Pindera: W Nadarzynie bili mocno

Sporty walki

Nokauty nie zawsze budzą refleksje, choć powinny, ale ten który Tomasz ”Zadyma” Gromadzki zafundował Mariuszowi Runowskiemu pamiętać będziemy długo.

W tym pojedynku Runowski dość szybko wylądował na deskach i był mocno obijany. Ich pierwsza walka, na Zamku w Szydłowcu, dwa lata temu, wyglądała inaczej. Gromadzki wygrał, ale nie dominował tak zdecydowanie, jak w Nadarzynie.

 

Od tego, by przerwać taki pojedynek w pierwszej kolejności jest sędzia ringowy. Sekundanci czasami podchodzą do sprawy zbyt emocjonalnie wierząc, że sytuacja ulegnie zmianie. Ambitny zawodnik też nie chce się poddać i walczy do końca.


Boks to okrutny, choć piękny sport. Brak decyzji podjętej w odpowiednim momencie przynosi opłakane skutki. Tak było w tym przypadku.

 

Tuż przed kontrą Gromadzkiego, która rzuciła na deski Runowskiego, komentujący ten pojedynek Andrzej Kostyra powiedział, że to „Zadyma” o dziwo wygląda na bardziej zmęczonego. I w tym momencie Runowski nadział się na jego potężne uderzenie.


Nokaut wyglądał bardzo groźnie, na szczęście skończyło się na strachu. Badania, które przeprowadzono w szpitalu nie wykazały niebezpiecznych dla zdrowia obrażeń.


Nie zawsze jednak tak jest, tysiące tragicznych przypadków w historii tej dyscypliny potwierdzają, jak bardzo ważne jest, by ci którzy mają czuwać nad prawidłowym przebiegiem walki potrafili odpowiednio szybko reagować, gdy zachodzi taka potrzeba.


Zagrożeni są bowiem nie tylko ci, którzy niewiele potrafią. Życie w ringu tracili też mistrzowie świata, że przypomnę przypadek Leavandera Johnsona, który w 2005 roku bronił w Las Vegas tytułu w starciu z Jesusem Chavezem. W narożniku miał ojca, doświadczonego trenera, który nie potrafił zapobiec nieszczęściu. Rozmawiałem z nim kilka lat po śmierci syna, nie mógł sobie darować, że nie przerwał wtedy wcześniej tej tragicznej w skutkach walki.


W Nadarzynie przez nokaut swój pojedynek wygrał też Robert Parzęczewski. Brazylijczyk Jackson Junior padł na deski po precyzyjnej kontrze „Araba” już na początku pierwszego starcia, ale wstał i wydawało się, że to jeszcze nie koniec. Brazylijczyk nie zamierzał jednak walczyć dalej. Widać uznał, że nie ma co ryzykować kolejnej bomby i ewentualnego uszczerbku na zdrowiu.

 

Dla 24 letniego Parzęczewskiego był to trzeci pojedynek, który stoczył w ostatnich 57 dniach. I ostatni w wadze półciężkiej. Teraz chce spróbować swych sił w kategorii, superśredniej. Być może to dobry pomysł, tym bardziej, że „Arab”, jak sam twierdzi, nie będzie miał problemów z uzyskaniem limitu niższej wagi.


Z walk, które rozegrano podczas „Ptak Warsaw Expo – Boxing Night” warto podkreślić jeszcze dobrą postawę Mateusza Rzadkosza i Damiana Wrzesińskiego, którzy w dobrym stylu odprawili z kwitkiem swych gruzińskich rywali. Przeciwnik Rzadkosza, Levan Luchutaszwili nie wyszedł do dziewiątej rundy z powodu kontuzji ręki, a Merab Turkadze, olimpijczyk z Londynu (2012), przegrał z Wrzesińskim wyraźnie a punkty.

Janusz Pindera, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze