O futbolu i innych demonach. Kolumbia marzy o medalu mundialu

Piłka nożna
O futbolu i innych demonach. Kolumbia marzy o medalu mundialu
fot. PAP/DPA

Kolumbia będzie drugim rywalem Polaków na mundialu w Rosji. Kraj, w którym narodziło się wiele piłkarskich gwiazd, wciąż marzy o medalu mistrzostw świata; ma bogatą, ale też pełną tragicznych epizodów historię. "Los Cafeteros" długo przebijali się do czołówki, a przez wiele lat kolumbijski futbol rozwijał się w cieniu rywalizacji karteli narkotykowych, kontrolowany przez mafijnych bossów.

Kolumbijczycy przez wiele dziesięcioleci odgrywali rolę futbolowego Kopciuszka na kontynencie południowoamerykańskim. Nie byli w stanie nawiązać walki nie tylko z wielką trójcą (Argentyna, Brazylia, Urugwaj), ale byli słabsi nawet od średniaków (Chile, Paragwaj, Peru). Federación Colombiana de Fútbol powstała w roku 1924, dwanaście lat później została członkiem CONMEBOL i FIFA, natomiast na debiut drużyny narodowej w rozgrywkach Copa América trzeba było  czekać jeszcze kilka kolejnych lat. Kolumbia w kontynentalnych zmaganiach wystartowała dopiero w 18. edycji tej imprezy – w 1945 roku w Chile.

 

Kolumbijskie El Dorado

 

Pod koniec lat czterdziestych świat po raz pierwszy usłyszał o kolumbijskim futbolu. W 1948 roku tamtejsi przedsiębiorcy, wzbogaceni boomem naftowym, postanowili wyłożyć poważne pieniądze na piłkę i stworzyli ligę zawodową ("Dimayor").

 

Mając ogromne jak na tamte czasy możliwości finansowe i wykorzystując przy tym kryzys zawodowych lig w Argentynie i Urugwaju, ściągnęli do Kolumbii najlepszych piłkarzy kontynentu. To był prawdziwy exodus. Już w pierwszym sezonie kolumbijskie kluby zasiliło ponad stu piłkarzy z Ameryki Południowej! W kolejnych dołączyli następni, wśród nich również ponad dwudziestu zawodników ze Starego Kontynentu.

 

Pomysły Kolumbijczyków, które wówczas szokowały i wzbudziły ostre reakcje ze strony FIFA, pod wieloma względami były pionierskimi dla współczesnego futbolu. To oni pierwsi przekonali się, ile może zarobić klub dzięki zatrudnieniu wielkiej gwiazdy. Gdy na początku 1949 roku klub Millonarios z Bogoty ściągnął słynnego gracza River Plate – Adolfo Pedernera, witało go na lotnisku pięć tysięcy kibiców, a w tym samym dniu ponad dwadzieścia tysięcy ludzi zapłaciło za bilet, by z trybun stadionu zobaczyć prezentację piłkarza. 

 

W tamtych latach nie prowadzono międzynarodowych rozgrywek pucharowych, ale Millonarios,  ze słynnym Alfredo Di Stéfano w składzie, byli wówczas chyba najlepszą drużyną świata. W ciągu czterech sezonów Di Stéfano zdobył z kolegami trzy tytuły mistrzowskie i 90 ligowych goli w ponad stu meczach. Rozegrał też kilka spotkań w reprezentacji Kolumbii. W 1953 roku rozstał się z Bogotą i ruszył do Europy budować wielki Real...

 

Stworzenie ligi zawodowej okazało się znakomitym interesem. Przyniosło ogromne zainteresowanie ze strony kibiców, wypełniających po brzegi stadiony. Projekt załamał się jednak ostatecznie w 1954 roku, pod wpływem coraz cięższych restrykcji ze strony FIFA, z kilkuletnim wykluczeniem Kolumbii ze światowej federacji włącznie.

 

Sny o potędze

 

Krótki okres świetności "Dimayor" nie miał wpływu na rozwój reprezentacji Kolumbii. "Los Cafeteros" nadal byli tłem dla najlepszych i przez długie lata właściwie tylko dwa razy głośniej o sobie przypomnieli.

