Pindera: Czarodziej miałby 60 lat...

Inne
Pindera: Czarodziej miałby 60 lat...
fot. PAP

Andrzej Grubba, gdyby żył, miałby dziś urodziny. Kończyłby 60 lat.

Miałem przyjemność oglądać go, gdy czarował przy pingpongowym stole, miałem też przyjemność setki razy z nim rozmawiać. Na różne tematy, nie tylko sportowe, bo horyzonty miał szerokie.

 

Z jednej strony miał duszę sportowca, z drugiej biznesmena. Komentowałem z nim wiele emocjonujących pingpongowych meczów, korzystałem z jego wiedzy o tych, których znał znacznie lepiej. A w tenisowej branży znał wszystkich i wszyscy znali jego. Znali i szanowali, bo już będąc zawodnikiem walczył o ich prawa.

 

Grubba był najwybitniejszym polskim tenisistą stołowym, co do tego nikt chyba nie ma wątpliwości. I jednym z najlepszych, najpiękniej grających na świecie.

 

W czasach gdy toczył dramatyczne mecze przy pingpongowym stole oglądała je cała Polska. W 1984 roku wygrał Plebiscyt Przeglądu Sportowego na Najlepszego Sportowca. Raz był drugi i dwukrotnie trzeci. Nazwisko Grubba znało miliony Polaków, to przecież on wprowadził polski tenis stołowy na salony.

 

Pięknie o Grubbie mówił jego trener i kolega Adam Giersz, były minister sportu. Podobnie Leszek Kucharski, jego największy rywal, pingpongista nie mniej znakomity. Wspólnie wywalczyli brązowy medal mistrzostw świata w New Delhi (1987), byli o krok od medalu olimpijskiego w Barcelonie (1992), gdzie przegrali jednak wygrany mecz z francuskim deblem. Jean Philippe Gatien i Damien Eloi  po pierwszym przegranym secie, w drugim, przy stanie11:20, mieli już tylko teoretyczne szanse na awans. A mimo to oni stanęli na podium.

 

Takich sytuacji w karierze Andrzeja Grubby było sporo. – Urodziłem się, by ładnie przegrywać  - powiedział w jednym z wywiadów. Owszem przegrywał i czasami trudno było zrozumieć dlaczego. Pamiętam jak dziś, gdy w paryskiej Bercy, podczas rozgrywanych tam mistrzostw Europy (1988) pokonał go młody Jugosłowianin Zoran Primorac. To był dla Grubby bolesny cios, długo nie mógł o nim zapomnieć.

 

Rok później zdobył w Dortmundzie pierwszy i jedyny medal mistrzostw świata w grze pojedynczej, ale tylko brązowy, choć grał znakomicie. Był wtedy w wielkiej formie, najlepszego z Chińczyków, Ma Wenge, rozgromił 3:0. W półfinale na jego drodze stanął legendarny Jan Ove Waldner. Szwed przegrał pierwszego seta, w drugim też miał problemy, ale szczęśliwie rozstrzygnął go na swoją korzyść. Ostatecznie mecz skończył się wygraną Waldnera 3:1, a odchodzący od stołu Grubba nie mógł się z tą porażką pogodzić. Czuł, że mógł wygrać te mistrzostwa.

 

Tak samo jak mistrzostwa Europy w Moskwie (1984) i Goeteborgu (1990). W finałowych pojedynkach z innymi Szwedami, Ulfem Bengsstonem i Mikaelem Appelgrenem był faworytem, ale to oni odbierali złote medale.

 

W Stuttgarcie (1992) w wielkim stylu, bez straty seta wygrał w ćwierćfinale z kolejnym szwedzkim asem, Joergenem Perssonem, by gładko przegrać grę o finał. Jego nieoczekiwanym pogromcą został młody, bezczelnie pewny siebie Belg, Jean Michel Saive.

 

Ale i tak miał worek medali: 15 z mistrzostw świata i Europy (za single, deble, miksty i turnieje drużynowe), trzykrotnie grał w finale Pucharu Świata, który raz zdobył, triumfował w prestiżowym TOP 12. Do tego dodajmy jeszcze 26 tytułów mistrza Polski (12 razy wygrywał grę pojedynczą).

 

Do Polski, po latach spędzonych na obczyźnie (najpierw jako zawodnik, później trener) wrócił w 2004 roku. Minęło parę miesięcy i zdiagnozowano u niego złośliwy nowotwór płuc. Podjął walkę, poddał się chemioterapii wierząc, że wyjdzie z niej zwycięsko. Udzielił mi wywiadu w której o tej walce przejmująco mówił. Wydawało się, że wychodzi na prosto, został dyrektorem sportowym w Polskim Związku Tenisa Stołowego, poleciał z reprezentacją na mistrzostwa Europy do Danii i mistrzostwa świata do Chin. Przysyłał informacje, żył tym co robi.

 

Ale choroba wróciła ze zdwojoną siłą. Zmarł 21 lipca  2005 roku we własnym domu w Sopocie. Miał 47 lat.

Janusz Pindera, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze