Bożydar Iwanow: Wiesz, jaki znany były piłkarz pochodzi z Mławy?

 

Sebastian Milewski: Wiem, wiem. Marek Jóźwiak. Chyba nawet dokładniej z okolic Mławy. Ale nie miałem jeszcze niestety okazji poznać pana Marka osobiście.

 

Marek był świetnym środkowym obrońcą, ty jesteś defensywny pomocnikiem. Nie wierzę, że jako dziecko nie chciałeś być napastnikiem?

 

W sumie nie. Odkąd zacząłem grać w piłkę zawsze wystawiano mnie w środku pomocy, choć także i w bardziej ofensywnej roli. Ale lepiej realizuje się w destrukcji, dobrze się tutaj czuję i myślę, że to najlepsza pozycja dla mnie.

 

Czyli wzorem był Claude Makelele?

 

Szczerze mówiąc idoli miałem – jak większość młodych chłopaków – wśród piłkarzy kreatywnych. Najbardziej podziwiałem Brazylijczyka Kakę.

 

Z Mławianki trafiłeś do Legionovii i to tam zaczęło się prawdziwe granie?

 

Zdecydowałem się, że pójdę do gimnazjum w Warszawie, sportowego, o profilu piłki nożnej. To był najlepszy krok jaki mogłem zrobić. Rodzice nie byli tym zachwyceni. Miałem 13 lat i chciałem zacząć życie poza domem, w stolicy. Uparłem się jednak na to… Po roku odezwał się do mnie trener juniorów z Legionowa. Mój szkoleniowiec z gimnazjum, pan Zasada zaakceptował tę propozycje wiedząc, że klub ma dobrą infrastrukturę, szkolenie i ciekawą pierwszą drużynę. To miało być dobre miejsce żeby się przebić. I tak się stało. Półtora roku w juniorach, potem rezerwy i dość szybko zostałem zgłoszony do pierwszej drużyny. Zadebiutowałem w niej 20 dni po skończeniu 16 lat. A myślałem, że zrobię to dokładnie w 17 urodziny, bo tego dnia znalazłem się w meczowej kadrze po raz pierwszy. Musiałem jednak jeszcze trochę poczekać.

 

Tarasa Romanczuka jeszcze wtedy nie było w klubie?

 

Nie, ale grałem m.in. z braćmi Wolsztyńskimi wypożyczonymi wtedy z Górnika Zabrze. To było za kadencji trenera Ryszarda Wieczorka. Wcześniej grałem u Macieja Bartoszka, który zabrał mnie na testy do Zawiszy Bydgoszcz. Ale debiutowałem u Roberta Pevnika. Najlepszy czas mieliśmy z trenerem Wieczorkiem, mogliśmy się pochwalić serię 9-ciu meczów bez porażki. Dziś bardzo mi szkoda tego klubu. To dla mnie dość przykre, że Legionovia spada do III ligi.

 

Podobno był kiedyś temat Legii Warszawa.

 

Epizod. Zaproszono mnie na jeden trening, jeszcze w czasach gimnazjum. Mieli zadzwonić…

 

W katowickim „Sporcie” napisano, że wśród piłkarzy Zagłębia Sosnowiec w ostatnim czasie to ty zrobiłeś największy postęp. Zgadzasz się?

 

Nie mnie to oceniać. Sam na pewno czuję, że się rozwijam. Od każdego trenera czegoś się nauczyłem. Ale pan Dariusz Dudek wprowadził do szatni inną jakość. Nie tylko ja, ale i inni stają się lepszymi zawodnikami.

 

To, że jest bratem Jurka robi na tobie wrażenie?

 

Nie, myślę, że to jakoś szczególnie na mnie nie wpływa. Wiadomo brat trenera Dudka zapisał się w historii futbolu. Nasz szkoleniowiec był na stażach w jego dawnych klubach i przywiózł stamtąd doświadczenia. Zaczyna jako pierwszy trener w seniorach i dobrze mu to wychodzi. Mentalność naszą zmienił, mamy większą chęć zwyciężania, przekłada się na to na wyniki.

 

Żałujesz, że jesteś za „stary”, żeby zagrać w reprezentacji U-20 na mistrzostwach świata w Polsce?

 

Właśnie. Już się nie mieszczę. Trochę to przykre, bo to jest marzenie każdego zawodnika, by zagrać w takiej imprezie. W dorosłej kadrze też, oczywiście. Dostałem jednak teraz pierwsze powołanie od trenera Czesława Michniewicza do U-21, na konsultację. Po raz pierwszy miałem możliwość się mu pokazać. Zrobiłem wszystko, aby się dobrze zaprezentować, by taka okazja mogła się powtórzyć. Ale decyzję w tej sprawie podejmie selekcjoner.