Runowski po tym nokaucie długo nie podnosił się z maty, był kompletnie nieprzytomny, nie pomagały orzeźwiające sole podtykana mu pod nos przez lekarza. Pojawili się sanitariusze z noszami. Wszyscy w hali zamarli z przerażenia (a na widowni było wiele kobiet). Na szczęście po kilku minutach Mariusz powstał i na chwiejnych nogach, podtrzymywany przez dwie osoby udał się do szatni.

Byłem w szatni kilka minut później. Runowski – wydawało mi się – już reagował normalnie, spokojnie ze mną rozmawiał, nawet bronił swoich sekundantów, bo miałem pretensje, że go nie poddali. A były ku temu powody, ponieważ wcześniej zainkasował wiele mocnych ciosów i kilka razy chwiał się jak osika na wietrze.

Przypomniała mi się walka Mike’a Tysona z Donnym „Master of Disaster” Longiem, którą niedawno komentowałem w Polsacie Sport (z archiwum ESPN). To był dziewiąty zawodowy pojedynek Bestii, na znokautowanie Longa potrzebował zaledwie 108 sekund. W tym czasie Long zainkasował dwadzieścia razy mniej mocnych ciosów niż Runowski, od razu wstał z maty po nokdaunach. Ale doświadczony sędzia Frank Cappucinno przerwał walkę, chociaż Long był w zdecydowanie lepszej kondycji niż Runowski.

Po przerwaniu walki Long rozmawiał – wydawałoby się normalnie – z sekundantami. Ale jak po pojedynku trafił na rutynowe badana do szpitala mówił, że pamięta tylko, iż wszedł do ringu i... obudził się w szpitalu.

Runowski też ze mną rozmawiał wydawałoby się normalnie, ale nie wiem czy to pamięta. Po walce pojechał na badania do szpitala. Odbierał go z niego… sprawca całej Zadymy Tomasz Gromadzki (bo narzeczona Mariusza nie ma prawa jazdy). - Śmieliśmy się, że to dziwna sytuacja, bo wczoraj go wysłałem do szpitala, a teraz go odbieram – opowiadał Gromadzki (który na co dzień prowadzi dom pogrzebowy) dziennikarzowi „Super Expressu” Mateuszowi Fudale.

Ta groźna sytuacja powinna uświadomić sekundantom, że od nich też zależy zdrowie (a nawet i życie) bokserów. Mariusz Runowski nie chciał się poddać, bo nie pozwalały mu na to duma i ambicja. Zamiast niego powinni to uczynić jego sekundanci. Nawet wbrew jego woli. Zdrowie i życie są ważniejsze niż zwycięstwa. Warto sobie o tym przypomnieć przy okazji brutalnej Zadymy na ringu w Nadarzynie.