Łukasz Kadziewicz: Twoje nazwisko było bardzo gorące, jeśli chodzi o transfery. Nie jest tajemnicą, że kluby tureckie, rosyjskie, włoskie, brazylijska Sada zgłosiły się po ciebie. Kiedy urodził się pomysł, że może warto wyjechać i spróbować innej siatkówki?

Bartosz Bednorz: Jeszcze przed końcem sezonu myślałem sobie o tym, kiedy byłby odpowiedni czas, żeby wyjechać i powiedziałem sobie, że chyba mam jeszcze czas. Pojawiły się jednak takie oferty, których nie powinno się odrzucać. Życie siatkarza nie jest takie długie, jak się wydaje i decyzje trzeba podejmować szybko. Kierunek włoski jest najlepszym kierunkiem dla rozwoju. To było dla mnie najważniejsze. Wyjechać z Polski jako mistrz kraju? Chyba lepiej się nie da.

Jesteś bardzo blisko uznanego klubu światowej marki. Jest duża szansa, że w przyszłym sezonie będziesz grał w Modenie. Nie czujesz presji? Odchodzi N'Gapeth, nie chcą Sandera, a twoje nazwisko pojawia się na liście. To cię stymuluje do ciężkiej pracy?

W mojej karierze wszystko bardzo szybko się zmienia. Zaczęło się od Częstochowy, w której były wzloty i upadki. Później był Olsztyn - zespół, w którym bardzo mocno się rozwinąłem najpierw pod okiem Krzysztofa Stelmacha, później Andrea Gardiniego. Potem pojawił się Roberto Piazza, wspaniały trener, który dał mi bardzo dużo w tym sezonie. Jestem za to ogromnie wdzięczny również Michałowi Winiarskiemu. Tak samo było jak przychodziłem do Bełchatowa. Przejmowałem wtedy koszulkę po Facundo Conte. To dla mnie ogromne wyróżnienie iść do klubu, w którym grał niesamowity zawodnik. Traktuję to jako kolejne wyzwanie. Mam nadzieję, że mu podołam tak, jak podołałem w Bełchatowie.

Cała rozmowa Łukasza Kadziewicza z Bartoszem Bednorzem w załączonym materiale.