 

Po raz pierwszy w 1962 roku, gdy po ograniu w eliminacjach Peru, wywalczyli historyczny awans do finałów mistrzostw świata. Turniej w Chile rozpoczęli od porażki 1:2 z Urugwajem, a kolejnym starciem, przeciwko reprezentacji ZSRR zapisali się w pamięci kibiców. Po 12. minutach Kolumbijczycy przegrywali już 0:3, zdołali jednak odrobić straty i mecz zakończył się remisem 4:4!

 

Do historii przeszedł też ich gol na 2:4. W 68. minucie pomocnik Marcos Coll pokonał Lwa Jaszyna strzałem bezpośrednio z rzutu rożnego! To jedyna bramka zdobyta w ten sposób w historii mistrzostw świata. W kolejnym meczu Kolumbijczycy ponieśli sromotną klęskę 0:5 w starciu z Jugosławią i pożegnali się z turniejem. Warto jeszcze dodać, że trenerem w mundialowej premierze był wspominany wcześniej Argentyńczyk Pedernera.

 

Po raz drugi – w roku 1975, gdy zupełnie niespodziewanie wywalczyli wicemistrzostwo kontynentu. Drużyna miała wówczas jedną gwiazdę. Błyskotliwy pomocnik Willington Ortiz był pierwszym kolumbijskim piłkarzem światowej klasy i głównym architektem tamtego sukcesu. Kolumbia w półfinałowym dwumeczu ograła Urugwaj, a w finale, który rozstrzygnięto dopiero w trzecim spotkaniu, uległa Peru. Wokół Ortiza biegali jednak piłkarze co najwyżej przeciętni, dlatego podobnego sukcesu nie udało się powtórzyć w kolejnych latach.

 

Colombia 1986

 

W trakcie Kongresu FIFA, który w czerwcu 1974 roku zorganizowano we Frankfurcie nad Menem, Kolumbia otrzymała prawo do organizacji finałów MŚ 1986. Inicjatywa związana z przeprowadzeniem mundialu właśnie w Kolumbii wyszła ze środowiska tamtejszych działaczy piłkarskich, na czele z prezesem federacji Alfonso Seniorem, którzy mogli liczyć na poparcie grupy przemysłowców.

 

Wydarzenie, które miało być przełomem dla kolumbijskiego futbolu, zakończyło się jednym z największych skandali w historii mistrzostw świata. Pierwszym problemem, który pojawił się już na starcie, był brak akceptacji tego pomysłu ze strony władz Kolumbii. Również duża część społeczeństwa nie była zachwycona ideą organizowania piłkarskiego święta w ich kraju. Co prawda w 1980 roku prezydent Julio César Turbay zaakceptował projekt organizacji mundialu, jednak od sześciu lat, które upłynęły od chwili przyznania praw organizatora, w Kolumbii nic nie drgnęło w sprawach organizacyjnych.

 

Ostatecznie jesienią 1982 roku kolejny prezydent – Belisario Betancur podjął decyzję o rezygnacji Kolumbii z organizacji finałów mistrzostw świata 1986. Skarżono się na ekstrawaganckie żądania działaczy światowej federacji, co było jednak zasłoną dymną – Kolumbii nie było po prostu stać na organizację mundialu. Niestabilny politycznie, biedny kraj znany był wówczas głównie z działalności grup partyzanckich i handlu narkotykami. Mundial odbył się w końcu w Meksyku, a niewielkim pocieszeniem dla Kolumbijczyków był w tej sytuacji fakt, że kilka dni przed rezygnacją najsłynniejszy pisarz tego kraju Gabriel García Márquez otrzymał literacką nagrodę Nobla...

 

Maturana i jego drużyna

 

Przełom nastąpił w drugiej połowie lat osiemdziesiątych. Na rozgrywanym w Argentynie turnieju Copa America 1987 Kolumbia była największą rewelacją. Podopieczni trenera Francisco Maturany grali niezwykle efektownie, a przy tym bardzo skutecznie. W grupie rozbili Boliwię (2:0) i Paragwaj (3:0), w półfinale ulegli co prawda po dogrywce Chile (1:2), ale w meczu o brąz ograli w Buenos Aires aktualnego mistrza świata – reprezentację Argentyny (2:1), której nie pomógł nawet Diego Maradona.

