Jeden i drugi przystępowali do tego pojedynku znając smak wielkich zwycięstw i gorycz porażek. Obaj pięciokrotnie schodzili z ringu pokonani, obaj walczyli w swojej karierze o prestiżowe mistrzowskie pasy i przegrywali ze znakomitymi rywalami: Polak z Adonisem Stevensonem dwa razy, a Ukrainiec z Siergiejem Kowaliowem.

 

Obaj zmienili ostatnio trenerów, a Fonfara dodatkowo kategorię. Siłłach przeszedł do wagi junior ciężkiej kilka lat wcześniej.

 

Dla obu porażka mogła oznaczać pożegnanie z ringiem, ale ten problem pięściarze na ogół rozwiązują sami. W przypadku Fonfary przegrana mogła go jednak skłonić, by postawić na inne cele. W jego przypadku biznesowe.

 

Ale dziś „Polski Książe” znów myśli o bokserskiej przyszłości. Wygrał efektownie, w szóstej rundzie i rozpoczyna nowe życie, w nowej kategorii. Na Torwarze walczył w umownym limicie (87,5 kg), ale jak twierdzi, pełny limit wagi junior ciężkiej (90,7 kg), nie jest mu straszny.  Ma tylko świadomość, że ci najlepsi biją bardzo mocno, a on często zapomina o obronie.

 

Mateusz Masternak, były mistrz Europy i czołowy polski cruiser mówi, że Siłłach wciąż jest bardzo trudnym przeciwnikiem. Szybki, znakomicie poruszający się w ringu, zmieniający pozycję na odwrotną może uprzykrzyć życie każdemu. – Z nim naprawdę ciężko dobrze się zaprezentować. Coś o tym wiem, bo rok temu pokonałem go na Polsat Boxing Night, ale łatwo nie było. Trzeba go stłamsić, bo inaczej są problemy – twierdzi „Master” i trudno nie przyznać mu racji.

 

Nie ukrywa, że spodziewał się jednak trochę innego Fonfary: szybszego, boksującego, a nie idącego na wymianę. Z drugiej jednak strony taktyka okazała się skuteczna.

 

- Ale z siłaczami, których w tej wadze nie brakuje się nie sprawdzi. W ostatniej walce z Youri Kalengą, jak mnie trafił to na moment rozmazał mi obraz – wspomina swój ostatni wygrany pojedynek z mieszkającym we Francji pięściarzem z Konga.

 

Tyle że Fonfara o tym wie. Z Siłłachem ryzykował, bo nie czuł jego ciosów, tak jak z Nathanem Cleverlym w półciężkiej. Jeśli jednak poczuje realne niebezpieczeństwo będzie ostrożniejszy.

 

- Nie obiecuję, że zostanę mistrzem świata wagi cruiser, ale będę próbował – mówił po walce z Siłłachem. Walce, która mogła się podobać, twardej, efektownej w której dość  długo nic nie było wcale takie jasne. Fonfara oczywiście prowadził na punkty, lepiej zaczął, w drugiej rundzie miał mieszkającego w Los Angeles Ukraińca na deskach, ale do pełnej dominacji droga była jeszcze daleka.

 

Być może stałoby się to w końcowych rundach, które powiedziałyby nam coś więcej o możliwościach Fonfary. Ale nie można go przecież winić za to, że wygrał w szóstym starciu, bo nie tylko w pełni na to zwycięstwo zasłużył lecz też zaprezentował się z dobrej strony.

 

Na odpowiedź, co dalej, musimy trochę poczekać. Kolejny przeciwnik będzie z pewnością zupełnie inny niż Siłłach. Andrzej Fonfara będzie się powoli oswajał z nową kategorią i być może pewnego przejdzie prawdziwie ciężki test. Najważniejsze, że wrócił do gry.

 

Ale jego walki z Polakami, których w tej wadze nie brakuje, na razie chyba nie wchodzą w rachubę. Tacy jak Adam Balski czy Michał Cieślak będą szli swoją drogą. A Krzysztofowie, Głowacki i Włodarczyk, liczą jeszcze na coś więcej.

 

Cieślak pokazał się na Warsaw Boxing Night dwa tygodnie po wygranej z Siergiejem Radczenką w Legionowie i w starciu z przeciętnym Serbem Dusanem Krstinem nie zachwycił.  Chciał mu urwać głowę, zniszczyć, zdemolować, a to nigdy nie jest dobry pomysł. Serb nie wyszedł do szóstej rundy, ale to nie zmienia faktu, że od Cieślaka oczekujemy więcej.

 

Inny z polskich junior ciężkich, Michał Olaś znokautował Gruzina Gogiczaszwiliego ciosem na korpus. To jego szóste zwycięstwo, piąte przed czasem, ale dalej niewiele wiemy na co go stać w poważnej rywalizacji. W jego przypadku też trzeba uzbroić się w cierpliwość.

Skrót walki Fonfara - Siłłach w załączonym materiale wideo.