French Open: Dziesięciogodzinna podróż na mecz "lucky losera" z happy endem

Tenis
French Open: Dziesięciogodzinna podróż na mecz "lucky losera" z happy endem
fot. PAP

Argentyński tenisista Marco Trungelliti na długo zapamięta 10-godzinną podróż samochodem na 1. rundę wielkoszlemowego French Open. Do głównej drabinki dostał się w ostatniej chwili jako "lucky loser" i po pokonaniu 1000 km dotarł na mecz, który wygrał.

Trungelliti w ostatniej rundzie eliminacji paryskiej imprezy na kortach im. Rolanda Garrosa przegrał w czwartek z Hubertem Hurkaczem. Ponieważ 190. w rankingu ATP tenisista z Ameryki Południowej zajmował odległe miejsce na liście rezerwowych, pojechał do Barcelony, gdzie miał spędzić czas z rodziną, która go odwiedziła. Jego nazwisko było jednak coraz wyżej w tym zestawieniu, po tym jak siedmiu zawodników wycofało się jeszcze przed rozpoczęciem rywalizacji.

W niedzielne popołudnie okazało się, że Nick Kyrgios rezygnuje ze startu z powodu kontuzji łokcia. W pojedynku z innym Australijczykiem Bernardem Tomicem miał go zastąpić Prajnesh Gunneswaran z Indii. Ten jednak rozpoczął już udział w turnieju niższej rangi we Włoszech i to stworzyło szansę Trungellitiemu. Miejsce w głównej drabince French Open mogło być więc jego, o ile dotrze na czas, tj. w poniedziałek rano, by podpisać się osobiście na liście.

Niespełna dobę przed planowanym rozpoczęciem meczu z Tomicem 28-letni Argentyńczyk był jednak jeszcze w Barcelonie. W pół godziny do samochodu wynajętego na objazdową wycieczkę po Hiszpanii spakował sprzęt, bagaże oraz najbliższych - żonę, brata, matkę i babcię. W 10 godzin pokonali 1000 km, a niezwykłą podróż udokumentowali jego żona i brat, zamieszczając zdjęcia i filmy w mediach społecznościowych. Dotarli do Paryża około północy, a Trungelliti rano podpisał się na liście. Kilka godzin później zaś pokonał kwalifikanta Tomica 6:4, 5:7, 6:4, 6:4. Tym samym po raz trzeci z rzędu awansował do drugiej rundy w tym turnieju.

Za występ w pierwszej rundzie French Open tenisiści otrzymują 40 tys. euro, a awans do drugiej oznacza powiększenie tej kwoty o 39 tys.

Największą gwiazdą wspomnianej relacji z podróży stała się babcia zawodnika, która w czerwcu skończy 89 lat.

- Ona nie ma pojęcia, na czym polega tenis, naprawdę. Nie wie, jak liczyć punkty. Powiedziała mi też, że nie wiedziała, iż mecz się skończył, dopóki wszyscy nie zaczęli bić brawo - relacjonował potem szczęśliwy Argentyńczyk, który po raz czwarty w karierze znalazł się w głównej drabince w Wielkim Szlemie.

O pierwszy w karierze awans do trzeciej fazy zmagań w turnieju tej rangi zagra z Włochem Marco Cecchinato.

CM, PAP

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze