MŚ 2018: Belgowie zafundowali swoim kibicom "Dzień Dziecka"

Piłka nożna
MŚ 2018: Belgowie zafundowali swoim kibicom "Dzień Dziecka"
fot. PAP

Kibice „De Rode Duivels”, czyli „Czerwonych Diabłów”, świętują po zwycięskim 5:2 meczu mistrzostw świata Belgii z Tunezją w Moskwie. Wprawdzie ich ulubieńcy zagrali w sobotę w żółtych koszulkach, ale zgotowali rywalom na boisku piłkarskie piekło.

Już od porannych godzin w sobotę z różnych stron Moskwy ciągnęły na stadion Spartaka tłumy kibiców belgijskich i tunezyjskich. Głównie metrem, bo to w stolicy Rosji zdecydowanie najlepszy pomysł na przemieszczanie się.

Na stacji Spartak, oddanej niedawno do użytku i położonej bardzo blisko stadionu, belgijscy fani kontynuowali swój radosny pochód. Kiedy zobaczyli grupkę kibiców z Tunezji, śpiewających i skaczących, nie starali się ich przekrzykiwać (choć mogli to zrobić bez problemu, bo było ich więcej). Po prostu... przyłączyli się i zaczęli wspólną zabawę. Mundial łączy? Przed meczem Belgia – Tunezja na pewno...

Niektórzy fani byli ubrani w kolarskie trykoty w barwach swojego kraju. Belgowie mają wspaniałe tradycje kolarskie (zwłaszcza szosowe i przełajowe), wciąż są potęgą, więc mundial w Rosji jest świetną okazją, aby przypomnieć o tym światu.

„Wynik? Tutaj na mistrzostwach są tak niespodziewane rezultaty, że wolę nie typować. Ale wierzę w naszych, to wspaniałe pokolenie wreszcie musi pokazać swoją wartość” – powiedział Mark (on akurat miał piłkarską koszulkę).

Niektórzy fani nie chcieli jednak rozmawiać, być może zakłopotani pytaniami w języku angielskim. Na pewno jednak belgijskim kibicom nie można było odmówić inwencji.

Ich reprezentacja to „Czerwone Diabły”, (podobnie jak zespoły klubowe – Manchester United i FC Kaiserslautern). Nic więc dziwnego, że wielu fanów miało na sobie czapki z rogami. Ale niektórzy okazali się bardziej pomysłowi – np. młody kibic, który założył na głowę wielki pojemnik z ogromnymi frytkami i napisem po angielsku: „belgijskie frytki”.

„Kufel na powitanie. Czerwone Diabły” – transparent takiej treści wisiał w sektorze kibiców drużyny prowadzonej przez Hiszpana Roberta Martineza.

Humory dopisywały im przed meczem, ale także w jego trakcie. Belgijscy piłkarze zaprezentowali bowiem koncert gry. Wygrali 5:2 (Tunezyjczycy strzelili drugiego gola dopiero w ostatnich sekundach), a okazji mieli znacznie więcej. Piłkarzy z Afryki od wyższej porażki uratował bramkarz, a w jednym przypadku poprzeczka.

Oglądanie zespołu Martineza było tego dnia przyjemnością – wspaniała technika, świetne zgranie i szybkość rozgrywania akcji. Kwadrans przed końcem belgijscy kibice zaczęli robić na trybunach „meksykańską falę” i okrzykiem „ole” kwitować każde dojście do piłki przez ich ulubieńców.

W MŚ 2014 w Brazylii Belgowie odpadli w ćwierćfinale, podobnie na Euro 2016 we Francji, gdzie sensacyjnie ulegli Walijczykom 1:3. Może w Rosji to wspaniałe i... piekielnie zdolne pokolenie doczeka się wreszcie sukcesu na miarę oczekiwań fanów „De Rode Duivels”.

AŁ, PAP

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze