Wielcy przegrywali na ostatniej prostej! Czy Legia podzieli ich los?

Piłka nożna
Wielcy przegrywali na ostatniej prostej! Czy Legia podzieli ich los?
fot. PAP
Steven Gerrard załamany po meczu z Chelsea

Legia Warszawa w ostatniej kolejce sezonu Ekstraklasy zmierzy się na wyjeździe z Lechem Poznań. Klub ze stolicy potrzebuje remisu, by zapewnić sobie mistrzostwo Polski. Przy tej okazji należy przypomnieć przypadki zespołów, którym mistrzostwo wymykało się z rąk na ostatniej prostej.

Już w niedzielę Legia zagra w Poznaniu o trzynaste mistrzostwo Polski. Warszawskiemu klubowi wystarczy remis, a nawet nie, w przypadku kiedy Jagiellonia Białystok nie wygra z Wisłą Płock. Legioniści są o krok od trzeciego triumfu z rzędu. Pamiętać jednak muszą, że w przeszłości na ostatniej prostej potykali się najwięksi, w tym także... sama Legia Warszawa.

 

Koszmar Gerrarda

 

Liverpool w sezonie 2013/2014 grał jak z nut. Drużyna prowadzona przez Brendana Rodgersa notowała genialną serię szesnastu meczów bez porażki, w tym aż czternastu wygranych. Zespół z takimi gwiazdami jak kończący powoli karierę Steven Gerrard, wschodząca gwiazda Philippe Coutinho czy też niezwykle skuteczny Luis Suarez przed trzema końcowymi kolejkami zajmował pierwsze miejsce w lidze mając pięć punktów przewagi nad Chelsea oraz dziewięć nad Manchesterem City ("The Citizens" mieli rozegrane dwa mecze mniej). Wszystko było w rękach "The Reds".

 

W 36. kolejce przyszło im grać z Chelsea, zespołem, który jako ostatni pokonał ich w tamtym sezonie w lidze. W pamiętnym meczu na Anfield, w doliczonym czasie gry pierwszej połowy, po fatalnym błędzie Gerrarda, który poślizgnął się na własnej połowie, gospodarze stracili pierwszego gola. O tym feralnym potknięciu kapitan i legenda Liverpoolu zapewne nigdy nie zapomni, co zresztą przyznawał nieraz po meczu z "The Blues”. Gospodarze przegrali 0:2, ale mogli jeszcze mieć nadzieję na triumf. W przedostatniej rundzie gier pojechali do Londynu na mecz z Crystal Palace. Do 79. minuty LFC prowadził 3:0, ale po dramatycznej końcówce mecz zakończył się remisem 3:3. Liverpool miałe jeszcze teoretyczne szanse na wygranie ligi, musiał liczyć na wpadkę Manchesteru City. "The Citizens" na takową sobie nie pozwolili i mistrzostwo powędrowalo do nich. W 2018 roku mija 28 lat od ostatniego triumfu "The Reds" w lidze angielskiej.

 

Ciemne chmury nad Juventusem

 

Sezon 1999/2000 rozpoczął się dla Juventusu genialnie. W 26 kolejkach ekipa z takimi piłkarzami w składzie jak Alessandro Del Piero, Edgar Davids czy też Filippo Inzaghi miała na koncie zaledwie jedną porażkę i pewnie zmierzała po mistrzostwo. W końcówce coś się popsuło, ale przed ostatnią kolejką "Stara Dama” nadal miała wszystko w swoich rękach. Zwycięstwo z przeciętną Perugią dawałoby im tytuł. W walce o mistrzostwo było jeszcze Lazio Rzym.

 

Do przerwy "Juve" było bezradne i do szatni podopieczni Carlo Ancelottiego schodzili przy bezbramkowym remisie. Nad boiskiem pojawiły się ciemne chmury, a ogromna ulewa spowodowała, że zawodnicy na murawę wrócili po ponad 30 minutach. Boisko było w fatalnym stanie, po spotkaniu wszyscy zastanawiali się jak prowadzący ten mecz Pierluigi Collina zgodził się na jego dokończenie. Warunki w sposób negatywny wpłynęły na grę i tak przeciętnego w tym starciu Juventusu, który stracił gola i ostatecznie przegrał mecz, a także mistrzostwo. Scudetto powędrowało do Lazio, a Collina, mimo że w przyszłości uznano go za jednego z najlepszych sędziów w historii, sympatii od kibiców z Turynu nie mógł oczekiwać. 

 

"Neverkusen"

 

Na początku XXI wieku Bayeru Leverkusen nie opuszczał ogromny pech. Zaczęło się w 2000 roku, kiedy to na finiszu "Aptekarze" przegrali mistrzostwo z Bayernem Monachium. W sezonie 01/02 było jeszcze gorzej. Na cztery kolejki przed końcem Bayer miał siedem punktów przewagi nad drugą ekipą. Zaledwie cztery oczka w ostatnich meczach, w tym bolesna porażka z FC Nürnberg spowodowały, że mistrzem została Borussia Dortmund.

 

To nie był koniec porażek piłkarzy z Bayeru nazwanego wtedy złośliwie przez prasę "Neverkusen". W finale Pucharu Niemiec przegrali z Schalke 2:4, a w finale Ligi Mistrzów ulegli Realowi Madryt 1:2. Początek wieku był szansą dla zespołu z Leverkusen na pierwsze mistrzostwo kraju oraz triumf na arenie europejskiej. Jednak nawet z takimi gwiazdami jak Michael Ballack, Lucio czy Ze Roberto nie udało się odnieść sukcesu, mimo że był tak blisko.

 

Blamaż Milika i spółki

 

Przypadek Ajaksu jest dużo bliższy, gdyż wydarzył się w 2016 roku. Przed ostatnią kolejką zespół z Amsterdamu oraz PSV Eindhoven miały po tyle samo punktów. To jednak drużyna, której ważnym elementem był Arkadiusz Milik znajdowała się w lepszej pozycji, gdyż posiadała dużo lepszy bilans bramkowy. Wystarczyło wygrać z De Graafschap. Zespół z Doetinchem miał zapewnioną grę w barażach o utrzymanie i z Ajaksem nie grał praktycznie o nic. Co więcej amsterdamczycy wygrali z "Superfarmerami" poprzednie 14 spotkań!

 

W 16. minucie Amin Younes otworzył wynik spotkania i wydawało się, że nikt Ajaksowi mistrzostwa nie odbierze. Po przerwie wielka sensacja. Wyrównującego gola strzelił Bryan Smeets, dla którego była to pierwsza bramka w lidze holenderskiej. Prowadzący zespół Frank de Boer postanowił ściągnąć z boiska Milika już w 66. minucie. Piłkarze z Amsterdamu nie znaleźli sposobu na golkipera rywali, a mistrzem kraju zostało PSV.

 

Najlepszy mecz w historii

 

O ostatnim przykładzie piłkarze Legii muszą pamiętać najbardziej, gdyż to właśnie ich klub "zgubił" mistrzostwo na ostatniej prostej. W sezonie 96/97 tytułu bronił Widzew Łódź, który w przedostatniej kolejce pojechał na Łazienkowską zmierzyć się z żądną sukcesów Legią. Warszawianie, żeby wygrać ligę musieli u siebie wygrać i do 88. minuty wszystko szło wedle planu. Po golach Cezarego Kucharskiego oraz Sylwestra Czereszewskiego legioniści prowadzili 2:0 i pewnie zmierzali po mistrzostwo.

 

Oczywiście pozostawała jeszcze ostatnia kolejka i mecz z GKS-em Katowice. To miała być już jednak formalność. Podopieczni Władysława Stachurskiego w myślach byli już mistrzami aż przyszła 88. minuta. Kontaktowego gola strzelił Sławomir Majak, po chwili wyrównał Dariusz Gęsior, a w doliczonym czasie gry tytuł łodzianom zapewnił Andrij Mychalczuk. Wielu do dziś uważa, że był to najlepszy mecz w historii polskiej ligi.

 

Legia ma powód, by spojrzeć w przeszłość i wyciągnąć wnioski. Oczywiście Lech Poznań szans na mistrzostwo już nie ma, ale poznaniacy i tak postawią sobie za punkt honoru przeszkodzić warszawskiej drużynie w zdobyciu tytułu. Czy przy Bułgarskiej zobaczymy równie dramatyczne spotkanie, co 21 lat temu przy Łazienkowskiej? Wszystko okaże się w niedzielny wieczór!

Igor Marczak, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze