Artykuł poświęcony Kwiatkowskiemu zatytułowany jest "Kwiatkowski, koniec kwarantanny". Polak, który się nie ścigał od połowy kwietnia, założył żółty trykot lidera.

 

Było duszno w miescie Valence, departamentu Drome w niedziene popołudnie. Kwiatkowski bardziej się napocił wchodząc na podium niż podczas samego wyścigu, bo musiał ubierać wszystkie koszulki przeznaczone dla zwycięzcy, poza jedną białą, przeznaczoną dla najlepszego młodzieżowca. Ta już nie dotyczy Polaka, który w sobotę obchodził swoje 28. urodziny. Potrzebował on zaledwie siedmiu minut i dwudziestu pięciu sekund, aby pokonać trasę prologu.

 

Ten wyścig ma przygotować przede wszystkim formę Kwiatkowskiego na zbliżający się Tour de France. Przed Criterium du Dauphine ostro trenował na parzących stokach wulkanu Teide na wyspie Teneryfie.

 

- Po czterdziestu dniach bez wyścigu, ten sukces to niespodzianka, dobra niespodzianka - zdradził "Kwiato". - Nie wiedziałem, w jakim miejscu stoję po dobrym i trudnym okresie treningowym - dodał.

 

Na odcinku 6,6 km, jakby specjalnie wybranym dla niego, Kwiatkowski zdradził, że odczuwał "dobre sensacje", zdecydowanie lepsze niż podczas wiosennych klasyków, gdzie w ogóle nie błyszczał. Polak czuje, że forma wraca, ta sama, którą pokazał na Tour d’Algarve w lutym i Tirreno-Adriatico w marcu. To nie przypadek, bo grupa Sky nie przyjechała tutaj, aby się zabawić. Bo już niedługo czeka ją zespołowa, 35-kilometrowa czasówka. W tej dziedzinie Sky nie ma sobie równych. Wtedy bedzie jeszcze bardziej wiadomo, co z formą Kwiatkowskiego, który zdradził, że ma kilka kilogramów za dużo. Jego forma w górach w zeszłorocznym Tour de France, podczas którego służyl swojemu liderowi Christopherowi Froome'owi, została zauważona.

 

Zapytany o klasyfikację generalną w TdF, "Kwiato" odpowiedział "dlaczego nie". To wyraźnie wskazuje początek nowych ambicji i na pewno już rosnący apetyt.