Między zawodnikami było sporo złej krwi - głównie przez zachowanie Edwardsa, który nieustannie prowokował Cerrone. Bardziej doświadczony zawodnik nie jest typem człowieka, który za wszelką cenę szuka konfliktu, a wyprowadzenie go z równowagi należy do rzeczy trudnych. Anglik osiągnął więc swoje, ale na koniec i tak musiał dołożyć dobrą pracę w oktagonie.

 

Dwie pierwsze rundy padły łupem Edwardsa, który świetnie kopał na wątrobę, czyli w najsłabszy punkt "Kowboja". Przewaga szybkościowa też robiła swoje, bo bardziej doświadczony zawodnik miał ewidentne problemy z trafieniem rywala. Lepiej było dopiero w trzecim starciu, kiedy włączył do swojego repertuaru ciosy podbródkowe. Z kolei w rundach mistrzowskich dorzucił też obalenia, choć w parterze raczej nie potrafił skontrolować Anglika dłużej niż kilka sekund.

 

Choć Cerrone wywierał presję, to wydawało się, że to Edwards trafiał częściej. Po pięciu rundach sędziowie zgodnie wypunktowali 48:47 dla Anglika, który odniósł najcenniejsze zwycięstwo w karierze.

 

Po walce Edwards docenił klasę rywala, a także wyzwał innego czołowego półśredniego - Jorge Masvidala.

Wcześniej mimo początkowych problemów zwycięstwo odniósł Ovince Saint Preux, który mógł skończyć znokautowany, ale wygrał przez poddanie już w pierwszej rundzie.