 

Nie było wątpliwości, że na tym turnieju zaprezentowała się najzdolniejsza generacja w dotychczasowej historii kolumbijskiego futbolu: René Higuita, Leonel Álvarez, Antony de Ávila, Luis Carlos Perea, Bernardo Redin, którą wsparł doświadczony napastnik Arnoldo Iguarán. Piłkarzem numer jeden tej drużyny był jednak Carlos Valderrama – pomocnik, rozgrywający; posiadał bajeczną technikę i charakterystyczną bujną fryzurę. Jego znakiem firmowym były szybkie, niezwykle celne i zaskakujące dla obrońców rywali podania ("toque"), które dynamiczni kolumbijscy napastnicy zamieniali na bramki. Piłkarz, który mógł zrobić karierę na miarę Maradony, nigdy nie zagrał jednak w topowym europejskim klubie, a na wielkich turniejach pokazał jedynie przebłyski swych ogromnych możliwości.

 

Mając takich piłkarzy w składzie Kolumbia zdołała zakwalifikować się do finałów mundialu Italia 1990. Rok 1989 był ważny również z innego powodu. Atlético Nacional Medellin, jako pierwsza kolumbijska drużyna, wywalczyła Copa Libertadores – najważniejsze klubowe trofeum w Ameryce Południowej.

 

Kolumbijski futbol rozwijał się więc prężnie, ale coraz większy wpływ wywierali na niego bossowie działających w tym kraju mafii narkotykowych, na czele z "królem kokainy" Pablo Escobarem. Rywalizacja o wpływy między kartelami szybko przeniosła się na piłkę. Niedługo po wywalczeniu mundialowego awansu doszło do dramatu w Medellin. Przed tamtejszym hotelem, po meczu Independiente – America Cali, zastrzelono sędziego liniowego Alvaro Ortegę. Kilka godzin wcześniej arbiter nie uznał gola, czym podpadł jednemu z narkotykowych baronów... W tej sytuacji federacja zadecydowała o zawieszeniu rozgrywek ligowych, co bardzo utrudniło drużynie narodowej przygotowania do startu na mistrzostwach świata.

 

Rene Higuita goni Rogera Millę... Kiks kolumbijskiego bramkarza dał awans rywalom na MŚ 1990. / fot. PAP

 

We Włoszech Kolumbijczycy bez kłopotów ograli Zjednoczone Emiraty Arabskie (2:0), ale w drugim spotkaniu ulegli 0:1 Jugosławii. By myśleć o awansie musieli przynajmniej zremisować z reprezentacją RFN. Na San Siro w Mediolanie wszystko szło zgodnie z planem do 89. minuty, gdy Pierre Littbarski otworzył wynik dla Niemców... Kolumbijczykom pozostało niewiele czasu, ale to właśnie wówczas próbkę swego geniuszu zaprezentował Valderrama – to po jego kapitalnym zagraniu Freddy Rincon zdobył wyrównującą bramkę, dającą wyjście z grupy. W 1/8 finału Kolumbia zagrała z rewelacją imprezy – Kamerunem. Koszmarny błąd – szalone wyjście bramkarza Higuity w dogrywce,  bezwzględnie wykorzystał Roger Milla. To trafienie przesądziło o porażce "Los Cafeteros" i pożegnaniu z włoskim turniejem.

 

Złote pokolenie bez złota

 

Cztery lata później, na mistrzostwa świata do USA, Kolumbia jechała już w roli jednego z faworytów do złota! W międzyczasie drużynę wzmocniło kilku nowych graczy, z których warto przypomnieć przede wszystkim dwóch napastników. Adolfo Valencia grał w tym czasie w Bayernie Monachium. Faustino Asprilla natomiast był wówczas gwiazdą Parmy, szybkim, niezwykle przebojowym zawodnikiem, który jednak zasłynął również z kilku głośnych skandali. Otrzymał wyrok w zawieszeniu za nielegalne posiadanie broni, po tym, jak wyciągnął dwa pistolety podczas imprezy w restauracji w miejscowości Tulua. Miał głośny romans z gwiazdą porno, a liczne wybryki alkoholowe i awantury z trenerami również były gorącym tematem nie tylko dla prasy sportowej.

