Z drugiej strony mentalność walczaków charekteryzuje piłkarzy La Celeste już od MŚ 2010, kiedy to Gimenez nie mógł jeszcze przypuszczać, że za osiem lat będzie grał w Atletico i w pierwszym składzie swojej reprezentacji na mundialu w 2018 roku. Godin na tamtym turnieju dopiero "rósł" w kadrze u boku Diego Lugano, a dobry występ w RPA pozwolił mu na transfer do Madrytu w sierpniu 2010 roku. Aktualny kapitan Urugwajczyków był jednak częścią ekipy, która na początku afrykańskiego mundialu wywalczyła remis z Francją, a później w lepszym lub gorszym stylu odprawiała z kwitkiem kolejnych rywali. Wtedy Urugwajczycy stracili gen zwycięstwa dopiero w półfinale, a ostatecznie zajęli czwarte miejsce.
 
Symbolem walczącej na śmierć i życie ekipy był w 2010 i 2014 roku defensywny pomocnik Egidio Arevalo, który w 2017 roku pożegnał się jednak z drużyną prowadzoną przez Oscara Tabareza. Na obydwu tych turniejach Urugwajczycy nie grali pięknej piłki, ale rozkręcali się z meczu na mecz niczym rasowa drużyna turniejowa. W Rosji Arevalo już nie ma, są za to godni następcy, przynajmniej w kwestii mentalnego podbudowania swoich kolegów.
 
Urugwaj nie ma twarzy wiecznie narzekającego Luisa Suareza, ale właśnie Diego Godina i Jose Gimeneza. Godin w pierwszym spotkaniu MŚ 2018 z Egiptem kilka razy próbował poderwać do ataku swoich kolegów. W pierwszej połowie pokazał między innymi świetne wyprowadzenie piłki z własnej połowy, które jeden z jego kolegów zaprzepaścił fatalnym przyjęciem futbolówki. W końcówce drugiej odsłony zanotował świetny odbiór, popędził za akcją, ale nie miał szans dojść do podania Carlosa Sancheza. Jak zwykle był bardzo aktywny przy stałych fragmentach gry, chociaż tym razem akurat w tym elemencie wyręczył go klubowy kolega.
 
Gimenez zaliczył "cichy" występ, a w ciągu 89 minut robił w obronie to, co do niego należało. Tuż przed końcem regulaminowego czasu gry to on odnalazł się jednak na prawej stronie boiska i sprytnie wywalczył rzut wolny dla własnej drużyny. Obaj z Godinem przy dośrodkowaniu Sancheza znaleźli się prawie w tym samym miejscu, ale to ten młodszy był o pół kroku szybszy i uprzedził zarówno Godina, jak i piłkarzy rywala. Tym samym zdobył szóstą bramkę w kadrze w 43 występie w narodowych barwach. Ten gol był jednak zdecydowanie najważniejszy, bo przesądził o skromnym zwycięstwie Urugwaju w starciu z Egiptem.
 
I znowu ekipa La Celeste niesamowicie męczyła się z przeciętnym, choć dobrze zorganizowanym rywalem, ale na koniec trzy punkty trafiły na jej konto. Ile to już razy Atletico Diego Simeone w taki właśnie sposób sięgało po zwycięstwo z potentatami europejskiego futbolu? Ile razy swoją cegiełkę dokładał do tego Godin? Nawet na palcach dwóch rąk takie mecze trudno byłoby zliczyć. Na pewno ten sposób wygrywania kosztuje Atletico i Urugwajczyków dużo sił i cierpliwości, ale radość z triumfu ostatecznie wszystko wynagradza. Całe szczęście dla reprezentacji Urugwaju, że z Arabią Saudyjską takich emocji raczej nie będzie, i w kolejnym meczu Luis Suarez i Edinson Cavani powinni strzelić już kilka goli, które odciążą środkowych obrońców. Godin i Gimenez to broń, która powinna natomiast przydać się ponownie w fazie pucharowej.