Jak przed takim meczem poradzić sobie z presją?

 

Jerzy Dudek: To jest kluczowe. Na kilka dni przed spotkaniem w obu zespołach już nikt nie nakłada dodatkowej presji. Piłkarze są już dostatecznie zmobilizowani. Teraz najważniejsze, aby uciec od tej presji. Cały świat patrzy na ten finał i sztaby szkoleniowe muszą odciąć swoich piłkarzy od tego zainteresowania.

 

W fazie pucharowej Real Madryt wyeliminował kolejno Paris Saint-Germain, Juventus Turyn i Bayern Monachium. Dlatego wydaje się faworytem tego spotkania?

 

Coś w tym jest, bo można powiedzieć, że Liverpool pokonał tylko FC Porto, Manchester City i AS Romę. Real ma szansę zdobyć to trofeum po raz trzeci z rzędu i także dlatego stawia się go jako faworyta. To zrozumiałe. Liverpool po raz ostatni grał w finale LM 11 lat temu, a przed 13 laty triumfował. Myślę jednak, że to dobrze dla „The Reds”, że nie są kreowani na faworytów. Mają dobrą pozycję startową. Mogą zaatakować i liczyć, że Real będzie zbyt pewny siebie.

 

Głównym atutem Liverpoolu jest niesamowita siła ofensywna trójki Mohamed Salah, Roberto Firmino i Sadio Mane?

 

Na pewno tworzą oni obecnie najsilniejsze ofensywne trio w Europie. Przemawiają za tym wszystkie statystyki. Żadna inna trójka, o której było wcześniej głośno, nie może się pochwalić taką skutecznością. Panuje opinia, że w finale przede wszystkim trzeba dobrze zagrać w obronie, ale ofensywa będzie głównym atutem „The Reds”. W takim meczu najważniejsze jest, aby nie popełniać błędów, a wykorzystać te popełnione przez rywala. W tym elemencie Liverpool jest bardzo skuteczny i na tym polu upatruję szansy dla angielskiego zespołu.

 

Liverpool jednak tracił też dużo goli, dlatego można się spodziewać gradu bramek?

 

Real również jest ofensywną drużyną i można spodziewać się wysokiego wyniku. Wszystko przemawia za tym, że to będzie otwarty i ofensywny mecz. Trzeba jednak pamiętać, że to jest finał. Wydaje mi się, że będzie to potyczka taktyczna. Liverpool będzie chciał wywrzeć pressing na obrońcach „Królewskich”, bo ci mają spore problemy z wyprowadzaniem piłki. Dlatego „The Reds” będą bardzo blisko rywali. Trzeba jednak podkreślić, że od kiedy do Liverpoolu przyszedł Holender Virgil van Dijk, podopieczni Juergena Kloppa grają pewniej w obronie. Jednak ta defensywa miała też momenty słabości, jak np. druga połowa w meczu z Manchesterem City, czy rewanż z Romą. Wówczas było widać, że to nie jest jeszcze taki monolit, jakiego życzy sobie Klopp.

 

Spędził pan pięć lat w Liverpoolu i cztery w Realu Madryt. W tym meczu pańskie serce będzie rozdarte?

 

Oczywiście, ale życzyłem sobie takiego finału, więc nie mogę narzekać. Jako zawodnik Liverpoolu przeżywałem konfrontację z Realem, a później, jako zawodnik „Królewskich”, przeciwko „The Reds”. Znam już klimat wokół tych spotkań. Serce będzie rozdarte. Będę się cieszył ze zwycięstwa obu zespołów, ale większa radość będzie, kiedy wygra Liverpool.

 

Czy mogą się powtórzyć takie emocje, jakie towarzyszyły finałowi w 2005 roku w Stambule, kiedy Liverpool z panem w bramce doprowadził do dogrywki i rzutów karnych, choć przegrywał z Milanem 0:3 do przerwy?

 

Biorąc pod uwagę charaktery obydwu zespołów, to można się spodziewać podobnych emocji. Liverpool znany jest z nieustępliwości, a kibice bardzo pobudzają swój zespół. W przypadku tego klubu żaden wynik nie jest końcowy, bo piłkarze zawsze walczą do końca. Real z kolei jest stworzony, aby grać w finałach. „Królewskim” najtrudniej jest dojść do tego spotkania, ale w nim górę bierze mentalność zwycięzców. W gablocie Realu jest jeszcze wiele miejsca na kolejne trofea i one muszą być zdobywane. Jest szansa, że ten finał będzie obfitował w podobną ilość bramek, jak w Stambule. Wątpię jednak czy będzie podobna dramaturgia, bo w naszym finale była ona niepowtarzalna.

 

Wydaje się, że bardziej głodni sukcesu są piłkarze Liverpoolu.

 

Tu może pojawić się aspekt mobilizacyjny. Przecież Real od długiego czasu jest na szczycie. Jak więc zmobilizować piłkarzy do jeszcze jednego wysiłku? „Królewscy” mieli przecież trudne momenty w każdym spotkaniu w fazie pucharowej i w każdym z nich Keylor Navas stawał na wysokości zadania. Tak naprawdę to swojemu bramkarzowi Real w dużej mierze zawdzięcza awans do finału.

 

Ambasadorem sobotniego finału w Kijowie jest Andrij Szewczenko. Czy już pogodził się z faktem, że obronił pan jego strzał w serii rzutów karnych w 2005 roku?

 

Od tamtego spotkania wielokrotnie się spotykaliśmy i zawsze wraca temat tego meczu. Emocje związane z tamtym finałem cały czas w nas żyją. Kiedy ostatnio jechaliśmy do Las Vegas na mecz globalnych legend piłkarskich to było wśród nas kilku zawodników Milanu i wszyscy wspominali ten finał. Próbowali mnie sprowokować, abym zapytał się Szewczenki, dlaczego nie strzelił tego karnego oraz nie wykorzystał świetnej sytuacji w ostatniej minucie meczu. Oczywiście były to żarty, ale ta historia cały czas żyje, a ta sytuacja nas połączyła. Dwa lata później w Atenach Milan ograł nas w finale, choć zagraliśmy lepiej niż w Stambule, ale o tym już się tyle nie mówi.