 

W 1993 roku Kolumbijczycy wywalczyli brąz w Copa America, a następnie zdeklasowali w eliminacjach MŚ ekipę Argentyny – ówczesnych wicemistrzów świata i mistrzów kontynentu. W pierwszym meczu, na własnym boisku w Barranquilla wygrali 2:1. Na rewanż pojechali do Buenos Aires, a tam, mimo zabiegów miejscowych kibiców (z alarmem bombowym w hotelu w przeddzień meczu na czele), znokautowali rywali aż 5:0! Po dwa gole strzelili Rincon i Asprilla, a jednego dołożył Valencia.

 

Po tym efektownym zwycięstwie nawet król futbolu Pele widział Kolumbijczyków w roli faworytów mundialu, jednak amerykańskie boiska brutalnie zweryfikowały te prognozy, a start w imprezie zakończył się wielką tragedią.

 

Podopieczni trenera Maturany rozpoczęli zmagania od porażki 1:3 z Rumunią. Przegrana w kolejnym meczu z USA praktycznie wyeliminowała ich z turnieju. Marnym pocieszeniem było w tej sytuacji zwycięstwo 2:0 w kończącym fazę grupową meczu przeciwko Szwajcarii. Po powrocie drużyny do kraju rozegrała się wielka tragedia. Obrońca Andrés Escobar, który skierował piłkę do własnej bramki w meczu z USA, został zastrzelony na parkingu przed restauracją w Medelin przez fanatycznego kibica, choć nie brakowało opinii, że za tym zabójstwem stoją rozczarowani mundialowym występem mafijni bossowie.

 

Pokolenie wybitnych piłkarzy straciło szansę na wielki sukces. Zawodnicy predysponowani do odgrywania czołowych ról na wielkich turniejach, zawodzili na kolejnych mundialach. Szczytem możliwości był najniższy stopień podium Copa America, który po 1987 i 1993, osiągnęli jeszcze w 1995 roku.

 

Dlaczego nie zdołali wykorzystać swojej szansy? Z jednej strony na przeszkodzie stała specyficzna kolumbijska rzeczywistość: brak stabilności w kraju i wszechmocny wpływ karteli narkotykowych na futbol. Z drugiej – pewna niefrasobliwość samych piłkarzy. Wielu reprezentantów prowadziło wówczas rozrywkowy tryb życia, kilku miało poważne kłopoty z prawem, nie tylko wspomniany wcześniej Asprilla.

 

Albeiro Usuriaga, którego trafienie dało Kolumbijczykom awans na mundial we Włoszech, nie poleciał do Italii z przyczyn dyscyplinarnych. Podczas hucznego bankietu w Cali zdemolował taksówkę i próbował pobić dwóch policjantów. Na mundialu w USA nie zagrał z kolei bramkarz Higuita, aresztowany w 1993 roku na siedem miesięcy za udział w porwaniu córki bossa narkotykowego. W 1995 roku reprezentacyjny obrońca Wilson Pérez został zatrzymany na lotnisku w Barranquilli za próbę przemytu kokainy...

 

Carlos Valderrama i jego bujna fryzura na MŚ we Francji (1998). / fot. PAP/Keystone

 

Mistrzostwa rozegrane w 1998 roku we Francji, na których drużynę prowadził trener Hernán Darío Gómez, były łabędzim śpiewem tej drużyny. Kierowani przez 36-letniego Valderramę Kolumbijczycy grali ślamazarnie i bez polotu. Pokonali co prawda 1:0 prowadzoną przez Henryka Kasperczaka Tunezję, ale w grach przeciwko Rumunii (0:1) i Anglii (0:2) nie byli w stanie wiele wskórać.

