"Nowocześni napastnicy wybierają sobie pozycję na boisku, dla nich nie ma granic. Mogą grać na bokach lub w środku. Pozostaje jednak typologia środkowego napastnika, którym ta koncepcja nie pasuje. Jednym z nich jest napastnik Bayernu i Polski, Robert Lewandowski. Jest urodzony blisko pola karnego i wokół niego lubi się obracać. To nie oznacza, że tylko czeka na prezenty przynoszone na srebrnej tacy od swoich partnerów. Jest wyśmienity w kontratakach, szybki, mocny fizycznie, jego ruchliwość i zmiana pozycji na boisku stwarza dużo przestrzeni dla kolegów. Sam zresztą podkreśla: Często szukam przestrzeni przez 80 minut, a w 81. nadarza się ta jedna jedyna sytuacja. Nie masz innego wyjścia, jak być pozytywnie nastawiony i myśleć już o kolejnej akcji" - napisał na temat polskiego snajpera.

Autor przypomina jak przebiegała jego polska kariera i cytuja Jurgena Kloppa. Niemiecki menedżer przyznał przed laty, że Lewandowski był jakby piłkarsko stworzony dla Bundesligi. W Dortmundzie głęboko utkwiły w pamięci te cztery bramki zdobyte w półfinale Champions League przeciwko wielkiemu Realowi. W Bayernie zaś fascynujący wyczyn z Wolfsburgiem, a więc pięć bramek w ciągu dziewięciu minut. Lewy napisał kilka stron o tym niespotykanym wyczynie. Niedawno w Warszawie otrzymał dyplom specjalisty od wychowania fizycznego, coachingu i managementu, zdobywając notę najlepszą z możliwych. Doskonale znał temat: "Robert Lewandowski, droga do chwały".

W zupełnie innym stylu tematu dotknął Xavier Barret, a więc wieloletni szef działu zagranicznego France Football i reporter L'Equipe. Dziś komentator Canal+, Eurosportu i RTL analizuje w książce "Powtórzmy mistrzostwa świata" kilka wybranych sytuacji z przeszłości, które mogłyby zostać całkowicie inaczej ocenione, gdyby wówczas istniało sędziowanie ze wspomaganiem wideo. Wspomina między innymi sytuację, kiedy w 1974 roku w meczu Polski z Jugosławią (2:1) Stanislav Karasi sfaulował Andrzeja Szarmacha w polu karnym. W tym samym czasie nasi rywale już groźnie kontratakowali. Niemiecki sędzia, pan Glockner podyktował jednak jedenastkę zamienioną na bramkę przez Kazimierza Deynę. W ocenie autora, po obejrzeniu wielokrotnie tej sytuacji Szarmach też nie był bez winy: doszło do przepychanki, sędzia dał się trochę nabrać przez sprytnego Polaka, który upadł już za linią pola karnego. Zdaniem autora zarówno Karasi, jak i Szarmach zasługiwali na żółte, a może nawet czerwone kartki.

Kolejną ciekawą lekturą tego autora jest "Puchar Świata futbolu w 90 minut". Opisał tam najważniejsze fakty, które wydarzyły się w danej minucie od 1930 roku. Którą minutę Barret wybrał w kontekście występów Polaków na MŚ? Oczywiście była to 53. minuta meczu Polska - Belgia rozegranego 28 czerwca 1982 roku na Camp Nou w Barcelonie. Zbigniew Boniek strzelił wówczas swojego trzeciego gola w tym spotkaniu. "Jaka duma dla Polaków, kiedy Boniek strzela swoją trzecią bramkę" - relacjonuje Barret, następnie nawiązując do polityki. "W grudniu 1981 roku generał Jaruzelski zarządził stan wyjątkowy, aby zapobiec manifestacjom Związku Zawodowego Solidarność, które było zagrożeniem dla komunistycznego reżimu. Lech Wałęsa został aresztowany. Dobre wyniki reprezentacji dodają Polakom otuchy. Strzelając trzy bramki Belgom, napastnik Widzewa Łódź - Zbigniew Boniek, już wtedy obiecany Juventusowi dokonał czegoś więcej niż tylko zdobycie hat-tricka. Umieścił Polskę na pierwszym miejscu w grupie przed arcyważnym spotkaniem z ZSRR, "wielkim sowieckim bratem". Remis 0-0 dał Polakom awans do półfinału".