Halihodzic, który wywalczył kwalifikację na mundial, nadal nie rozumie motywów działania JFA. Na początku kwietnia ogłoszono, że 65-letni Bośniak nie poprowadzi Japończyków podczas MŚ, na których zagrają w grupie H z Polską, Senegalem i Kolumbią.

 

JFA tłumaczyła swoją decyzję "brakiem zaufania ze strony piłkarzy".

 

"Przez trzy lata pracy w reprezentacji nigdy nie miałem z nikim żadnych problemów. Miałem świetne relacje i z piłkarzami, i ze sztabem. Nie spodziewałem się takiej decyzji i w dalszym ciągu nie rozumiem, jak to się stało" - mówił później Halihodzic.

 

Według źródeł zbliżonych do szkoleniowca, a cytowanych przez agencję Kyodo, Bośniak nie będzie domagał się finansowej rekompensaty. Rozważa za to skierowanie wniosku do Międzynarodowej Federacji Piłki Nożnej (FIFA), aby poznać prawdziwe przyczyny utraty stanowiska oraz przywrócić dobre imię.

 

Halihodzic podał w wątpliwość mechanizm decyzyjny JFA. Jego zdaniem o zwolnieniu szkoleniowca przesądziły nie głosy zarządu, a tylko sam prezes federacji Kozo Tashima.

 

Pod wodzą Halihodzica od marca 2015 roku Japończycy odnieśli 21 zwycięstw, ponieśli osiem porażek i dziewięciokrotnie remisowali. Presja zaczęła im się udzielać bardziej po towarzyskich meczach z Mali (1:1) i Ukrainą (1:2) w sparingach w marcu bieżącego roku.

Miejsce Bośniaka zajął Akira Nishino. Pierwszy sprawdzian czeka go 30 maja, kiedy Japonia zagra towarzysko z Ghaną. Przed MŚ zmierzy się jeszcze ze Szwajcarią i Paragwajem. O punkty w grupie H mundialu powalczy z Polską 28 czerwca w Wołgogradzie.