To miało być klasyczne starcie siły (Rumiński) z szybkością (Niedźwiedzki). Wydawało się, że to debiutant ma przewagę. Od początku był bardzo mobilny, co było wielkim problemem dla zawodnika Legia Fight Club. A w kolejnych rundach poprawa wcale nie nastała, Niedźwiedzki spokojnie skakał wokół rywala i raz po raz go obijał.

- Ciężko mi znaleźć moment, w którym Rumiński byłby lepszy od debiutanta - przyznał komentujący to starcie Grzegorz Proksa po trzeciej rundzie. - Ciągle nie widzę u niego pomysłu - dodał po czwartej.

Nic się nie zmieniało, choć szósta runda była w wykonaniu Rumińskiego być może najlepsza, choć to ciągle nie gwarantowało mu zwycięstwa. O wszystkim mieli zdecydować sędziowie.

I kiedy słuchaliśmy werdyktu, który brzmiał 58:56, 59:55, 60:54, to trudno było się nie zgodzić. Oczywiście do momentu, kiedy Piotr Dzięcielski przeczytał, że zwycięzcą został... Rumiński! Jeden z sędziów przyznał wszystkie rundy właśnie jemu!

Było to szokujące dla komentatorów.

- Oglądali chyba inny pojedynek - przyznał Andrzej Kostyra.

- Nie wiem, co powiedzieć - dodał Proksa.

Takie samo zdanie miał Maciej Miszkiń.

Skrót walki w załączonym materiale wideo.