 

Triumf w gorszych czasach

 

Wraz z pokoleniową zmianą na przełomie wieków, dla futbolu kolumbijskiego nastały gorsze czasy, ale, jak na ironię, to właśnie wówczas, w 2001 roku udało się "Plantatorom Kawy" sięgnąć po złoto Copa America. Wartość triumfu podopiecznych trenera Maturany, który przed turniejem po raz kolejny objął kadrę, poddawana jest jednak w wątpliwość.

 

Turniej zorganizowała Kolumbia, a bardzo niestabilna sytuacja polityczna i zamieszki na ulicach miast sprawiły, że poszczególni uczestnicy zaczęli obawiać się o swoje bezpieczeństwo. Doprowadziło to do sytuacji, w której Argentyna zrezygnowała z udziału w imprezie, natomiast Brazylia i Urugwaj przyjechały w mocno rezerwowych składach.

 

Kolumbijczycy wykorzystali tę sytuację i wygrali turniej bez... straty gola! Iván Córdoba zdobył jedyną bramkę w finałowym meczu z Meksykiem, a Víctor Aristizábal został królem strzelców turnieju z sześcioma trafieniami na koncie.

 

Mimo triumfu w Copa America, Kolumbijczykom nie udał się start w eliminacjach MŚ 2002. Zabrakło ich również na dwóch kolejnych mundialach – w Niemczech w 2006 roku oraz w RPA cztery lata później. Przełom nastąpił dopiero w kwalifikacjach do turnieju w Brazylii.

 

Powrót na salony

 

W styczniu 2012 roku selekcjonerem reprezentacji Kolumbii został Argentyńczyk Jose Pekerman, a co najważniejsze w kraju pojawiło się kolejne zdolne pokolenie. Wiodące role w kadrze zaczęli odgrywać tacy piłkarze jak James Rodriguez, Radamel Falcao, czy Juan Cuadrado. Ta drużyna, po latach posuchy wywalczyła wreszcie awans do finałów mistrzostw świata.

 

Wracającą na salony Kolumbię uznawano za "czarnego konia" mundialu w Brazylii w 2014 roku. Piłkarze "Los Cafeteros" nie zawiedli, choć lecieli na turniej bez kontuzjowanego Falcao, który kilka miesięcy wcześniej zerwał więzadło krzyżowe.

 

Podopieczni Pekermana fazę grupową przeszli jak burza. Na inaugurację rozbili Grecję 3:0, w drugim meczu pokonali Wybrzeże Kości Słoniowej 2:1, a w trzecim 4:1 Japonię. W 1/8 trafili na Urugwaj i wygrali 2:0 po dwóch trafieniach Rodrigueza. Jedno z nich zostało uznane za najładniejszą bramkę mundialu. W 28. minucie meczu James, stojąc przed polem karnym, przyjął piłkę na klatkę piersiową i mocno uderzył na bramkę; Futbolówka odbiła się jeszcze od poprzeczki i wylądowała w bramce rywali.  

 

W ćwierćfinale ulegli 1:2 gospodarzom, choć zwycięstwo Canarinhos wzbudziło pewne kontrowersje; wielu obserwatorów sugerowało, że sędziowie faworyzowali Brazylijczyków, nie uznali też bramki, którą zdobył Mario Yepes. Kolumbia zebrała jednak po turnieju dobre recenzje, za efektowną i ofensywną grę (dwanaście goli w pięciu meczach). Na pocieszenie Rodriguez z sześcioma golami na koncie zgarnął na tym turnieju koronę króla strzelców, a drużyna nagrodę FIFA Fair Play.

 


Radamel Falcao i James Rodriguez na treningu przed meczem z Japonią. / fot. PAP/EPA.

 

Ćwierćfinał wywalczony w Brazylii pozostawił pewien niedosyt i rozbudził apetyty. Mundial w Rosji miał przynieść Kolumbii pierwszy awans do strefy medalowej. Po pierwszej serii spotkań grupy H, w której Kolumbia uległa 1:2 Japonii,  wiemy, że by dokonać tej sztuki, piłkarze "Los Cafeteros" muszą najpierw ograć reprezentację Polski...

 

Spotkanie grupy H mistrzostw świata 2018 Polska – Kolumbia zostanie rozegrane w niedzielę 24 czerwca o godzinie 20.00 w Kazaniu.

Robert Murawski, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze