Łomaczenko mówił w wywiadach, że wtedy nie rozumiał, dlaczego ojciec zupełnie nie zwracał uwagi na trening pięściarski – „nie obchodziło go nic – jak biję, jaką mam defensywę. Interesowała go tylko praca nóg”. Dziś jest inaczej. „Cała moja siła ciosu, koordynacja, wszystkie zwycięstwa – to wszystko zawdzięczam poruszaniu się po ringu” – mówił przygotowując się do walki z Linaresem pięściarz nazywany przez kolegów „The Matrix”.


Ukrainiec porusza się tak dobrze po ringu, że jeden z moich amerykańskich kolegów argumentował, że to Wasyl, a nie Roger Federer czy Lionel Messi mają najlepsze nogi we współczesnym sporcie. „Dajcie Messiego na ring i zobaczymy jak sobie poradzi. Ja mogę wystawić Wasyla na największe boiska świata i będzie w porządku” – mówi jego manager, także odkrywca talentu Siergieja Kowaliowa – Egis Klimas.

 

Anatolij też w to wierzy, nie ograniczając treningów syna tylko do ringu. Wasyla można równie często zobaczyć na pływalni, koszykarskim parkiecie, macie zapaśniczej, w drużynie hokeja na lodzie czy boisku piłkarskim. Dla Łomaczenki nie jest niczym niezwykłym trening, podczas którego przez pierwsze półtorej godziny nie ma na rękach rękawic. Już w 2011 roku, zanim to zaczęło być naprawdę modne, Team Łomaczenko dodał do zespołu psychologa. Andrij Kolosow ma spotkania z Wasylem, kiedy tylko uzna to za stosowne, stosując metody znane już za czasów Związku Sowieckiego – testy psychologiczne, kojarzeniowe, kiedy jesteś najbardziej zmęczony, po najcięższym treningu. „Chodzi o to, żeby Wasyl nie czuł specjalnej presji nawet, kiedy od jednej rundy zależy cała walka. Pozostawał tak samo kreatywny jakby nic wielkiego się nie działo. Nazywamy to taktycznym myśleniem” – tłumaczy Kolosow.

Łomaczenko jest wybitnym atletą, który wie, że to wspaniała podstawa do wielkiej kariery, ale trzeba dołożyć wielką pracę. Złote medale olimpijskie w 2008 i 2012 roku, mistrzostwa świata w 2009 i 2011 były przygotowaniem do zawodowej kariery. Łomaczenko miał mnóstwo propozycji zostania zawodowcem już w 2011 roku, ale Anatolij nawet nie chciał o tym słyszeć. Kiedy w 2013 roku wreszcie przyleciał do Stanów Zjednoczonych, zdecydował się na Boba Aruma nie dlatego, że ten oferował najwięcej pieniędzy, ale dlatego, że Top Rank zagwarantowało, że będzie bił się o tytuł już w drugiej zawodowej walce.

 

„The Matrix” przegrał w marcu 2014 roku z Orlando Salido, bo zapomniał, że na zawodowym ringu można też wygrywać walcząc na pograniczu brutalności i faulu, wymuszając na Wasylu by przez 36 minut zapomniał o wszystkim, czego się nauczył. Łomaczenko już nigdy nie popełnił tego błędu. Walcząc z elitą swojej kategorii wagowej – Nicholas Walters, Jason Sosa, Guillermo Rigondeaux – Łomaczenko wymusił na każdym z nich, to co dla pięściarza jest największą porażką – poddanie się w narożniku. Po tych zwycięstwach, znany z bombastycznych porównań Arum uznał go za „najlepszego pięściarza od czasów Muhammada Ali, jest silniejszy niż Floyd, lepszy technicznie od Pacquiao, z atletycyzmem Roy’a Jonesa Jr i obroną Pernella Whitakera”. Arum, jak niewielu ma prawo do takiej opinii, bo promował większośc z nich - nie tylko Alego, ale także Marvina Haglera, George Foremana, Oscara De La Hoyę. Manny Pacquiao i Floyda Mayweathera Jr.

 

Wasyl Łomaczenko pokonał w swojej karierze siedmiu obecnych lub byłych mistrzów świata. Zwracanie uwagi na to, że ma za sobą tylko jedenaście zawodowych walk nie ma sensu. Wenezuleczyk Linares, to mistrz świata, wspaniały technik, z 44 zwycięstwami, 27 nokautami i renomą kogoś, kto umie wykorzystywać każdy błąd rywala. Ale co zrobić, jak tych błędów nie ma? Przekonamy się w sobotę.

 

Gala w Nowym Jorku: Wasyl Łomaczenko - Jorge Linares (01.00 - Polsat Sport)