę, a jednak też trzeba być równie dobrze przygotowanym. To jest zupełnie inny stres, bo w sporcie czasami nie ma powtórek, a maturę mimo wszystko można poprawiać. Ja się cieszę, że zdałem i siatkarską i szkolną maturę.

 

A był pan specjalnie traktowany przez nauczycieli ze względu na grę w reprezentacji? Miał pan z tego powodu „luzy”?

 

Ja akurat miałem to szczęście, że miałem bardzo wymagających nauczycieli, ale pod tym względem, że oni po prostu chcieli, żebym ja tę szkołę zdał. Przekazywali mi to, że to jest bardzo ważne. Na pewno miałem troszeczkę luźniej jeśli chodzi o nieobecności w szkole, ale jeśli chodzi o samą naukę to starano się ode mnie jak najwięcej wyciągnąć i dziękuję za to wszystkim nauczycielom. To pokazuje, że chcieli, żebym był dojrzały, a nie tylko żebym poszedł gdzieś dalej. Na pewno dało mi to bardzo dużo, bo zajść, żeby zajść to byłoby nie to samo, a jednak człowiek coś z tej szkoły wyniósł.

 

Spotykamy się przy okazji meczu towarzyskiego pomiędzy Talentami Norwida i Exact Systems Norwid Częstochowa. Dobra zabawa i dowód na to, że tutaj wciąż dobrze szkoli się młodzież.

 

Tak naprawdę ten mecz jest przy okazji, aby podziękować kibicom, sponsorom i całej społeczności Norwida. To jest fajna inicjatywa, bo można podziękować wielu ludziom. Bardzo często zapomina się o tych kibicach, a bez nich tak naprawdę te wyniki nie byłyby takie jakie były. To miłe, że w ten sposób, ze wszystkimi grupami młodzieżowymi można było ten sezon zakończyć. Mam nadzieję, że za rok będzie kolejna edycja i że znowu się pojawię.

 

Czyj to był pomysł, żeby Stanisław Gościniak wszedł na boisko?

 

No ja już jestem trenerem, więc miałem prawo to zrobić, aby mojego mentora wpuścić na rozegranie (śmiech). Co Stanisław Gościniak może zrobić? Tylko dobrze wystawić piłkę. Cieszę się bardzo, że to pokazał.

 

Piękna symbolika, ponieważ to była piłka meczowa.

 

I bardzo pięknie, i o to chodziło. Poświęcił sporo czasu i zdrowia dla siatkówki i fajnie, że ktoś taki też jest w tej społeczności Norwida.

 

KS Exact Systems Norwid Częstochowa

2 edycja meczu Talenty Norwida przechodzi do historii. Dziękujemy wszystkim za obecność. Jutro więcej na temat meczu!

 

Jest pan częstochowianinem. W tym mieście pierwszy raz od dawien dawna zabrakło PlusLigi. Jaki więc był to sezon dla siatkówki pod Jasną Górą pana zdaniem?

 

Myślę, że mimo wszystko udany. Wiadomo, że te zespoły są na zapleczu, więc na pewno wygranie pierwszej ligi przez AZS to jest spory sukces. Jeśli chodzi o baraż to może nie tyle co spodziewaliśmy się, ale wiedzieliśmy, że może być bardzo ciężko z różnych względów, chociażby wyższego poziomu. Rywalem nie był ostatni zespół z PlusLigi, a trzeci od końca i to też jest różnica. To doświadczenie również było widoczne, do tego doszła kontuzja (Bartosz Krzysiek przyp. red.). Uważam, że jak na pierwszą ligę oraz tego czego spodziewali się kibice i ci nowi ludzie, którzy tworzą ten nowy AZS, to myślę, że nie liczyli na taki wynik. Sądzę, że to był bardzo fajny sezon. Norwid też po pierwszym sezonie zrobił duży krok do przodu i widzę, że pracuje, aby nadal iść do przodu, więc fajnie.

 

Apetyty rosną w miarę jedzenia.

 

Wszyscy mówią, że Częstochowa zasługuje na PlusLigę i to jest prawda. Historią, kibicami – jak najbardziej. Bo ja wierzę, że naszą arenę można zapełnić przynajmniej w 3/4 na każdym meczu, wierzę w to głęboko. Na razie musimy jako społeczność częstochowska poczekać i ci ludzie muszą popracować, żeby te finanse się znalazły, bo jednak sport zawodowy bez finansów naprawdę ma się trudno i nie ma co ukrywać, że samą historią człowiek nie żyje. Ci ludzie już zrobili jakiś pierwszy krok, ale muszą pracować, żeby to wszystko lepiej wyglądało.

 

Czyli w meczach barażowych mocno kibicował pan AZS-owi? Jakby nie było zaledwie kilka meczów dzieliło AZS od powrotu do PlusLigi.

 

No tak. Ja mieszkam tutaj, więc jestem związany z tym AZS-em i będę z nim związany przez całe życie. Nie skupiałem się na tym kto jak będzie grał, czy wygra, czy przegra. Nie widziałem nawet tych meczów. Wiedziałem, że będzie ciężko, bo znam też potencjał Bydgoszczy. Przegrałem z nimi dwa mecze w tym sezonie i ten zespół na pewno nie był zespołem na to miejsce, które zajął. Tak się jednak im sezon potoczył. Mieli zdecydowanie większy potencjał, ale doszły kontuzje oraz inne problemy. Na pewno liczyłem, że te spotkania będą bardziej wyrównane. To też pokazało siłę Bydgoszczy i ich doświadczenie. Trzeba im bić brawo, a co będzie w przyszłości? Zobaczymy. Ja wierzę, że ta atmosfera tej historii AZS-u wróci do Częstochowy, bo chciałbym z chęcią wybrać się na taki mecz i nawet pokrzyczeć ten „AZS”.

 

Zalążek tego mieliśmy już w minionym sezonie w kilku meczach, chociażby derbowych.

 

I na derbach i na tych meczach finałowych było bardzo dużo ludzi. To super, że idzie to w tym kierunku. Klub musi pracować, żeby kogoś przyprowadzić i pomógł nam zbudować jakościowo jednak dużo lepszy zespół.

 

Oczywiście chciałem też poruszyć wątek PlusLigi. PGE Skra Bełchatów zdobyła mistrzostwo Polski. Dla wielu finał rozgrywany tylko do dwóch zwycięstw to zła idea. Jak pan uważa?

 

Jeżeli mówimy o tym, to też uważam, że dwa mecze to jest mało, zwłaszcza jak na takie zespoły. Oczywiście Bełchatów grał bardzo dobrze, konsekwentnie i był bardziej zmobilizowany oraz z dużą chęcią zdobycia tego mistrzostwa i to było widać. Przez to być może grali też pewniej. Mając Wlazłego, Lisiniaca, Ebadipoura naprawdę ciężko się z nimi gra. Do tego jeszcze Grzegorz (Łomacz przyp. red.), który dyrygował tym zespołem elegancko. Ktoś musiał przegrać, ale myślę, że jednak te dwa mecze to jest mało. Ta rywalizacja powinna toczyć się do trzech wygranych, bo na tak wyrównanym poziomie jednak ta większa liczba spotkań sprawia, że wszystko ma znaczenie – zdrowie, ławka rezerwowych, a nie tylko pierwszy mecz, który w jakimś sensie to ustawił.

 

Tym bardziej, że ZAKSA dominowała w rundzie zasadniczej...

 

To też pokazuje, że to jest historia, więc trzeba być czujnym.

 

A dla pana jaki był to sezon w PlusLidze w roli trenera GKS-u Katowice?

 

Bardzo trudny. Trudniejszy niż poprzedni, ale dużo wniosków na pewno udało się wyciągnąć. I tak dobrze, że skończyło się tak jak się skończyło, bo były oczywiście możliwości, które realnie gdzieś tam zakładaliśmy, czyli miejsca 8-10. Ale też było ryzyko biorąc pod uwagę te spadki, więc można było gdzieś tam w tej grupie się znaleźć. Mimo wszystko ten sezon trochę taki bez euforii, bez smutków, taki, który mam nadzieję, że na przyszłość da dużo więcej niż sam wynik pokazuje.