Łukasz Kadziewicz: Przyznam się szczerze, że gdy odchodziłeś z Lubina do Bełchatowa, zastanawiałem się, czy dasz radę. Tym sezonem zamknąłeś chyba usta niedowiarkom?

 

Grzegorz Łomacz: Cieszę się, że wylądowałem w Bełchatowie. Ani przez chwilę nie wątpiłem, że jest to bardzo dobry ruch. Byłem przekonany, że sobie poradzę. Ciężko trenowałem, a tam dostałem bardzo dużo wsparcia od drużyny i trenera. Cieszę się, że tak to wyszło.

 

Przyjechałem do Spały i okazało się, że nie tylko Ty i Fabian, ale też pojawili się nowi rozgrywający. Przeprowadziłeś już analizę, ocenę swych szans na grę w tym roku?

 

Koncentruję się na treningach, żeby jak najlepiej poznać filozofię Vitala Heynena, która jest trochę specyficzna. Kto będzie grał? Na razie kadra jest duża.

 

Co nowego rzuciło Ci się w oczy na tym zgrupowaniu? Regulamin? Podejście do treningów? Więcej wolności? A może sprawdzanie obecności w pokojach o godzinie 22.00?

 

Regulamin musieliśmy sobie sami ustalić. Tak trener nam powiedział. Jego styl i filozofia mocno odbiega od tego, z czym wcześniej się spotkałem.

 

Jakie są cele na ten sezon? Twoje, jako zawodnika oraz całej reprezentacji?

 

Chciałbym pojechać na mistrzostwa świata i zdobyć tam medal. Czy to jest cel minimum? Ciężko powiedzieć, ale na pewno jest to takie małe marzenie.

 

Czy jako rozgrywający czekasz na Wilfredo Leona, który dołączy do reprezentacji w przyszłym roku? To będzie inna jakość, kolejny bodziec, tak potrzebny polskiej siatkówce?

 

Leona nikomu nie trzeba przedstawiać. To będzie ogromna wartość dla tego zespołu, również z tego względu, że podciągnie poziom treningów i innych zawodników. Teraz się na tym nie koncentrujemy. Mamy taki skład, jaki mamy, bardzo dobry skład. A o Leonie będziemy myśleli w przyszłym roku.

 

Cała rozmowa w załączonym materiale wideo.