"Mam budżet większy niż HBO i Showtime - bardzo możliwe, że razem wziętych. To budżet roczny złożony z dziewięciu cyfr - nigdy jeszcze tego nie powiedziałem. To pokazuje, jakie są nasze zamiary" - powiedział Eddie Hearn podczas konferencji prasowej w Nowym Jorku. Żeby podkreślić jej znaczenie, tym który zapowiadał Hearna i jego inwestorów był nie kto inny, jak Michael Buffer, więc było galowo. "Długo szukaliśmy odpowiedniego partnera, bo musisz mieć daty, miejsca gal i do tego całą stajnię pięściarzy, którzy te gale wypełnią. Oczywiście, żeby to wszystko zagrało, potrzeba olbrzymich pieniędzy - nie tylko na wypłaty dla zawodników, ale promocję, wszystko co sprawia, że kibice chcą takie wydarzenia oglądać" - mówił Hearn.


I w tym momencie wkracza do akcji firma Perform Group i jej streamingowy serwis sportowy DAZN, działający już w Niemczech, Austrii, Szwajcarii, Japonii i Kanadzie. "Chcieliśmy amerykańskiego rynku bokserskiego, bo w USA jest dziesięć milionów fanów tej dyscypliny, którzy regularnie oglądają gale w TV. Ale to sprawa bardzo droga. Trzeba zapłacić 150-160 dolarów miesięcznie za serwis kablowej TV, do tego dochodzą przekazy PPV. Nasz pomysł jest inny. Będziemy pokaywać nie tylko te 16 nowych gal na terenie USA, ale także 16 gal, które Matchroom Boxing robi w Wielkiej Brytanii. Chcemy, żeby DAZN stało się domem dla każdego kibica boksu" - mówił szef Perform Group, Simon Denyer.


Parę uwag: DAZN ma pokazywać gale internetowym streamingiem, omijając ograniczenia związane z boksem w TV. Pan Denyer, mówiąc o dziesięciu milionach fanów regularnie oglądających boks zapomina, że nawet jeśli tylu ich jest w USA (wątpię), to nie znaczy, że oni za to płacą. To po pierwsze. Po drugie, nie wiem skąd te "konieczne 150 dolarów lub więcej" by oglądać boks na HBO i Showtime. Oba programy można wykupić, bez dodatkowych opłat za pakiet, za dolarów około 22 czyli...mniej więcej tyle, ile ma podobno kosztować miesięczny serwis DAZN. 

Najważniejszym punktem wypowiedzi Hearna był apel do pięściarzy, managerów i promotorów by natychmiast się z nimi kontaktowali, bo "nikt nie zapłaci im więcej. Chcecie być prawidłowo promowani, nie macie kontraktów, uważacie, że za mało macie propozycji walk - jesteśmy do waszej dyspozycji. Spodziewam się, w nadchodzących tygodniach, wielu interesujących dyskusji" - dodał tajemniczo Hearn.


Tajemnicy w tym nie ma wielkiej bo wiadomo, że Eddie Hearn będzie celował w tych, którzy walczą z managerskimi - a nie promocyjnymi - kontraktami Al'a Haymona. Czyli tak znanymi mistrzami jak Adrien Broner, Erroll Spence Jr, Mikey Garcia, Shawn Porter czy nawet Deontay Wilder. Kto wie, czy także nie zainteresuje się polskimi pięściarzami, bo głośno zapowiada, że chce organizować walki nie tylko w Nowym Jorku czy Los Angeles, ale także wielu innych miastach USA - na przykład w Chicago.


Czas pokaże, bo choć Hearn mówi o ośmioletnim kontrakcie z Perform Group, wiadomo, że finansowanie jest gwarantowane w pierwszych dwóch latach. Al Haymon miał do dyspozycji niewiele mniej, 600 milionów... i swoim pomysłem na boks Ameryki nie zdobył.