Działacze nie są w stanie zapewnić bezpieczeństwa na stadionach. Kolej na ruch Państwa

Piłka nożna

Dwa najważniejsze mecze w polskiej piłce klubowej, czyli finał Pucharu Polski i niedzielne starcie Lecha z Legią w ostatniej kolejce kończyły się skandalami. Fakt, że nikt nie zginął, nikt nie spłonął, nie został stratowany, trafiony petardą czy przygnieciony płotem należy rozpatrywać w kategorii cudu. Nie ma już żadnych wątpliwości, że zarządzający polską piłką polegli, z problemem sobie nie radzą i raczej już nie poradzą. Jeśli zostawimy wszystko tak jak było do tej pory, stanie się tragedia.

Powiedzmy to wprost: organizatorzy piłkarskich imprez masowych nie są w stanie zapewnić bezpieczeństwa na stadionach. Nawet tych najbardziej nowoczesnych, zbudowanych na Euro 2012, monitorowanych, spełniających wszystkie najbardziej restrykcyjne normy. Normalnych kibiców przed śmiertelnym zagrożeniem nie są w stanie ochronić firmy ochroniarskie zatrudniające po kilkaset ludzi. Po tym co zdarzyło się w zakończonym sezonie 2017/2018 jest już to oczywiste i powinno być punktem wyjścia do dyskusji czy też raczej konkretnych już działań. Bo ciągle biadolenie, ubolewanie, powtarzanie, że to wstyd, skandal, żenada nic nie daje. To tylko bicie piany, napędzanie klikalności.

 

Samo złożenie zawiadomienia do prokuratury to żadne walnięcie pięścią w stół, żaden przełom, bandyci naprawdę nie boją się, że istnieje niewielka ewentualność, że będą przez lata wzywani do sądów, a sprawy będą ciągnąć się w nieskończoność. Poza tym tutaj chodzi o to, aby do prób wszczynania zadym nie dochodziło, a nie jakąś odległą w czasie reakcje na nie.

 

To co zdarzyło się w Poznaniu jest tym bardziej przygnębiające, że zostało zapowiedziane. Fani ogłosili przecież wszem i wobec, że jeśli będzie porażka, będzie też zadyma. I mimo tego organizatorzy nie zdołali się na atak przygotować. Zamachowcy, którzy targnęli się na najważniejszy ligowy mecz sezonu, podali na tacy datę, dokładne miejsce ataku i warunkowali okoliczności. To co? Mieli jeszcze dokładną minutę meczu, w której rozpoczną wyłamanie płotów, wtargną na boisko i odpalą środki pirotechniczne, żeby organizatorzy nie byli zaskoczeni i dali radę temu przeciwdziałać?

 

Sygnał w Polskę poszedł taki, że teraz jakakolwiek zapowiedź wszczęcia burdy powinna być traktowana niemal jako pewnik. Działacze ponieśli klęskę, wywiesili białą flagę. Nie można oczywiście wszystkich wrzucić do jednego wora. W niektórych przypadkach robili sporo, aby nad patologią zapanować, ale nie dali rady, doszli do ściany. W wielu innych razili niekompetencją, żałosnymi pomysłami (jak niewręczanie medali za mistrzostwo Legii na stadionie Lecha, aby nie drażnić miejscowych), kompletnym brakiem pomysłów lub po prostu trzęśli portkami. Jak piłkarze, którzy w odpowiedzi na to, że zdemolowano ich stadion, doprowadzono do walkowera i pozbawiono szansy nieprzegrania prestiżowego meczu, bredzili coś o tym, że kibice mają prawo być wściekli.

 

Ale zostawmy to, środowisko piłkarskie samo problemu nie rozwiąże. Powoływanie się na to, że da się u nas zorganizować mecz z dziesiątkami tysięcy kibiców, którzy są spokojni i przytaczanie tu rzeczywiście wspaniałych meczów reprezentacji to jednak pewne nadużycie. Na mecze kadry chodzi po prostu inna klientela. Ultrasi gardzą tzw. Januszami i na meczach kadry się nie pojawiają. Moda się może jednak w każdej chwili zmienić i wtedy będziemy mówić, że już na żadnym meczu nie jest bezpiecznie.

 

Dlatego jak najszybciej, najlepiej już zanim zacznie się kolejny sezon (choć termin pewnie mało realny) potrzebne jest wprowadzenie specustawy, czy też kolejnej nowelizacji ustawy o bezpieczeństwie imprez masowych. Niestety, zaostrzenie przepisów, wprowadzenie restrykcji i pewnie też przejęcie części kompetencji organizatorów przez policję. Bezwzględnie egzekwowane grzywny w wysokości powiedzmy 5 tysięcy złotych za wykroczenia podczas meczów (wszyscy kibice są przecież monitorowani, przypisani do miejsc, znana jest ich tożsamość) zrównanie praw stewardów z funkcjonariuszami publicznymi... itd.

 

Jestem przekonany, że Państwo ma narzędzia dzięki którym problem da się rozwiązać w bardzo krótkim czasie. Już teraz potrzeba jest sejmowa komisja, która z wraz z władzami PZPN i Ekstraklasy SA intensywnie by nad tematem się pochylała. Musi się w to włączyć minister sportu, sprawiedliwości, szef MSWiA i wszyscy święci. Prezesi, właściciele klubów, działacze choćby w tej jednej sprawie powinni się zjednoczyć i na czas batalii o bezpieczeństwo przestać się wzajemnie oszukiwać tylko solidarnie działać, lobbować.

 

A media dzień w dzień powinny informować o postępach prac i kolejnych pomysłach, które wejdą w życie od nowego sezonu. Tak to widzę. A czy to jest wizja naiwnego przekonamy się wkrótce...

Cezary Kowalski, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze