O ile awans Azotów do strefy medalowej nie jest zaskoczeniem, bo po fazie zasadniczej podopieczni Daniela Waszkiewicza zajmowali trzecie miejsce, to pewnego rodzaju niespodzianką jest awans do półfinału drużyny prowadzonej przez Rafała Kuptela.

Opolanie, którzy po fazie zasadniczej zajęli siódmą lokatę w ćwierćfinałowym dwumeczu pokonali czwartego w tabeli NMC Górnika Zabrze w Opolu wygrywając 28:24 i przegrywając w Zabrzu 23:25. W pierwszym półfinałowym meczu z Orlenem Wisłą Płock sprawili jeszcze większą niespodziankę wygrywając z uczestnikami Ligi Mistrzów 33:32. Rewanż w Płocku też zaczął się obiecująco dla gwardzistów, ale ostatecznie wiślacy pewnie wygrali 33:21.

Azoty w ćwierćfinale trafiły na piąty po fazie zasadniczej zespół Chrobrego Głogów, z którym pierwsze wyjazdowe spotkanie wygrały 28:25, by w rewanżu w Puławach zremisować 24:24. Półfinałowy przeciwnik PGE VIVE Kielce już w pierwszym meczu w Puławach zwyciężając 37:27 rozwiał nadzieje na sprawienie sensacji, choć w rewanżu zawodnicy Azotów byli bliscy wygranej, ale to faworyt wygrał 35:34.

Już w fazie zasadniczej rozgrywek ekstraklasy mecze Azotów z Gwardią były wyrównane, choć górą byli puławianie (w Opolu - 33:29, w Puławach - 38:35), ale znacznie więcej emocji dostarczyła kwietniowa rywalizacja w półfinale Pucharu Polski. Po pierwszym spotkaniu występujące w roli gospodarza Azoty miały tylko trzybramkową zaliczkę (31:28). Rewanż, z dramatyczną końcówką, na 15 sekund przed końcową syreną, po trafieniu Kamila Mokrzkiego na 25:22 dla Gwardii dawał jej awans, ale cztery sekundy przed końcem rzutem z 10 m Nikola Prce pokonał Adama Malchera i ta bramka zapewniła Azotom pierwszy w historii klubu awans do finału Pucharu Polski.

Zapowiada się więc do końca bardzo ciekawa, wyrównana walka o trzecie miejsce w końcowej klasyfikacji PGNiG Superligi. Azoty w trzech ostatnich sezonach zdobywały brąz, Gwardia tylko raz, ale było to ponad pół wieku temu w edycji 1963/64. Większe sukcesy opolanie odnosili właśnie w latach 60. XX wieku w jedenastoosobowej piłce ręcznej, trzykrotnie zostając wicemistrzami kraju.

Z nadzieją na obronę miana trzeciej siły klubowej polskiej piłki ręcznej wśród mężczyzn przystąpili do tej rywalizacji zawodnicy z Puław. Bartosz Kowalczyk uważa, że pozwala na to postawa drużyny zaprezentowana m.in. w meczu w Kielcach, gdzie m.in. on sam zdobył 6 bramek. Dobrą dyspozycję 21-letni rozgrywający podtrzymał w Opolu, gdzie zaliczył cztery trafienia, a dwa razy pokonał Malchera tuż po pojawieniu się na parkiecie. Trener puławian Daniel Waszkiewicz tonuje nastroje przewidując, że ten decydujący mecz będzie bardzo trudny.

"Zwycięstwo odniesione w Opolu jest bardzo skromne, a dwie bramki w piłce ręcznej to naprawdę nie jest dużo. We wtorek, po pierwszej fazie meczu, słabej w naszym wykonaniu, druga była już bardzo dobra, ale w końcówce znów niepotrzebnie straciliśmy wyraźne prowadzenie. W ten mecz nie weszliśmy z odpowiednim nastawieniem, z właściwą koncentracją. Tego nam rzeczywiście brakowało, a przecież do takich spotkań trzeba podchodzić szczególnie, bo tu się nie gra, ale się walczy. Dopiero jak w drugiej połowie dokonaliśmy korekt, to ze straty minus pięć doprowadziliśmy do pięciobramkowej przewagi, a to jest spora różnica. Szkoda tylko tej końcówki, bo w sobotę przystępowalibyśmy do rewanżu ze spokojniejszą głową.

- Nie ulega jednak wątpliwości, że czeka nas bardzo, bardzo trudny mecz. Praktycznie wszystkie spotkania z Gwardią, no może poza pierwszym w rundzie zasadniczej, były bardzo wyrównane i trudne, pełne walki. I choć bilans tych walk jest dla nas korzystny, to o niczym nie przesądza, a ponieważ wiemy o sobie praktycznie wszystko o końcowym zwycięstwie może decydować dyspozycja dnia" - uważa szkoleniowiec Azotów.

Rewanżowy mecz o III miejsce: Azoty Puławy - Gwardia Opole rozegrany zostanie w sobotę 2 czerwca o godz. 16 w Puławach.