Trzeba zaznaczyć, że napastnicy byli wyjątkowo skuteczni - przekroczono bowiem próg tysiąca bramek. Padło ich dokładnie 1 033, co daje średnią 2,72 na mecz. To również więcej niż w poprzednim sezonie (2,61/mecz). Nic więc dziwnego, że Ligue 1 zdobywa coraz więcej kibiców za granicą i lepiej się sprzedaje. To na pewno efekt przybycia nad Sekwanę Neymara. Mimo że Brazylijczyk rozegrał tylko 20 z 38 meczów, wypracował sobie świetną markę. Został trzecim strzelcem z 19 bramkami - za Cavanim (28 bramek) i Thauvinem (22 bramki). W klasyfikacji asyst dzieli natomiast pierwsze miejsce z Dimitrim Payetem (po 13 asyst). Cyfry cyframi, ale to przede wszystkim swoją grą i kunsztem brazylijska gwiazda zdobyła tak ogromną popularność.

Tydzien temu PSG zorganizowało wielką galę na korzyść swojej fundacji dla chorych dzieci. Zebrano 1,6 miliona euro. O million więcej niż w poprzednim roku. Koszulka Neymara "poszła" za 240 tysięcy euro. Neymar już w zeszły czwartek dostał zgodę klubu na to, aby dokończyć rehabilitację w Brazylii, bo jego samopoczucie to rzecz święta, na wiele może sobie pozwolić. Ale wielokrotnie dał znak, że dobrze mu się żyje w Paryżu i nie zamierza, na razie, nigdzie się ruszać. Żaden z piłkarzy PSG nie może liczyć na taką poblażliwość ze strony klubu. Z niecierpliwością kibice, nie tylko w Paryżu, czekają na jego postawę podczas mistrzostw świata w Rosji.

Jak potwierdził to w niedzielnym wywiadzie dla l’Equipe Nasser el-Khelaiffi, prezes klubu, nie ma mowy aby Brazylijczyk opuścił PSG w przyszłym sezonie. Nawet duże pieniądze nie wchodzą w rachubę, ani tym bardziej marka zainteresowanego klubu. Zresztą marka PSG jest dzisiaj, po części dzięki Neymarowi, rozpoznawalna na całym świecie - na równi z takimi firmami, jak FC Barcelona, Real Madryt czy Manchester United.

Dwa słowa o Polakach. Kamil Glik miał ciężką końcówkę, strzelił mniej bramek niż w poprzednim sezonie, miał również słabsze oceny. Był chyba przemęczony, bo rozegrał najwięcej meczów w zespole. Ale co najważniejsze, w przyszłym sezonie zagra z AS Monaco w Lidze Mistrzów. Jeszcze ciężej miał Igor Lewczuk. Kłopoty zdrowotne częściowo tłumaczą mniejszą ilość rozegranych meczów. Jeśli jednak zostanie w klubie, zagra z "Żyrondystami" w przyszłym sezonie Ligi Europy.