Niewielu wierzyło w ten powrót. Ricky Hatton, były angielski mistrz świata, pięściarz z wieloma problemami, dziś promotor, twierdzi, że nie sądził, by kiedykolwiek zobaczył jeszcze Tysona w ringu. „Król Cyganów” po pamiętnej wygranej z Władimirem Kliczką w listopadzie 2015 roku rozpadał się na drobne kawałki. Nic nie wskazywało na to, że uda się go posklejać. A jednak pokazał, że jest nie tylko szalony, ale i silny, dał radę.


Sama walka z 39-letnim Seferim nie ma większego znaczenia. Żelaznym faworytem jest oczywiście Tyson Fury, chyba nikt poza najbliższymi Albańczyka mieszkającego w Szwajcarii nie bierze pod uwagę innego scenariusza niż zwycięstwo Anglika.


Ale padają już pytania o Joshuę i Wildera, kiedy Fury zmierzy się z nimi.


Frank Warren, promotor Tysona oznajmia wszem i wobec, że nikt, kto nie stanie w ringu z „Królem Cyganów” nie ma prawa uważać się za prawdziwego mistrza. A przecież to dopiero początek tego typu deklaracji. Potencjał marketingowy takich walk jest bowiem ogromny, dziesiątki, jeśli nie setki milionów funtów do zarobienia będą kusić.


Tyson Fury przed pojedynkiem z Seferim wniósł na wagę 125,2 kg. Sporo, ale ma ponad dwa metry i już dawno przestał być smukłym młodzieńcem. Tak jak kiedyś Hatton w okresie między walkami gwałtownie przybiera na wadze. A teraz przecież ten okres trwał bardzo długo, ponad 30 miesięcy. Cudem znalazł jednak motywację do treningu i stracił naprawdę dużo zbędnych kilogramów.


Mariusz Wach, który pojechał do niego na sparingi był pod wrażeniem bokserskich możliwości Tysona. – Porusza się znakomicie, ciężko go trafić. Jest szybki i nieobliczalny, a przy tym bawi się boksem. Będąc z nim w ringu zrozumiałem dlaczego pokonał Kliczkę – mówił mi Wach.
Ale oczywiście do walk z Anthonym Joshuą i Deontay’em Wilderem jeszcze daleko. Z Furym zresztą też nigdy nie wiadomo. W każdej chwili może przecież stracić zainteresowanie treningami i zostawić wszystko bez widocznych powodów.


Na razie czekamy na jego pojedynek z Seferim, który zapewne wygra tak jak będzie chciał. A później potrzebne mu są jeszcze 2-3 walki z mocniejszymi rywalami. Dopiero wtedy można zasiąść do rozmów z przedstawicielami Joshuy i Wildera. Tyle że do tego czasu wiele się może zmienić. Być może dojdzie do wreszcie do unifikacyjnej walki pomiędzy mistrzami wagi ciężkiej, to ona dziś jest priorytetem, i zapewne sporo zmieni w układzie sił.


Ale jest przecież jeszcze Dereck Chisora, inny zły chłopiec brytyjskiego boksu. Walczyli z Tysonem dwukrotnie, oba pojedynki wygrał Fury. Pierwszy na punkty, siedem lat na Wembley Arena, gdy stawką był  tytuł mistrza Wspólnoty Brytyjskiej i drugi, trzy lata później, też w Londynie, w ExCel Arena, przed czasem. Chisora nie wyszedł do 11 rundy poddany przez swój narożnik. Na szali był wtedy między innymi tytuł mistrza Europy.


Brytyjska prasa pisze też o Amerykaninie Shannonie Briggsie, który chętnie zmierzyłby się z „Królem Cyganów”. Były mistrz świata ma wprawdzie 46 lat i najlepsze czasy za sobą, ale wciąż o nim głośno i to byłoby najważniejsze, gdyby Tyson Fury zdecydował się na taki pojedynek.


Na razie jednak najważniejsza jest walka z Seferem Seferim, młodszym bratem Nuri Seferiego, byłego rywala Krzysztofa Głowackiego, lżejszym prawie 30 kg i niższym o głowę od „Króla Cyganów”. Tak naprawdę to pięściarz kategorii junior ciężkiej, a nie superciężkiej, bo do takiej trzeba zaliczyć Tysona Fury. Dziś w Manchesterze światła będą skierowane tylko na niego, chyba że Seferi wykręci jakiś nieprawdopodobny numer, czego nigdy nie można wykluczyć.

 

Transmisja gali w Manchesterze w sobotę od 20:00 w Polsacie Sport Extra. O 23:00 przeniesiemy się na antenę Polsatu Sport.