Marcin Feddek: Nie będę ukrywał, że jestem wielbicielem twojego talentu i bardzo się cieszę, że otrzymałeś szansę, by wziąć udział w zgrupowaniu reprezentacji Polski przed mistrzostwami świata. Wygląda na to, że w pełni ją wykorzystałeś...

Dawid Kownacki: Fajnie, że selekcjoner mi zaufał i włączył do 23-osobowej grupy, która pojedzie na mundial. Prawdę mówiąc wiedziałem już o tym nieco wcześniej i bardzo się ucieszyłem, a kamień spadł mi z serca. W dniu ogłoszenia ostatecznych powołań stresu było mnóstwo. Koniec końców wszystko skończyło się dobrze i jest to na pewno spełnienie moich marzeń. Gdy jako pięcioletni chłopiec oglądałem w 2002 roku mundial w Korei i Japonii, to już wówczas marzyłem bowiem o tym, by wziąć kiedyś udział w imprezie tego kalibru.

Kiedyś porównałem cię nawet do prezesa Zbigniewa Bońka, ze względu na twoją charakterność, pewność siebie a także to, że często próbujesz przejść nawet kilku przeciwników na raz. Coś w tym rzeczywiście jest?

Od zawsze miałem inklinacje do gry ofensywnej i największą frajdę miałem z piłką przy nodze, gdy mogłem dryblować. Zaczynałem co prawda na podwórku i tam nie było za bardzo gry zespołowej, tylko raczej dominowały indywidualne popisy. W dzisiejszych czasach indywidualności mogą jednak wygrać mecz i każdy trener chce mieć w składzie piłkarza, który będzie w stanie przechylić szalę zwycięstwa na stronę swojej drużyny.

Ja nigdy nie kalkuluję i gdy wychodzę na boisko to jest "pełen ogień". Mój przyjaciel porównał mnie nawet ostatnio do Darcy'ego Warda, który przed zawodami wyglądał na ospałego, a później wsiadał na motor, odkręcał gaz i... "była jazda". Ja mam bardzo podobnie, ponieważ poza boiskiem jestem trochę leniwy, dużo czasu spędzam na kanapie, ale gdy wybiegam na murawę, to wszystko zmienia się o 180 stopni.

Dałeś radę na obozie przygotowawczym w Arłamowie i otrzymałeś nominację. Było ciężko? Czułeś, że kości trzeszczą?

Pierwszy dzień po przyjeździe do Arłamowa nie trenowałem ze względu na chorobę. Później na treningach też nie było łatwo, ponieważ jest o co grać... Na jednych z zajęć starłem się z Janem Bednarkiem i przy upadku niechcący nadepnął mi on na rękę. Bardzo się przestraszyłem, gdyż ból był ogromny. Pamiętałem też, co stało się z Pawłem Wszołkiem przed Euro 2016, gdy również na treningu złamał rękę. Pierwsze co zrobiłem, to spojrzałem czy moja nie jest jakoś nienaturalnie wygięta, ale na szczęście skończyło się na stłuczeniu.

Cała rozmowa z Dawidem Kownackim w załączonym materiale wideo.